Kiedy Harry dotarl pod drzwi prowadzace do gabinetu Snape'a, byl tak zasapany, ze potrzebowal dluzszej chwili na zlapanie oddechu i ochloniecie. Wyprostowal sie, odetchnal gleboko kilka razy i polozyl dlon na twardej powierzchni. Drzwi otworzyly sie pod jego dotykiem. Nie zaskoczylo go to. Domyslil sie juz wczesniej, ze Severus musial je tak zaczarowac, zeby zawsze otwieraly sie, kiedy bedzie chcial wejsc.
Przeszedl przez gabinet i zatrzymal sie przed wejsciem wiodacym do prywatnych komnat Mistrza Eliksirow. Napiete jak postronki nerwy i szalone bicie serca zagluszaly jego zmysly i chociaz probowal cos uslyszec, z komnaty nie wydobywal sie zaden dzwiek.
Zapukal.
Odpowiedziala mu glucha cisza.
Wyciagnal mape i zobaczyl, ze pokoj Severusa jest pusty. Odczekal kilka chwil, ale kiedy nic sie nie dzialo, zastukal ponownie. O wiele glosniej i natarczywiej. Po jakims czasie na mapie pojawila sie kropka oznaczajaca Snape'a. Towarzyszyl temu dziwny, szeleszczacy odglos i ciezki, niski stuk. Harry szybko schowal pergamin do kieszeni i wstrzymal oddech. Serce zabilo mu jeszcze mocniej. Kiedy po drugiej stronie drzwi rozlegly sie kroki, Harry nie potrafil ukryc ulgi i kiedy w wejsciu pojawila sie wysoka, odziana w czern postac, na usta Gryfona wyplynal usmiech, ktorego nie potrafil powstrzymac. Snape zmarszczyl groznie brwi, ale nie zdazyl nawet otworzyc ust, gdyz Harry byl szybszy:
- Dobry wieczor, Severusie - powiedzial cicho i nie czekajac na odpowiedz przeslizgnal sie pod ramieniem mezczyzny i wszedl do pokoju. Rozejrzal sie bacznie po pomieszczeniu, ale wszystko bylo na swoim miejscu. Harry sam nie wiedzial, czego sie spodziewal, ale na pewno nie tego, ze wszystko bedzie tutaj w porzadku. Moze jakies przewrocone meble, albo dziwne slady? Nie, pokoj wygladal tak, jak zawsze. Gryfon zmarszczyl brwi. Czyzby mial urojenia? Wyczuwal podskornie, ze cos jest nie tak, ale wszystko zdawalo sie temu przeczyc. Dopiero, kiedy odwrocil sie do zamykajacego drzwi mezczyzny i padlo na niego spojrzenie czarnych oczu, jakis glos w jego umysle krzyknal ostrzegawczo. Twarz Snape'a byla sciagnieta, usta zacisniete tak bardzo, ze zdawaly sie byc tylko cienka, blada kreska, a oczy plonely groznym blaskiem. Nie byl to jednak cieply ogien. Tak plonac moglby tylko lod.
Harry'ego ogarnelo zle przeczucie.
- Wszystko w porzadku? - zapytal niepewnie. - Mam nadzieje, ze ci w niczym nie przeszkodzilem. - Rozejrzal sie ponownie po pokoju, szukajac czegokolwiek, co by nie pasowalo, ale nie dostrzegl niczego. Skierowal wzrok z powrotem na mezczyzne i zmarszczyl brwi, widzac gniew w jego oczach.
Cos bylo nie tak...
Czyzby ten gniew byl wina Harry'ego? Zastanawial sie, czy zrobil cos, co moglo az tak rozgniewac Snape'a, oczywiscie, poza przyjsciem do niego bez zapowiedzi. Otworzyl usta, zeby go o to zapytac, ale mezczyzna go uprzedzil:
- Czego chcesz, Potter? - Jego glos byl jak stalowe ostrze. Zimne i raniace. - Przyszedles, zeby mnie zadowolic?
Te slowa uderzyly skutecznie. Harry poczul skurcz w sercu, ale nie dal tego po sobie poznac.
- Ja tylko... - zaczal, ale Mistrz Eliksirow ponownie mu przerwal:
- Nie gadaj, tylko rozbieraj sie. Wolisz najpierw mnie zaspokoic... - Dlugie palce sugestywnie powedrowaly do rozporka, ale po chwili zatrzymaly sie, a twarz mezczyzny wykrzywil okrutny, kpiacy wyraz - ...a moze od razu mam cie pieprzyc?
Harry dopiero po chwili zdal sobie sprawe z tego, ze gapi sie z otwartymi ustami.
- Zamierzasz tak stac i gapic sie na mnie, Potter? Klekaj! - Wzrok Severusa byl
