go za koszule pod szyja, niemal go duszac, szarpiac nim i podciagajac w gore.
- Ja
Harry poczul dziwna eksplozje w swoim wnetrzu. Cos, co wyrastalo z gniewu, ale bylo o wiele przyjemniejsze.
- Ale moglbys czasami zwracac uwage
- A myslisz, ze mnie to
Harry skrzywil sie, czujac jak gniew calkowicie przejmuje nad nim kontrole, a jednoczesnie pragnac, zeby tak sie stalo, zeby to sie rozroslo, uderzylo w niego.
- W takim razie musisz pogodzic sie z tym, ze bede stawal w ich obronie za kazdym razem, kiedy bedziesz chcial zmieszac ich z blotem! - odparowal drzacym ze zdenerwowania glosem. Zobaczyl, jak oczy Snape'a zwezaja sie gwaltownie i rozblyskuja lodowatym ogniem.
- Ja
- Mam tego dosyc! - Harry krzyknal lamiacym sie glosem. Dziwne, ale dlaczego mial ochote powiedziec cos wrecz przeciwnego? - Nie mozesz mnie tak traktowac! Myslisz, ze mozesz robic ze mna wszystko, co ci sie podoba, a ja ci na to pozwole? - Zobaczyl, jak jedna brew Snape'a unosi sie w gescie rozbawienia i zdal sobie sprawe, ze przeciez to wlasnie robi przez caly czas, wiec szybko sie poprawil. - To znaczy... - zajaknal sie. - Moze do tej pory tak bylo, ale od teraz to sie zmieni! Nie bedziesz mna wiecej pomiatal! Koniec z tym!
Snape zatrzymal sie nagle, patrzac na Harry'ego z mieszanina pogardy i zaciekawienia. Tak, jak patrzy sie na szarpiacego sie i probujacego wyrwac z oplatajacej go pajeczyny owada. Harry zawahal sie. Wzrok Severusa napawal go niepokojem.
- A w jaki sposob mi tego zabronisz, Potter? - wycedzil groznym, mrocznym szeptem. - Jak chcesz zabronic mi korzystania z mojej wlasnosci wedle mego uznania?
Harry poczul, jak krew uderza mu do glowy. Zamrugal kilka razy, jakby nie mogl uwierzyc w to, co uslyszal.
- Z twojej... 'wlasnosci'?
Przez twarz Severusa przebiegl nikly cien szyderczego usmiechu.
Musial szybko wziac sie w garsc. Nie pozwolic mu!
- Nie jestem... - zaczal, ale mezczyzna przerwal mu:
- Masz byc mi posluszny, Potter, bo inaczej spotka cie surowa kara - syknal, a Harry poczul, jak kula wscieklosci rozpala sie i rozrasta, mieszajac sie z kolejnym ukluciem niemal bolesnej, niepokojacej... przyjemnosci.
Harry zacisnal piesci. Nie potrafil przerwac tego szalenstwa, w ktore popadl i nad ktorym nie umial zapanowac, a ktore popychalo go coraz dalej i dalej nad urwisko, z ktorego mogl w kazdej chwili runac do spietrzonego morza. I nie potrafil powstrzymac sie od spietrzania go jeszcze bardziej, od obserwowania, jak biala piana gniewu wzbija sie w powietrze, siegajac niemal jego stop, pragnac wciagnac go w swa otchlan.
- Nic mnie to nie obchodzi! - warknal. - Mozesz zrobic ze mna, co chcesz, ale nie wolno ci sie wyzywac na moich przyjaciolach! Nie mozesz wykorzystywac swojej wladzy do gnebienia slabszych od siebie! Nastepnym razem, kiedy bedziesz mial zly humor, mscij sie na mnie, a nie na nich! - Harry przerwal nagle widzac, jak Snape wyciaga rozdzke. Zamarl z przerazenia.
- Sam sie o to prosiles - wycedzil Mistrz Eliksirow i machnal rozdzka. -
Harry poczul na policzku bolesne chlasniecie, jakby ktos smagnal go batem. Przed oczami pojawily mu sie iskrzace rozblyski, a po skorze splynela krew. Na kilka chwil cale powietrze ulecialo z jego pluc. Przycisnal dlon do policzka i spojrzal na Snape'a z calkowitym zaskoczeniem.
- Bolalo? Nastepnym razem poczujesz to na calym ciele! - wycedzil Severus. - Nie bedzie byle gowniarz mowil mi, jak mam prowadzic zajecia i jak mam traktowac moich uczniow!
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie gwaltownie. Tym razem uderzenie bylo silniejsze i bolesniejsze, poniewaz nie smagnelo skory, tylko cos, co znajduje sie znacznie glebiej. Trafilo w serce.
- Byle gowniarz? - wyszeptal. - Dla ciebie jestem tylko byle gowniarzem? -
