wydawac. Przeciez to nie jego wina, ze gina ludzie. Nie ma z tym nic wspolnego, nie moze tego powstrzymac. Powoli odwrocil twarz, by znow zerknac na Dumbledore'a, ale dyrektor juz na niego nie patrzyl. Pochylal sie do Snape'a i cos do niego mowil, a Mistrz Eliksirow kiwal glowa.
Harry spojrzal w swoj talerz i zamyslil sie. Tak, musialo mu sie tylko wydawac...
Po sniadaniu, kiedy wraz z Ronem i Hermiona opuscil Wielka Sale, uslyszal za soba glos McGonagall:
- Prosze zaczekac, panie Potter! - Wszyscy troje odwrocili sie w strone zmierzajacej ku nim opiekunki. - Dyrektor chce cie widziec - oswiadczyla, stajac przed Harrym, ktoremu na dzwiek tych slow, serce podskoczylo niemal do gardla.
- Co? - wydukal zaskoczony. - T-teraz?
- Tak, teraz - odparla McGonagall. - Usprawiedliwie twoja nieobecnosc na zajeciach. Pospiesz sie. Haslo to 'czekoladowe zaby'.
Harry spojrzal z przestrachem na Rona i Hermione, przelknal sline i pokiwal glowa. Powoli ruszyl w strone gabinetu dyrektora, a w jego glowie mysli i obawy mieszaly sie ze soba i rozpychaly, tworzac trudny do opanowania chaos.
Czego chcial od niego Dumbledore? Przeciez juz go wypytal o to, co sie wydarzylo przed i po napasci na niego. Czy to ma zwiazek z tymi atakami na mugoli? Ale przeciez Harry nie ma z nimi nic wspolnego. A moze Hermionie wrocila pamiec i powiedziala dyrektorowi o jego zwiazku ze Snape'em? Nie, to niemozliwe. Gdyby tak bylo, nie ukrywalaby tego przed nim i powiedziala mu to otwarcie, a ostatnio nie zachowywala sie jakos szczegolnie dziwnie. A moze Dumbledore sam sie zorientowal, ze cos jest nie tak? Moze doszly do niego jakies plotki? Ale przeciez dyrektor nie jest wszechwiedzacy. Przez caly czwarty rok mial pod nosem zbieglego Smierciozerce, ktory kryl sie za twarza Moody'ego i sie nie zorientowal. A jezeli nawet cos podejrzewa... to nie ma dowodu, a Harry wszystkiemu zaprzeczy. Dyrektor mu uwierzy. Musi mu uwierzyc. A podawanie uczniom
Stanawszy przed drzwiami prowadzacymi do gabinetu dyrektora, zapukal. Nie uslyszal odpowiedzi, ale drzwi otworzyly sie szeroko i Harry zobaczyl siedzacego przy swym obszernym biurku Dumbledore'a.
- Wejdz, Harry. - Glos dyrektora byl cichy, chrapliwy i zmeczony. Gryfon przelknal sline i starajac sie opanowac zle przeczucia i bijace nerwowo serce, wszedl do gabinetu. - Usiadz - zaproponowal Dumbledore. - Moze napijesz sie czegos?
W umysle Harry'ego zapalila sie czerwona lampka.
- Nie, dziekuje profesorze - odparl i usiadl sztywno na wskazanym mu krzesle, przed biurkiem. Dumbledore splotl palce i spojrzal na niego znad swoich okularow polowek. Gryfon zadrzal pod wplywem przeszywajacego spojrzenia jasnoniebieskich oczu, okolonych siecia zmarszczek, ale nie dal tego po sobie poznac. Musi zachowac spokoj i obojetny wyraz twarzy. Cokolwiek Dumbledore mu powie, albo zarzuci...
- Pewnie zastanawiasz sie, dlaczego cie tu wezwalem, Harry - powiedzial w koncu dyrektor. Gryfon ostroznie pokiwal glowa. - Jak juz zapewne zauwazyles - kontynuowal Dumbledore - zle sie dzieje ostatnio w walce przeciwko Voldemortowi. Nasz przeciwnik rosnie w sile w zastraszajacym tempie. Dlatego musze opuscic szkole na co najmniej dwa tygodnie. Nie moge zdradzic ci powodow ani celu mojego wyjazdu, Harry, ale zapewniam cie, ze jest to niezwykle wazne i musi pozostac w tajemnicy. Zapewnilem szkole wszelkie srodki bezpieczenstwa, a na czas mojej nieobecnosci obowiazki dyrektora bedzie sprawowala profesor McGonagall.
Harry pokiwal glowa. Ulga, ze jego obawy sie nie spelnily, zmieszala sie z lekiem o starego dyrektora. Wygladal na niezwykle zmeczonego i przygniecionego ogromnym ciezarem. Przez te kilka miesiecy, ktore minely od konfrontacji z Voldemortem i smierci Syriusza, Dumbledore wygladal, jakby postarzal sie o kilka, jak nie kilkanascie lat.
- Ale... dlaczego pan mi to
