Zapewne glowny wykonawca zachorowal i trzeba bylo poszukac zastepstwa.
– Okrutna pani – spiewal – zemsta bedzie moja.
– Lepszy bylby z niego Mars niz Kupidyn – zauwazyla Diana.
– Zobacz, co bedzie dalej.
– Zostala jedna nie zlamana strzala – ciagnal Kupidyn. -W ktore serce wrazic/Aby miloscia dusza zapalala?
Kupidyn rozejrzal sie dookola, a publicznosc zaczela go zachecac, wskazujac swoje serca. Diana poczula dziwny niepokoj. Chciala ostrzec Beya, ale on juz zeskoczyl z lawki i zniknal w morzu ludzi. Dopiero po chwili ujrzala jego glowe gdzies z przodu. Wszyscy chcieli byc jak najbli: zej bozka milosci, a on zachecal ludzi, by sie do niego zblizyli. Inni aktorzy cofneli sie, czekajac na swoja kolej.
Strzala Kupidyna wciaz czekala na swoj cel.
Diana wsluchiwala sie w pokrzykiwania aktora w masce.
Jego glos brzmial z cudzoziemska. Pewnie byl Wlochem, jak wiekszosc spiewakow. A moze… Moze byl Francuzem?! De Couriac!
Bey zblizal sie do krola i chciala krzyknac, zeby go ostrzec. Jednak on juz wiedzial. Wlasnie dlatego zblizal sie do monarchy.
Czyzby de Couriacowi chodzilo tym razem o samego krola? Diana slyszala, jak Jerzy III krzyczal wraz z innymi:
– Strzel do mnie! Do mnie, co! Bede bardziej kochal moja pania!
Kupidyn poslusznie obrocil luk w strone monarchy.
33
Diana od razu dostrzegla, ze Kupidyn ma w rekach prawdziwy luk. Jednak dopiero po chwili przypomniala sobie o wlasnym. Bron nie nalezala do najwygodniejszych, zwlaszcza w takim tlumie, ale niewatpliwie byla jedyna w tym momencie dostepna.
Bey dotarl juz do krola. Co teraz zrobi? Pociagnie go na podloge i zakryje wlasnym cialem?
Starajac sie opanowac strach, zdjela luk z plecow i siegnela po jedna ze srebrnych strzal. Zalowala teraz, ze nie przykladala sie bardziej do lucznictwa. Zawsze wydawalo jej sie, ze lepiej bedzie, jesli pocwiczy strzelanie z pistoletu.
Do diabla! Strzala mogla jej sie latwo wysliznac z zapoconych dloni. Wytarla je szybko o lniana suknie, a nastepnie, starajac sie przypomniec sobie wszystkie uwagi Carra, naciagnela cieciwe. Kupidyn zrobil to samo. Ludzie uciszyli sie, zdziwieni tym, ze zabawa przybrala nagle tak konkretny wymiar.
Rothgar stanal przed krolem i rozpostarl przed nim swoja jedwabna peleryne.
– Wybacz, najjasniejszy panie, ale ja bardziej potrzebuje milosci.
Nagly szept przebiegl wsrod publicznosci, poniewaz markiz odwrocil sie tylem do krola. Wszyscy zrozumieli, ze dzieje sie tu cos dziwnego.
– Miales strzelic do bogini Diany, jesli dobrze pamietam – Rothgar zwrocil sie do Kupidyna.
– Ale sam prosiles, panie, zebym strzelil do ciebie. Maska znieksztalcala dzwieki i Diana zawahala sie, nie
bardzo wiedzac, czy ma rzeczywiscie do czynienia z de Couriakiem. Gdyby miala pistolet, moglaby sprobowac trafic go w reke z bronia. Teraz jednak wybor wydawal sie oczywisty: serce lub szyja. Wybrala serce, poniewaz szyja stanowila trudniejszy cel.
Zgromadzeni na sali ludzie rozgladali sie dokola, nie bardzo wiedzac, co o tym myslec. Byc moze byl to jakis zart. Lord Rothgar slynal przeciez z ekscentrycznych pomyslow. Na przyklad teraz przesuwal sie w strone sceny, jakby sam chcial zajac miejsce Kupidyna. Jednak to, ze wciaz stal tylem do monarchy wydawalo sie niedopuszczalne.
– Nie jestes wcale bogiem milosci – rzekl mocnym glosem markiz, wpatrujac sie w szparki na oczy w masce. -Nie milosci, tylko destrukcji. Czy ta strzala jest dla mnie, panie de Couriac?
Krol krzyknal i cofnal sie wraz z tlumem. Kupidyn napial luk jeszcze mocniej. Bey znajdowal sie blisko sceny, ale nie na tyle, by skoczyc i wyrwac mu bron z reki.
Teraz lub nigdy, pomyslala Diana.
Naciagnela jeszcze mocniej cieciwe i modlac sie do Boga puscila ja z naglym swistem. Strzala w sekunde dosiegla piersi bozka i wbila sie w nia gleboko. Francuz zdazyl wystrzelic, ale przebil tylko dekoracje gdzies nad glowami publicznosci. Spojrzal jeszcze na swoja piers, jakby nie bardzo wiedzac, co sie stalo, a potem z potwornym krzykiem zwalil sie na sztuczna murawe.
Aktorka grajaca Diane i inni spiewacy rozbiegli sie z krzykiem po sali. Rothgar zdjal swoja peleryne i przykryl nia cialo. Bryght, ktory czail sie gdzies z boku wyskoczyl na scene. Reszta Mallorenow starala sie uspokoic gosci, a zwlaszcza histerycznie zachowujace sie damy.
Diana stala nieporuszona z lukiem w reku.
Obecni na sali mezczyzni otoczyli krola kordonem, ale on rozepchnal ich i wyszedl na scene.
– Cisza! Cisza! To tylko jeden szaleniec! Wzywam wszystkich, by zachowali spokoj. Wyprowadzcie stad placzace kobiety.
Wszyscy go usluchali. Po chwili w sali balowej zalegla cisza.
– Jak widzicie, jestem bezpieczny, co? A wszystko to dzieki odwadze lorda Rothgara… – Monarcha zawahal sie.
Diana predko zeskoczyla z lawki. Domyslila sie, ze zaraz zapyta o to, skad pochodzila strzala. Markiz sklonil sie krolowi.
– Bardzo przepraszam za ten incydent, Wasza Krolewska Mosc. W sali na dole podano juz do stolu. Moze tam przejdziemy?
Jerzy III skinal glowa. Byc moze zapomnialby o nieznanym luczniku, gdyby nie glosy, ktore podniosly sie w sali:
– Kto strzelal? Skad pochodzila strzala?
– Pewnie prawdziwy Kupidyn, rozgniewany tym, co zobaczyl – staral sie zartowac Rothgar.
Wszyscy jednak wiedzieli, ze nie wystarczy takie wyjasnienie. Strzala byla az nazbyt wyrazna, nawet pod czarna peleryna Beya.
– Ja strzelilam – przyznala sie Diana, zadziwiona naglym spokojem, ktory na nia splynal.
Tlum rozstapil sie przed nia, robiac jej droge do krola. Ludzie znowu zaczeli szeptac. Beda mieli o czym plotkowac przez najblizsze pol roku, pomyslala. Podeszla do monar-IlChy, a markiz natychmiast stanal u jej boku. Zauwazyla strumyczek krwi, ktory wyplynal spod czarnego materialu, Jprzykrywajacego zwloki.
– Hm, tak. Umiesz, pani, strzelac z luku, co? – Krol byl
raczej zdziwiony niz rozgniewany. Diana sklonila sie gleboko.
– Troche sie tym interesuje, Wasza Krolewska Mosc.
– Ale, hm, byc moze trafilas przypadkiem, pani? Mogla sie teraz wycofac i nastepnego dnia wyjechac
spokojnie do Arradale. Postanowila jednak, ze nie bedzie juz dluzej grac kogos, kim nie jest.
– Nie, sire – odparla, klaniajac sie raz jeszcze. – Umiem strzelac z luku, ale lepiej z pistoletu. Umiejetnosci te dwukrotnie pomogly mi ocalic zycie mezczyznie, ktorego kocham, nie zaluje wiec, ze sie tego nauczylam – zakonczyla z ulga.
Moga ja teraz zeslac do domu dla psychicznie chorych. Moga z nia zrobic, co tylko zechca. Ludzie dookola znor wu sie ozywili i zaczeli cos szeptac.
Bey wzial ja za reke.
– Prowadzimy z lady Arradale nie konczaca sie debate, sire, na temat tego, kto kogo powinien chronic – powiedzial z usmiechem. – Musze przyznac, ze silna i niezalezna zona, ktora bedzie mogla bronic interesow domu jest prawdziwa perla.
Diana nie posiadala sie z radosci, slyszac te slowa. Jednoczesnie z zapartym tchem czekala na reakcje krola. Wszyscy zgromadzeni znali jego poglady i czuli, ze Roth-gar rzucil mu cos w rodzaju wyzwania.
– No coz, no coz – powtorzyl zamyslony monarcha. -Kazdy powinien miec to, co mu odpowiada. Mam nadzieje, panie, ze przynajmniej nie bedziesz sie pojedynkowal z zona, co?