Bo Gryffindor to druzyna,
Ktora zawsze gra jak z nut!
Harry pomachal do Hermiony, Luny i Tonks, a nastepnie spojrzal na Cho, ktora ustawila sie naprzeciw niego. Mial wrazenie, ze odkad ja pocalowal, minely juz cale wieki. Do tej pory czasami sie zastanawial, dlaczego to wtedy zrobil i co mu sie w niej podobalo. Teraz, kiedy na nia patrzyl, nie widzial w niej nic interesujacego. Wydawala mu sie taka... pospolita. Nie miala tych czarnych, wwiercajacych sie w dusze oczu, tej zmarszczki pomiedzy brwiami, oznajmiajacej calemu swiatu, ze jej wlasciciel moglby jednym mrugnieciem zmusic cie do chodzenia za nim na czworakach, nie miala tej ukrytej sily, ktora objawiala sie w spojrzeniu i dumnej postawie, nie potrafila usmiechac sie w tak cyniczny sposob, sprawiajacy, ze twoje nogi zamienialy sie w wate... Mial wrazenie, ze wtedy, kiedy sadzil, ze mu sie podobala, tak naprawde szukal przeciwienstwa, czegos zupelnie innego, ucieczki od tego, co ukrywal gleboko wewnatrz siebie, poniewaz jego podswiadomosc nie chciala, albo moze nie potrafila dopuscic do glosu jego prawdziwych pragnien, a juz z pewnoscia nie potrafilaby ich zaakceptowac.
Otrzasnal sie dopiero wtedy, kiedy pani Hooch wyrzucila w powietrze kafla i gra sie rozpoczela. Przez pierwsze pietnascie minut Harry tylko krazyl nad boiskiem i wypatrywal blysku zlota. Ginny, po kilku udanych akcjach, strzelila trzy gole, Angelina jednego, a Krukoni dwa, choc Ron naprawde dwoil sie i troil, aby obronic petle. Do uszu Harry'ego dobiegala dalsza czesci piesni Gryfonow:
Dostepu do naszych bramek
Strzeze dzielnie Weasley Ron,
Zawsze szczelnie je ochrania
Tak potrafi tylko on!
Harry usmiechnal sie widzac, jak zaczerwieniony przyjaciel macha do tlumu. Uslyszal swist i zachwial sie, kiedy tluczek smignal tuz obok jego glowy. Cho przez caly czas siedziala mu na ogonie, co bylo cholernie irytujace. Zanurkowal troche nizej udajac, ze dostrzegl znicz. Jak bylo do przewidzenia, podazyla za nim. Nad jego glowa przeleciala Angelina, goniona przez dwoch krukonskich scigajacych. Piesn wzmogla sie:
W srodku pola nasza trojka:
Angelina, Katie, Ginny!
Oto ich cudowna akcja
I kolejny punkt druzyny!
Angelina zwodem zmylila scigajacych, a nastepnie podala do Ginny, ktora poslala pilke do petli, tuz pod ramieniem obroncy. Na widowni rozlegl sie ryk radosci. Glos Jordana niknal wsrod krzykow i piosenki spiewanej przez wszystkich kibicow Gryffindoru:
Swoim silnym uderzeniem
Kazdego z miotly zwalaja!
Strzela Jimmy, strzela Ritchie
Przeciwnicy uciekaja!
Harry wzbil sie do gory i zanurkowal ponownie, aby zgubic i zmylic Cho, jednak ona zdawala sie byc przyklejona do niego zakleciem trwalego przylepca.
Po kolejnych dwudziestu minutach Gryffindor prowadzil siedemdziesiat do piecdziesieciu, grajac chwilowo w oslabionych skladzie, gdyz Katie dostala tluczkiem w ramie i pani Pomfrey musiala szybko ja opatrzyc. Harry musnal ja wzrokiem i spojrzal w kierunku petli, przy ktorej krazyl Ron. I gwaltownie jego wzrok wrocil z powrotem do przyjaciolki z druzyny i pielegniarki. Kilka metrow od nich unosila sie zlota pileczka. Szybko odwrocil glowe, udajac, ze patrzy w przeciwnym kierunku, zeby zmylic Cho, i gwaltownym zrywem wybil sie w gore. Dziewczyna podazyla za nim, ale wtedy Harry zrobil zwrot o sto osiemdziesiat stopni i zanurkowal. Na trybunach wybuchla euforia. Do jego uszu dotarly kolejne zwrotki piesni:
Ale rozstapcie sie wszyscy
