Jestem przekonany, iz kazdy, kto mnie zna, powiedzialby, ze mam gadane i nigdy nie trace rezonu; kiedy jednak odtworzylem w mysli slowa Astor i raz jeszcze poszukalem interpretacji, w ktorej nie znaczylyby tego, co znaczyly, zdolalem wydobyc z siebie tylko bardzo ludzki dzwiek, mniej wiecej: „A he ho?”
— Z toba — powiedziala Astor, cierpliwie, jak do uposledzonej umyslowo pokojowki. — Cody chce dzis z toba isc.
Z perspektywy czasu wyraznie widac, ze ten problem musial sie kiedys pojawic. I, co wazne, trzeba uczciwie przyznac, ze spodziewalem sie tego — ale pozniej. Nie teraz. Nie u progu mojej Nocy Spelnienia. Nie kiedy kazdy wlosek na karku stal mi deba i krzykiem domagal sie zaspokojenia czystej, palacej potrzeby, aby wypelznac w mrok z zimna, wytopiona z nierdzewnej stali furia…
Sytuacja zdecydowanie wymagala powaznego przemyslenia, coz, kiedy moje nerwy uparcie zadaly, zebym wyskoczyl przez okno i czmychnal w noc — ale dzieciaki wciaz staly przede mna, wiec wzialem gleboki oddech i skupilem na nich uwage.
Lsniaca, pelna ostrych kantow blaszana dusza Dextera Msciciela uformowala sie w wyniku urazu z dziecinstwa, tak glebokiego, ze zupelnie wyparlem go z pamieci. To doswiadczenie sprawilo, ze jestem tym, czym jestem, i nie watpie, ze siakalbym nosem i bylbym nieszczesliwy z tego powodu, gdybym byl zdolny do jakichkolwiek uczuc. Cody i Astor nosili takie same blizny, pamiatki po ojcu, otumanionym narkotykami brutalu, ktory pastwil sie nad nimi, az oboje na dobre wzgardzili sloncem i lizakami. Moj madry przybrany ojciec, wychowujac mnie, wiedzial, ze czegos takiego nie da sie cofnac, nie mozna wepchnac weza z powrotem do jaja.
Mozna go za to wytresowac. Harry wyszkolil mnie, zrobil ze mnie cos, co polowalo tylko na innych mrocznych drapiezcow, inne monstra i upiory w przebraniach z ludzkiej skory, zerujace w miescie. Mojej zadzy mordu nie dalo sie wykorzenic, byla niezmienna i nieprzemijajaca, ale Harry nauczyl mnie tropic i usuwac tylko tych, ktorzy zgodnie z jego, jak na gline przystalo, rygorystycznymi zasadami naprawde na to zaslugiwali.
Kiedy odkrylem, ze Cody jest taki sam, obiecalem sobie, ze pojde Droga Harry'ego, przekaze chlopcu swoja wiedze, wychowam go w duchu Mrocznej Prawosci. Byla to jednak cala galaktyka komplikacji, wyjasnien i nauk. Harry wpajal mi to wszystko przez prawie dziesiec lat, zanim pozwolil mi sie pobawic z czyms bardziej skomplikowanym od bezpanskiego zwierzaka. Z Codym nawet jeszcze nie zaczalem — i choc czulem sie troche jakbym robil z siebie Mistrza Jedi, teraz zaczac nie moglem. Wiedzialem, ze Cody pewnego dnia bedzie musial pogodzic sie z tym, ze jest taki jak ja, i szczerze chcialem mu pomoc — ale niech to nie bedzie dzis. Nie kiedy przez okno dolatywalo wesole wolanie ksiezyca, ktory ciagnal mnie jak zolta lokomotywa doczepiona do mojego mozgu.
— Nie jestem, tego… — zaczalem, chcac wszystkiemu zaprzeczyc. Ale spojrzeli na mnie z tak ujmujacym wyrazem zimnej pewnosci, ze urwalem. — Nie — powiedzialem stanowczo. — Jest o wiele za maly.
Wymienili szybkie spojrzenia, nic wiecej, lecz kryla sie w nich cala rozmowa.
— Mowilam mu, ze tak powiesz — stwierdzila Astor.
— I slusznie.
— Dexter, obiecales przeciez, ze nam pokazesz.
— Pokaze — zapewnilem, czujac na plecach zimne palce, ktore powoli wedruja w gore i naciskaja, popychaja w strone drzwi — ale nie teraz.
— No wiec, kiedy? — spytala.
Spojrzalem na nich i wypelnila mnie niesamowicie dziwna mieszanka uczuc: z jednej strony rwalem sie do tego, zeby juz wyjsc i cos pociachac, a z drugiej mialem ochote opatulic oboje miekkim kocem i zabic wszystko, co sie do nich zblizy. A na dodatek, o tak, do kompletu, niesmialo wkradalo sie pragnienie, by zlapac ich za te zakute lebki i stuknac nimi o siebie.
Czy to znaczy, ze wreszcie poczulem sie ojcem?
Cale cialo przenikal zimny ogien rozniecony potrzeba zrobienia tego, o czym ani mru — mru, ale odetchnalem bardzo gleboko i przybralem obojetna mine.
— Jutro macie szkole, a teraz juz prawie pora, zebyscie poszli spac.
Spojrzeli na mnie, jakbym ich zdradzil, poniekad slusznie; zmienilem reguly gry i wcielilem sie w role Papcia Dextera, gdy mysleli, ze rozmawiaja z Demonem Dexterem. W gruncie rzeczy powiedzialem jednak prawde. Nie mozna zabierac dzieci na nocne swiniobicie i oczekiwac, by nazajutrz pamietaly abecadlo. Nawet mnie nielatwo bylo po malej przygodzie stawic sie rano w pracy, a mialem to szczescie, ze moglem wypic tyle kubanskiej kawy, ile dusza zapragnie. Z pewnoscia w ich wieku to jeszcze zdecydowanie za wczesnie.
— Oj, gadasz jak dorosly. — Astor prychnela z miazdzaca pogarda dziesieciolatki.
— Przeciez jestem dorosly — odparlem. — I staram sie byc takim doroslym, jakiego potrzebujecie. — Choc zeby mnie bolaly od wstrzymywania narastajacego glodu, mowilem serio, co jednak w najmniejszym stopniu nie zlagodzilo dezaprobaty widocznej w ich spojrzeniach.
— Myslelismy, ze jestes inny — stwierdzila.
— Nie wyobrazam sobie, jak moglbym byc jeszcze bardziej inny i nadal wygladac jak czlowiek.
— To nie fair — odezwal sie Cody i w jego oczach zobaczylem mala mroczna bestyjke, ktora uniosla glowe i zaryczala na mnie.
— Owszem, to nie fair. — Rozwinalem temat. — W zyciu nic nie jest fair. Fair to brzydkie slowo i prosze nie uzywac przy mnie takiego jezyka.
Cody patrzyl na mnie z rozzaleniem, ale w jego twardym spojrzeniu dostrzeglem zimne wyrachowanie, takim jeszcze go nie widzialem, i nie wiedzialem, czy chce chlopaka trzepnac, czy dac mu ciastko.
— Nie fair — powtorzyl.
— Posluchaj — powiedzialem — to cos, na czym sie znam. Niech to bedzie pierwsza lekcja. Normalne dzieci w dni szkolne chodza spac o wyznaczonej porze.
— Nienormalny — odparowal i wysunal dolna warge tak daleko, ze mozna by za nia wstawic jego podreczniki.
— I o to chodzi — wyjasnilem mu. — Dlatego musisz zawsze normalnie wygladac, normalnie sie zachowywac, sprawiac na otoczeniu wrazenie normalnego. I jeszcze jedno: musisz robic dokladnie to, co ci kaze, bo inaczej nie mamy o czym mowic. — Wyraznie nie byl do konca przekonany, ale miekl. — Cody. Musisz mi zaufac i robic wszystko po mojemu.
— Musze — mruknal.
— Tak. Musisz.
Bardzo dlugo na mnie patrzyl, po czym przeniosl wzrok na siostre, ktora spojrzala na niego. To byl cud komunikacji bezglosowej; widzialem po nich, ze tocza dluga, ogromnie zawila rozmowe, choc nie padlo ani jedno slowo. Wreszcie Astor wzruszyla ramionami i odwrocila sie do mnie, mowiac.
— Musisz obiecac.
— Niech bedzie — odparlem. — Obiecac co?
— Ze zaczniesz nas uczyc — oswiadczyla, a Cody skinal glowa.
— Niedlugo.
Odetchnalem gleboko. Tak naprawde nigdy nie mialem zadnych szans pojsc do nieba, ktore i tak uwazalem za byt wysoce hipotetyczne. Ale zeby zdecydowac sie na cos takiego, zgodzic sie zrobic z tych obszarpanych potworkow schludne, dobrze wyksztalcone potworki — coz, pozostawalo mi tylko miec nadzieje, ze moje poglady na temat nieba nie okaza sie mylne.
— Obiecuje — odpowiedzialem. Popatrzyli po sobie, spojrzeli na mnie i poszli.
A ja zostalem z torba pelna zabawek, pilna sprawa do zalatwienia i cokolwiek ostudzonym zapalem.
Czy tak wyglada zycie kazdej rodziny? Jesli jest to typowe, jak mozna cos takiego zniesc? Po co ludziom wiecej niz jedno dziecko, ba, po co im dzieci w ogole? Mialem przed soba wazny i pozyteczny cel, a tu nagle wyskakuje mi cos, z czym jeszcze nigdy nie musiala sie borykac zadna mamusia z przedmiescia. W totalnym oszolomieniu nie moglem sobie przypomniec, o czym myslalem ledwie pare chwil temu. Mimo ze slyszalem zniecierpliwiony pomruk Mrocznego Pasazera — dziwnie przytlumiony, z nutka niepewnosci — troche potrwalo, zanim wzialem sie w garsc i znow przeistoczylem sie ze Skolowanego Papcia Dextera w Zimnego Msciciela. Trudno mi bylo odzyskac lodowaty spokoj, towarzyszacy zwykle poczuciu gotowosci i zagrozenia; prawde mowiac, nie pamietalem nawet, gdzie zostawilem kluczyki od samochodu.
Jakos je znalazlem i chwiejnie wypadlem z gabinetu. Wymamrotalem do Rity nic nieznaczace czule slowka i nareszcie wyszedlem z domu w noc.