Wszystkie swiatla skierowaly sie na nizsze pietro i ludzie na schodach zakryli oczy, jeczac z bolu.

– Jezus Maria! Jaki tlum! Ciagnie sie az do wyjscia. Jeden z mezczyzn pochylil mocno glowe i kulac sie przed swiatlem, zaczal piac sie w gore. Inny, poruszajac sie w ten sam sposob, ruszyl za nim.

– Ida tutaj! – wrzasnela kobieta.

Mezczyzna z latarka przesunal sie do przodu, zszedl pare stopni i kopnal ciezkim butem skradajaca sie postac, ktora stoczyla sie w dol.

– Mam juz tego dosyc – skomentowal.

W tym momencie zaczelo sie pieklo. Inni mezczyzni i kobiety, ktorzy na chwile zatrzymali sie na schodach, nagle rzucili sie do przodu, oslaniajac oczy przed swiatlem i wrzeszczac jak opetani. Stratowali czlowieka, ktory osmielil sie im przeciwstawic. Przyjaciele pospieszyli mu na pomoc. Na wyzszych i nizszych pietrach pojawialo sie coraz wiecej swiatel. Wiele osob jak na sygnal odwazylo sie opuscic swoje mieszkania, gdyz ciekawosc okazala sie silniejsza niz ostroznosc. Na widok ludzi tloczacych sie na schodach wielu lokatorow czym predzej wrocilo do mieszkan, ale inni doszli do wniosku, ze miarka sie przebrala: jezeli policja nie mogla sobie poradzic z intruzami, to zrobia to oni, mieszkancy. Pewnie mieliby wieksza szanse w tej szalonej i brutalnej walce, do ktorej pozniej doszlo, gdyby czesc ich sasiadow siedzac przy zgaszonych swiatlach nie ulegla juz Ciemnosci. Mieszkancy tego domu nie mogli juz rozpoznac, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.

Drzwi wahadlowe na wyzszym pietrze otworzyly sie i pokazaly sie w nich swiatla. Bishop chwycil Edith za reke i powiedzial:

– Wez Jessike, idziemy dalej.

Edith nie protestowala, wydawalo jej sie to logiczne: dach – jesli uda sie im tam dostac – byl w dalszym ciagu najbezpieczniejszym miejscem. Zlapala Jessike i pociagnela ja na gore, doganiajac Bishopa i Kuleka na zakrecie schodow. Dotarli na nastepne pietro, a stojacy tam ludzie przygladali sie im z zaciekawieniem.

– Lepiej zamknijcie sie w mieszkaniach, dopoki nie przyjedzie policja – powiedzial im Bishop. – Nie probujcie walczyc z tymi z dolu, jest ich za duzo.

Popatrzyli na niego jak na wariata, nastepnie spojrzeli w dol, skad dochodzil zgielk i blysk swiatel. Bishop nie zawracal sobie glowy tym, czy wzieli sobie jego rade do serca, lecz kroczyl naprzod. Ozywialo go zimne powietrze, wpadajace przez otwarte drzwi. Kulek usilowal sam wchodzic, ale zatrzymywal sie na kazdym stopniu, jego wychudzone cialo drzalo z wysilku.

– Juz prawie jestesmy, Jacob. Jeszcze troche.

Bishop czul, ze z Kuleka uchodza resztki sil. Lewa reka mocniej przyciskal zoladek.

Jessica z ulga krzyknela, widzac, ze schody koncza sie na nastepnym pietrze: doszli juz prawie do szczytu budynku. Objela ojca w pasie, ciagnela i podnosila go razem z Bishopem, chcac jak najszybciej pokonac ostatni odcinek schodow. Edith szla ciezko, oddychajac z trudem. Byla to dluga wspinaczka, a jej cialo nie przywyklo do takiego wysilku. Pulchna reka chwytala sie poreczy, podciagajac sie do przodu; poruszala sie powoli, trud wspinania sie wyczerpywal ja. Juz niedaleko, powtarzala sobie, teraz juz niedaleko, jeszcze tylko pare stopni, tylko pare.

Mezczyzna, ktory czekal na nich na gorze, byl dozorca. Mieszkal wlasciwie na parterze, ale przyszedl na dziesiate pietro, aby ostrzec mieszkajaca tu pare starszych ludzi. Ostrzegal ich juz wczesniej – a przynajmniej staruszka. Rada absolutnie zabraniala siusiania w windach. Starzec nigdy nie chcial sie przyznac, zawsze zrzucal wine na dzieciaki, ktore wloczyly sie po bloku, niszczyly wszystko i utrudnialy zycie mieszkancom. Te cholerne szczeniaki wybijaly szyby, zamazywaly sciany od gory do dolu i w ogole urzadzaly na klatce istne pieklo. Ci gowniarze szczegolnie upodobali sobie windy; nic dziwnego, ze tak czesto sie psuly, jesli bez konca manipulowali przyciskami, blokowali zamykajace sie drzwi, otwierali winde miedzy pietrami albo podskakiwali, gdy dzwig byl w ruchu. Na pewno brudzili w windach, ale w tym przypadku nie byli glownymi winowajcami. O nie, ten starzec mialby duzo do powiedzenia na ten temat. Bog raczy wiedziec, dlaczego wsadzaja starych ludzi do mieszkan na najwyzszym pietrze. Gdy windy sa popsute albo przez wandali, co jest normalne, albo z powodu czestych usterek technicznych, albo – tak jak dzisiaj – nie dzialaja z powodu braku pradu, ci starzy ludzie sa odcieci od swiata. Inny problem, naprawde istotny, polega na tym, ze obie windy zostaly tak zaprojektowane, aby poruszaly sie wolno, gdyz mieszkancy panicznie sie boja zbyt szybkiej jazdy. A jezeli ktos jest stary i duzo pije, a jego pecherz nie jest tak mocny jak kiedys, to podroz na gore moze dla niego trwac wieki. Na nieszczescie ten starzec jest juz mocno zniedoleznialy i ma slaby pecherz. Mieszkancy nieraz skarzyli sie, ze otwierajac drzwi windy widzieli starucha stojacego w kaluzy. Nawet sposob, w jaki zdejmowal kapelusz, klaniajac sie uprzejmie na dzien dobry lub dobry wieczor, nie byl w stanie odwrocic ich uwagi od cuchnacego odoru moczu. Dozorca juz trzy razy go upominal, nie wierzac jego przysiegom, a teraz powie takze zonie starucha. Albo utrzyma go w karbach, albo sie wyniosa. WYNIOSA. Dosc tego. Dosc siusiania w windzie. I tak musi znosic zlosliwe skargi lokatorow na ogrzewanie, instalacje gazowe, wandalizm, czynsze, windy, smietniki, halas i sasiadow; ale sprzatanie po jakims starym imbecylu, ktory nie potrafi zapanowac nad swoim pecherzem, to juz naprawde za wiele. Czasami dozorca puszczal wodze fantazji, wyobrazajac sobie, ze podklada w bloku bombe zegarowa, nastawia opozniacz zapalnika na trzydziesci minut i wycofuje sie do pubu przy tej samej ulicy, siada sobie z kuflem piwa i patrzac, jak wskazowka zegara sunie do trzydziestej minuty, chrupie pasztecik z szynka i cielecina, obserwujac wiezowiec przez okno, zamawia nastepne piwo, zartuje z wlascicielem, dopoki zegar nie odmierzy smiertelnej sekundy; pozniej rozkoszny huk i budynek rozlatuje sie jak domek z kart, albo jak na filmie, na ktorym wysadzaja olbrzymie kominy – w powietrze wylatuje tylko podstawa, reszta opada na dol, skladajac sie jak ogromny teleskop. I wszyscy lokatorzy z glowy, raz na zawsze, zadnych wiecej skarg, zadnego nadskakiwania im. Wszyscy zmiazdzeni, wszyscy martwi. Cudowne.

Dozorca byl w polowie drogi na gore, kiedy wysiadly swiatla, a winda zatrzesla sie i zatrzymala. W kompletnej ciemnosci, klnac glosno, szukal po omacku alarmu, az w koncu jego wskazujacy palec odnalazl przycisk. Mial nadzieje, ze ta glupia krowa, jego zona, uslyszy dzwonek w ich mieszkaniu, lecz po dziesieciu minutach bezustannego przyciskania guzika i walenia w metalowe sciany windy zdecydowal, ze przerwa spowodowana jest czyms innym niz uszkodzenie silnika. Cholera, wylaczyli prad, powiedzial do siebie.

Takie siedzenie w ciemnosciach bylo przerazajace, sam nic nie widzial i jego nikt nie mogl zobaczyc. Ale bylo rowniez dziwnie kojace, jakby znowu znalazl sie w lonie matki, jeszcze nie narodzony, jeszcze nie tkniety. Albo jakby byl martwy, majac tylko nicosc za towarzystwo. Wkrotce jednak zrozumial, ze nie jest zupelnie sam w ciemnosci.

Po jakims czasie dozorca otworzyl sila drzwi windy i po omacku zorientowal sie, ze jest prawie na nastepnym pietrze, do wyjscia na klatke brakowalo najwyzej trzech stop. Otwarcie z szybu drzwi, ktorymi moglby wyjsc na korytarz, bylo troche trudniejsze, ale nie zrazal sie. Zebral wszystkie sily, o ktorych powiedzialy mu wewnetrzne glosy. To dziwne, jesli czlowiek wie, ze moze cos zrobic, to praca staje sie latwiejsza.

Szedl schodami na gore, nie zwracajac juz uwagi na otaczajaca go ciemnosc. Wiatr zawyl, kiedy pchnal drzwi na dziesiate pietro, a on usmiechajac sie przeszedl przez krotki korytarz, pozniej skrecil w prawo do mieszkania staruszkow. Z poczatku nie chcieli otworzyc, ale nalegal, tlumaczac, ze to sprawa sluzbowa. Najpierw zalatwil kobiete, uzywajac przeciw niej miotly, ktora trzymala w przedpokoju; powalil ja na ziemie, a nastepnie wepchnal jej kij tak gleboko w gardlo, ze nie mogla oddychac. Troche czasu zajal mu starzec, ktory nie probowal pomoc zonie, lecz schowal sie pod lozko w sypialni. Dozorca prawie sie rozesmial, gdy wdepnal w cuchnaca kaluze, wyplywajaca spod lozka. Wyciagnal stamtad starego i z przyjemnoscia sluchal chrapliwych wrzaskow, wlokac go przez przedpokoj do kuchni, w ktorej bylo wiele niewinnych narzedzi smierci. Niestety serce ofiary poddalo sie, zanim zdazyl dokonczyc dziela: ale przynajmniej az do ostatniej chwili dozorca mial ucieche. Nie bedzie juz ten staruch sikal w windach. Koniec z tym sikaniem.

Dozorca usiadl na podlodze obok cieplego jeszcze ciala i bylo mu dobrze: byl wolny, mogl robic to, na co mial ochote, folgowac sobie we wszystkim, co dotad bylo zakazane. Napawal sie smakiem wolnosci. Niedlugo potem uslyszal huk rozwalajacej sie ciezarowki i niebo rozjasnily pomaranczowe plomienie. Dozorca wybral jedno z zakrwawionych narzedzi kuchennych i wyszedl na podest. Stanal na szczycie schodow i czekal.

Edith Metlock wyczula jego obecnosc, jeszcze nim go zobaczyla. Byla juz prawie na szczycie schodow, kiedy sie zatrzymala. Jej umysl nagle przestal wsluchiwac sie w dochodzace z dolu krzyki, wrzaski i odglosy walki i cala uwage skupil na tym, co bylo przed nia. Jedna reka wciaz trzymajac sie zelaznej poreczy i przykleknawszy na jednym kolanie, wolno podniosla latarke do gory – wolno, poniewaz bala sie tego, co odkryje snop swiatla, a w glebi duszy lekala sie najgorszego – i spostrzegla nogi mezczyzny, jego kolana, jego talie. Mial na sobie niebieski, roboczy kombinezon i gdy poswiecila wyzej, zobaczyla, ze przy piersi trzyma poplamiony krotki tasak, taki, jakich uzywa sie w kuchni do rabania miesa; podnoszac latarke jeszcze wyzej, ujrzala, ze mezczyzna sie usmiecha, a jego zeby sa czerwone i ta czerwien splywala mu z brody obryzgujac kombinezon. Wiedziala, ze byl oblakany, jaki

Вы читаете Ciemnosc
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату