szukal u niego wsparcia.
- Eee... - Harry nie wiedzial, co powiedziec. Nie chcial zostac wciagniety w ich potyczke, ale z drugiej strony, sam nie lubil, kiedy ktos sie mieszal w jego prywatne sprawy, wiec rozumial siostre Rona. - Mysle, ze Ginny jest rozsadna i wie, co robi. Jezeli nie chce ci powiedziec, gdzie idzie, to pewnie ma swoje powody. Nie mozesz kazac jej zostac.
Ron otworzyl szeroko oczy ze zdumienia, a Ginny spojrzala na Harry'ego z ogromna wdziecznoscia.
- Zgadzam sie z Harrym - wtracila Hermiona. - Ona jest juz dorosla, a ty nie jestes jej ojcem. Nie mozesz zabraniac jej zyc wlasnym zyciem. O ile nie bedzie lamala regulaminu - dodala Gryfonka.
Siostra Rona usmiechnela sie z wdziecznoscia, odrzucila do tylu dlugie, rude wlosy i dumnym krokiem wyszla z Pokoju Wspolnego. Ron stal przez chwile, trzesac sie ze zlosci.
- Jak mogliscie stanac po jej stronie?! - krzyknal. - Co z was za przyjaciele?
- Ron, uspokoj sie - westchnela Hermiona. - Zachowujesz sie nierozsadnie.
- Mam prawo wiedziec, gdzie moja siostra szwenda sie po nocy. Jestem jej bratem i musze ja ochraniac!
- Och, daj spokoj. To nie poczucie obowiazku, tylko twoj wrodzony egoizm - odparowala Hermiona. - Chcesz ja kontrolowac, jakby byla twoja wlasnoscia, a ona chce zyc wlasnym zyciem i nie mozesz jej tego zabronic.
Harry wylaczyl sie z dyskusji. Siedzial, pograzony we wlasnych myslach i patrzyl na drzwi, za ktorymi zniknela Ginny.
Widocznie, nie tylko on ma tajemnice...
* * *
- Kolejny atak - oznajmila glosno Hermiona podczas sniadania, kilka dni pozniej. Harry przerwal jedzenie i spojrzal na przyjaciolke, ktora pochylala sie nad
- To przynajmniej lepiej, niz ta ostatnia masakra - skomentowal Ron, pomiedzy jednym, a drugim kesem.
- Lepiej? - Hermiona wygladala tak, jakby porazil ja piorun. - Jak mozesz byc taki... taki... glupi?! Czy ty masz uczucia na poziomie jamochlona? Zginela cala rodzina, a ty mowisz, ze to 'lepiej'?!
Ron zaczerwienil sie jak burak i spojrzal w swoj talerz.
Harry nie odzywal sie. Nie mial ochoty brac udzialu w ich kolejnej klotni. Mial juz dosyc doniesien prasowych na temat kolejnych atakow, ktorych bylo coraz wiecej. Niemal w kazdym numerze
A co on mial, do cholery, niby zrobic?!
Nagle wyczul na sobie czyjs wzrok. Rozejrzal sie po Wielkiej Sali i zobaczyl przygladajacego mu sie znad stolu nauczycielskiego Dumbledore'a. Zobaczyl w jego spojrzeniu cos dziwnego, cos, co mu sie nie spodobalo. Cos jakby... oskarzenie.
Szybko odwrocil glowe. Nie, to glupie. Musialo mu sie tylko
