Czasami zachowujesz sie jak dzikie zwierze, ktore najpierw trzeba nieco oswoic i przyzwyczaic do swojej obecnosci i dopiero pozniej mozna je poglaskac.
Harry wzial gleboki oddech. Co to mialo niby byc za porownanie? Niech Snape sie cieszy, ze to zwierze nie odgryzlo mu reki!
- Och, a ty za to jestes mistrzem w unikaniu oswojenia - wypalil zadziornie.
- Przynajmniej nie pozwalam zalozyc sobie smyczy.
- Ale pozwoliles zalozyc kaganiec.
Snape zacisnal usta. Harry usmiechnal sie. To chyba oznaczalo remis. Ha, byl w tym coraz lepszy!
- Nie musisz sie tego wstydzic, Severusie... - powiedzial Harry, przypominajac sobie wczesniejsze slowa Snape'a i usmiechajac sie bezczelnie. - Nie musisz sie tego wypierac.
- Potter... - W glosie mezczyzny pojawila sie ostrzegawcza nuta. - Nie minelo nawet pol godziny, a ty juz zaczynasz mnie irytowac.
Harry machnal reka.
- Ach, ty irytujesz mnie odkad tylko tu wszedles. Nie mowilem ci o tym, bo nie chcialem robic ci przykrosci. Ale skoro juz o tym wspomniales...
- Bezczelny jak zawsze - mruknal Severus, spogladajac na niego kwasno.
Harry nie potrafil juz wytrzymac. Wyszczerzyl sie i parsknal smiechem. Merlinie, jak straszliwie tesknil za tym przekomarzaniem sie. I najwyrazniej Severus takze, poniewaz kaciki jego ust zaczely drzec.
Harry przymknal powieki, czujac przyjemne cieplo rozprzestrzeniajace sie po jego ciele. Wiedzial, co to bylo...
W tej samej chwili Severus poruszyl sie i Harry poczul, jak wklada mu cos w dlon, a nastepnie zaciska swoja reke na jego. Otworzyl oczy i spojrzal w dol, zaskoczony tym naglym gestem. Zerknal na twarz mezczyzny, ale nie potrafil nic z niej wyczytac. Nastepnie ponownie spojrzal w dol. W jego rece tkwilo cos malego, gladkiego i dosyc ciezkiego. Cos jakby...
Serce zabilo mu mocniej w tej samej chwili, w ktorej Severus zabral swoja reke i Harry ujrzal... zielony kamien.
Jego oczy rozszerzyly sie. Wpatrywal sie w swoja dlon i lezacy na niej kamien z takim niedowierzaniem, jakby widzial go po raz pierwszy w zyciu.
Severus mu go oddal. Chcial, aby Harry znowu go mial.
Zacisnal palce wokol kamienia, a nastepnie blyskawicznie schowal go do kieszeni i rzucil sie do przodu, oplatajac ramionami szyje mezczyzny i wtulajac twarz w jego obojczyk. Wzial gleboki oddech, wchlaniajac aromat Severusa i przesunal twarz wyzej, calujac jego szyje. Wycalowal droge od obojczyka az do brody, slyszac nad soba ciche pomrukiwania mezczyzny, ktoremu najwyrazniej przypadly te zabiegi do gustu. Przesunal twarz jeszcze wyzej i pocalowal go w policzek, mocno przyciskajac wargi do szorstkiej skory, a nastepnie zaczal ocierac sie o nia wlasnym policzkiem, czujac klujace wloski niewidocznego zarostu.
Och tak, to bylo to. Zapach, smak i dotyk. Wszystkie zmysly wypelnione tylko i wylacznie Severusem. Czy moglo byc cos wspanialszego?
- Twoj zapach jest zniewalajacy - wyszeptal, przesuwajac nosem po twarzy mezczyzny, w bok do ucha, a pozniej w dol, az do zaglebienia szyi, w ktorej ponownie ukryl twarz. Nie potrzebowal juz niczego wiecej. Chcialby po prostu tak siedziec, przytulony do niego i nigdy wiecej go nie puscic.
Po jakims czasie, ktory
