tak postapil, ze narazil ja na niebezpieczenstwo, ale jedyne, co czul, to rozgrzewajacy go zar triumfu.
Opadajac powoli ku ziemi, slyszal ostatnie zwrotki spiewanej przez Gryfonow piesni:
Juz po meczu, wygralismy!
Pani Hooch juz daje znak!
Unies rece na czesc jego
I zaspiewaj z nami tak:
Harry Potter to nasz idol!
Harry Potter to nasz gracz!
Harry Potter jest najlepszy!
Uciekajcie, poki czas!
***
W Pokoju Wspolnym panowala szampanska atmosfera. Tuz po meczu Harry zostal porwany i przyniesiony tu przez Gryfonow na rekach. W tej chwili wszyscy skandowali na przemian:
Gryffindor jest najlepszy
Kazdy mecz wygrywa
I w ten oto sposob
Puchary zdobywa!
Oraz nowy, nieoficjalny hymn domu lwa:
Harry Potter to nasz idol!
Harry Potter to nasz gracz!
Harry Potter jest najlepszy!
Uciekajcie, poki czas!
Teraz, kiedy adrenalina juz opadla, gdy wszyscy przestali mu w koncu gratulowac i podziwiac jego ostatnia akcje, Harry mogl nareszcie odsapnac i usiasc w kacie, poniewaz nogi zaczely odmawiac mu posluszenstwa. Siegnal do kieszeni i wyjal z niej zlota pileczke. Nie szarpala sie juz. Lezala spokojnie, pogodzona z losem. W momencie, w ktorym chcial schowac ja z powrotem, poczul cieplo w drugiej kieszeni. Odrzucil znicz na bok i natychmiast siegnal po zielony kamien. Jego oczy zaswiecily sie, kiedy zobaczyl jarzaca sie w srodku wiadomosc. Znicz przestal dla niego istniec. Przyblizyl klejnot do oczu i odczytal:
Jakze moglbym nie pogratulowac Zlotemu Chlopcu kolejnej wygranej? Teraz zapewne plawisz sie w swojej chwale.
Harry zmarszczyl brwi i szybko odeslal:
W niczym sie nie plawie. Tylko... tesknie za toba.
I byla to najszczersza prawda. Byl juz zmeczony calym tym zamieszaniem wokol swojej osoby. Chcial po prostu znalezc sie gdzies, gdzie nie bedzie musial odgrywac przed wszystkimi roli Zlotego Chlopca Gryffindoru, tylko po prostu... gdzie bedzie mogl byc soba. Jedynie przy Severusie tak sie czul. I tesknil za nim. Naprawde tesknil.
Wokol niego rozlegaly sie spiewy, okrzyki, smiech, ale mial wrazenie, ze to wszystko dzieje sie gdzies daleko, za grubym, szklanym murem. Oparl sie o sciane, zamknal oczy i zanurzyl sie we wspomnieniach. Przypominal sobie lagodny dotyk, ktory niczym pajak przesuwal sie po jego ciele, goracy oddech Severusa owiewajacy jego szyje i ramie, cieple wargi wedrujace po drzacej skorze, przynoszace jednoczesnie bol i radosc. Bol, poniewaz tak dlugo musial czekac, i radosc, poniewaz w koncu doczekal sie. Wszystko bylo takie inne. Gladkie i... cieple. Za kazdym razem, kiedy o tym pomyslal, jego serce rozpoczynalo taniec, glowa stawala sie zadziwiajaco lekka, a na usta wyplywal usmiech. Tak, jak teraz.
- Harry! - Czyjs glos wdarl sie w jego sny na jawie, przerywajac je. Poczul na
