szybujace w chmurach wyobrazenia.
Harry przekrzywil lekko glowe, czujac, jak do jego serca naplywa goracy strumien gniewu. Jego wyobrazenia? To zabrzmialo tak, jakby cale zycie spedzil pod szklana kopula, wsrod rodzinnego ciepla i kochajacych, rozpieszczajacych go bliskich. Jakby nie poznal zycia od tej najciezszej, najokropniejszej strony, samotny i przesladowany, zmuszony od dziecka walczyc z czyms, z czym nie potrafil sobie poradzic nawet Dumbledore!
- Doskonale wiem, jak wyglada rzeczywistosc! Przez cale zycie rodzina traktowala mnie jak skrzata domowego, a teraz przesladuje mnie najgrozniejszy czarnoksieznik swiata i wszyscy oczekuja ode mnie, ze go pokonam! Myslisz, ze mnie to cieszy? Myslisz, ze cieszy mnie mysl, ze pewnego dnia bede musial z nim walczyc i umrzec? Boje sie tego... - Jego glos zalamal sie i Harry potrzebowal chwili, zeby odzyskac nad nim kontrole. Twarz Severusa zlagodniala odrobine i mezczyzna opuscil nieco rozdzke, chociaz jego reka nadal mocno drzala. - Nie chce umierac - powiedzial cicho Harry, patrzac prosto w te przeszywajace, plonace oczy. Mial wrazenie, ze przez chwile widzial w nich... cierpienie. Tak, dokladnie tak! Wydobywajace sie z glebi, trawiace dusze cierpienie. Lecz plomienie szybko je pochlonely, a Severus na powrot patrzyl na niego nieugietym spojrzeniem.
- Nie ty jeden jestes ofiara w tej wojnie, Potter - wycedzil w koncu mezczyzna, a jego glos wydawal sie byc wyjatkowo opanowany, zwazywszy na okolicznosci. - Nie ty pierwszy i nie ostatni. Myslisz, ze ci wszyscy, ktorzy zgineli, takze nie pragneli zyc? Myslisz, ze chcieli zlozyc swoje zycie w ofierze? Myslisz, ze tylko ty musisz poswiecic cos, co jest ci najblizsze?! - Ostatnie zdanie Snape niemal wykrzyczal, w jego glosie plonela gorzka wscieklosc i Harry mimowolnie cofnal sie odrobine, wciaz jednak nie podnoszac sie z zimnej, kamiennej posadzki.
- Nie o to chodzi! - krzyknal. Snape nic nie rozumial! Zupelnie nic! - Jeszcze niedawno zrobilbym to bez wahania. Nie zalezalo mi. Ale teraz... - Zacial sie, nie majac pojecia, co wlasciwie chce powiedziec. - Teraz mam... cos. Ciebie. I boje sie, bo nie chce tego stracic. Kiedys zabicie Voldemorta bylo dla mnie najwazniejsze. Teraz... teraz ty jestes najwazniejszy! Nie rozumiesz tego? - dokonczyl cicho, czujac sie juz zmeczony i kompletnie wypalony cala ta sytuacja.
Mezczyzna zmruzyl oczy i zacisnal usta. Jego trzymajaca rozdzke dlon zaczela jeszcze bardziej drzec.
- Czasami priorytetem jest to, co wazne, a nie to, co osobiste - wypowiedzial zachrypnietym, odleglym glosem. - I nalezy sie z tym pogodzic, Potter.
- Nie! - wykrzyknal Harry, czujac, ze ponownie traci nad soba panowanie. - Nigdy sie z tym nie pogodze! Mozna to polaczyc...
- Polaczyc? - przerwal mu Snape. - Wierz mi, ze nie mozna. Jezeli dopuscisz do priorytetow osobiste uczucia, to juz jestes przegrany.
Harry zmarszczyl brwi, wpatrujac sie w mezczyzne badawczym, lustrujacym wzrokiem.
- A jakie sa twoje priorytety, Severusie?
- Nie prowokuj mnie, Potter - warknal Snape. Jego glos drzal teraz juz bardzo wyraznie. Tarcza rozsypywala sie.
- Nie mam takiego zamiaru - odpowiedzial spokojnie Harry. - Chce tylko wiedziec, co tak waznego przeszkadza ci w... byciu ze mna. Czasami odnosze wrazenie, ze swoim zachowaniem probujesz mnie do siebie zniechecic. Jakbys chcial trzymac mnie na dystans. Nie rozumiem, dlaczego tak postepujesz. Ale chce, zebys wiedzial, ze twoje proby sa daremne. To jest niemozliwe, poniewaz ty zawsze jestes ze mna... - Harry przesunal dlon i polozyl ja na swoim sercu - ...tutaj - szepnal cicho.
W oczach Severusa cos na chwile zgaslo. Jego wyciagnieta reka opadla bezwladnie, a rozdzka wysunela mu sie z dloni i uderzyla o podloge. Stal nad Harrym bez ruchu, patrzac na niego pustym, nieodgadnionym wzrokiem, jak gdyby wszystko w nim zamarlo, ucichlo, odplynelo. Jak gdyby w tym jednym
