Parker wszedl za nim i zatrzymal sie przy drzwiach. Lucy Sparrow lezala ubrana na lozku. Wygladala, jak gdyby ogarnal ja sen. Dopiero kiedy Alex podszedl do niej i dotknal jej reki, inspektor poruszyl sie. Reka pieknej kobiety opadla bezwladnie, zwisajac ku podlodze. Alex pochylil sie.
– Cyjanek – powiedzial cicho i wskazal drzwi, ktore prowadzily do pokoju Sparrowa.
Parker odwrocil sie. Kominek byl otwarty. Lezala w nim kartka papieru, nie spalona: cala i nie zmieta nawet.
Chce ci oszczedzic sadu, ponizenia i wzgardy ludzkiej – przeczytal. – Dowody sa wystarczajace i posla cie tam, gdzie poslalas Iana. Lucjo, badz odwazna, jezeli bylas okrutna. Za chwile wejdzie tu policja i naloza ci kajdanki. Oszczedz tego mnie, ktorego kochalas, nie pozwol, zebym widzial cie na lawie oskarzonych, zebys musiala mowic o nas, o mnie, o niej, o sobie… Harold Sparrow. – A jesli nie on, to ktos, kto napisal to w jego imieniu.
– Czy… czy to ty napisales? – zapytal szeptem.
Alex bez slowa wzial go za reke i wyprowadzil z pokoju.
– Ta kartka napisana jest takze na maszynie Sary Drummond – powiedzial. – I watpie, zebys odnalazl jej autora. Wiem tylko, ze musial ja napisac chyba ktos, kto dobrze wiedzial, jak dumna osoba byla Lucy Sparrow i jak kochala swojego meza. Skonfrontowana z naga prawda, z tym, ze jest odkryta, nie zastanawiala sie, jak ma sie obronic i czy sie obroni. Partia byla przegrana. Odeszla.
– To musial napisac takze ktos, kto bardzo kochal pamiec Iana i nie chcial, zeby jego zycie prywatne bylo tematem dla stu wscibskich reporterow sadowych… – powiedzial Parker.
Zeszli na dol i zatrzymali sie w sieni.
– Telefon do pana – powiedziala pyzata Kate Sanders, wynurzajac sie z cienia w korytarzyku.
– Do mnie?! – Alex otrzasnal sie i podszedl do aparatu. – Halo?
– To ja – powiedzial znajomy glos. – Jak sie czujesz?
– Karolina?
– Tak.
– Skad wzielas moj adres?
– Zadzwonilam do twojego wydawcy. Siedze sama nad morzem i troche mi smutno. Pomyslalam, ze rozerwe sie, jezeli zadzwonie do ciebie.
– Jutro przyjezdzam do Torquay – powiedzial Alex. – Bede o dwunastej przed hotelem Excelsior.
– O, moj mily! – powiedziala Karolina i odwiesila sluchawke.
Alex wrocil do sieni. Przez oszklone okna widac bylo park w sloncu. Karolina. Dobra, spokojna, mila Karolina. Potrzebowal jej teraz jak nigdy przedtem. Karolina: lad, cisza, zycie bez krwi i zbrodni. Kochana, dobra Karolina.
Spojrzal na podjazd. Czarny jaguar przywiozl go wczoraj do tego domu. Wyskoczyla wtedy z niego smukla dziewczyna i rzucila sie na szyje Ianowi Drummondowi… Wszystkie pachnidla Arabii…
– Jestem zmeczony – powiedzial do Parkera. – Czy odwieziesz mnie do Londynu swoim samochodem?
– Oczywiscie – inspektor polozyl mu reke na ramieniu.
