Wspolnym, Harry - powiedziala Hermiona, zanim razem z Ronem zniknela za drzwiami.
W pomieszczeniu zapadla cisza. Harry przelknal sline i bardzo powoli podniosl sie. Uslyszal cicho wypowiadane zaklecie i zobaczyl dwa rozblyski na drzwiach. Nie potrafil powstrzymac usmiechu, kiedy odwracal sie w strone Snape'a. Mezczyzna machnal rozdzka i balagan otaczajacy Harry'ego zniknal.
- Na dzisiejszej lekcji zachowywal sie pan karygodnie, panie Potter - powiedzial ostrym tonem Severus, chowajac rozdzke.
Harry poczul emanujacy z podbrzusza zar. Nie wiedzial dlaczego, ale slowa 'panie Potter', wypowiedziane w taki sposob, przyprawily go o dreszcze i sprawily, ze zapragnal podjac te cholernie zmyslowa gre.
- Chyba zdaje pan sobie sprawe z tego, ze nalezy sie panu kara? - kontynuowal Mistrz Eliksirow, mruzac oczy i wbijajac w niego pelen mrocznej dezaprobaty wzrok.
Harry podszedl do swojej lawki i usiadl na niej. Rozchylil nieznacznie nogi, aby Snape mogl dostrzec wypuklosc w jego spodniach.
Och tak, byl taki twardy... I wiedzial, ze Snape tez to widzi.
W jego krwi wciaz buzowala adrenalina, ktora nie opadla jeszcze po rozmowie, jaka niedawno przeprowadzil ze Snape'em, a podsycana teraz przez to rozbierajace spojrzenie, ktore wbijal w niego mezczyzna.
- Tak, profesorze. Zdaje sobie sprawe z tego, ze moje zachowanie bylo nieco... nieodpowiednie. - Czy on naprawde rozmawial ze Snape'em w taki sposob? - A mozna powiedziec, ze nawet niedopuszczalne. Dlatego calkowicie sie z panem zgadzam. - Usmiechnal sie tajemniczo. - Jestem gotow przyjac kazda kare, ktora mi pan wymierzy.
Twarz Severusa spiela sie, jakby odczuwal takie napiecie, ze nie mogl sobie z nim poradzic. Harry zobaczyl, ze odpina kolnierzyk i oblizuje wargi.
Och, czyli podobala mu sie ta mala gra... W takim razie nie bylo zadnych przeciwwskazan, aby jej nie kontynuowac...
Harry siegnal rekami do swojego krawata. Poluzowal go nieco i zaczal powoli przesuwac wiazaniem w gore i w dol. W gore. I w dol.
Oczy Severusa sledzily ruchy jego dloni, a twarz zaczela dziwnie blyszczec. Niemal tak samo, jak czarne, plonace zrenice. Oblizal ponownie cienkie wargi i usmiechnal sie mrocznie.
- A jak chcialby pan zostac ukarany, panie Potter?
Harry czul, jak z kazdym wypowiedzianym slowem powietrze gestnieje i staje sie coraz bardziej lepkie i ciezkie od wiszacych w nim obietnic. Zmruzyl oczy i dal sie poniesc szalejacemu w jego wnetrzu pozarowi.
- Hmm... Moze pan mnie zerznac, profesorze - odparl cicho, pozwalajac, by jego usta ulozyly sie w szelmowski usmieszek.
Brwi Snape'a powedrowaly w gore, a w jego oczach wybuchl taki sam pozar, jak ten, ktory trawil w tej chwili Harry'ego.
- Takie brzydkie slowo w ustach Gryfona?
Harry oblizal wargi. Mial wrazenie, ze jego czlonek probuje wydostac sie na zewnatrz, napieral na spodnie z taka sila, iz to niemal bolalo.
- W takim razie bedzie pan musial mi je zamknac, panie profesorze - odparl chlopak i zobaczyl, jak w tym samym momencie czarne zrenice eksploduja. Snape znalazl sie przy nim w kilku krokach.
- Doskonale - syknal, lapiac go za ramie, sciagajac ze stolika i zmuszajac, aby przed nim ukleknal.
Kiedy Harry opadl na kolana,
