'Severusie, przeciez wiesz, ze nigdy sie ode mnie nie uwolnisz...'
Severus obudzil sie pokryty sperma i zlany potem. I przez chwile po prostu lezal bez ruchu, dyszac ciezko i szeroko otwartymi oczami wpatrujac sie w sufit, dopoki nie nadeszlo opanowanie, a wraz z nim naplywajaca do gardla gorycz.
Ten sen wystarczajaco wytracil go z rownowagi, aby caly dzien jawil mu sie jako niekonczacy sie koszmar, i nie sadzil, ze spotka go dzisiaj cos jeszcze gorszego.
A jednak.
Severus niemal dostal furii, kiedy dowiedzial sie od Dumbledore'a, ze ten bezmyslny smarkacz uczy sie po nocach Czarnej Magii. Jakby juz nie wystarczajaco jasno wytlumaczyl mu, do czego moze go to doprowadzic. Czarna Magia potrafila zniszczyc kazdego, a kiedy juz raz wpadlo sie w jej szpony, nie bylo zadnej ucieczki. Zagniezdzala sie w duszy jak robak, pozerajac powoli kazda pozytywna emocje i pozostawiajac jedynie trawiacy wszystko mroczny glod, ktory wciaz domagal sie pozywienia i nigdy nie mogl zostac zaspokojony do konca.
Nie pozwoli, by Potter stal sie jej ofiara. Dumbledore moze sobie pieprzyc o wlasnym wyborze, ale Potter nie potrafi go dokonac. Chocby nie wiadomo jak doswiadczony i dorosly sam sie sobie wydawal, to wciaz byl tylko naiwnym, kierujacym sie emocjami dzieciakiem, ktory zostal pozostawiony samemu sobie i przez cale zycie musial podejmowac decyzje, do ktorych nie dorosl, nie majac przy sobie nikogo, kto podjalby je za niego, kto pokierowalby nim i zdjal z niego czesc odpowiedzialnosci.
Inni mogli sobie dokonywac tych wyborow, mogli nawet skakac z wiezy astronomicznej, jezeli mieli na to ochote - ich los byl mu calkowicie obojetny, ale Potter... Potter...
O nie. Nie pozwoli, by Czarna Magia pozarla jego swiatlo. By go skalala. Nigdy.
Od razu po wyjsciu z gabinetu Dumbledore'a, udal sie do Dzialu Ksiag Zakazanych i zalozyl blokade, powstrzymujaca kogokolwiek przed niezauwazonym wtargnieciem do sekcji. Dumbledore juz dawno powinien byl to zrobic, ale oczywiscie ten stary pomyleniec wiedzial swoje, uwazajac, ze kazdy z uczniow ma swoj rozum i sam potrafi decydowac za siebie.
Dopiero, kiedy zabezpieczyl dzial i upewnil sie, ze Potter juz sie do niego nie dostanie, mogl spokojnie wrocic do swojej komnaty.
*
Snape oderwal spojrzenie od zegara, przeniosl je na drzwi, a nastepnie na w polowie oprozniona butelke, ktora stala przed nim na stoliku.
Byla za pietnascie dziewiata.
A to oznaczalo, ze siedzial tu i pil juz od godziny. Obraz rozmywal mu sie przed oczami, a wirowanie w glowie wciaz przybieralo na sile. Ale nadal bylo zbyt slabe.
Pochylil sie do przodu, sprobowal siegnac po butelke, co udalo mu sie dopiero za drugim razem, i nalal sobie do pelna. Czesc trunku wyladowala na blacie. Siegnal po szklanke w tym samym momencie, w ktorym do jego uszu dobieglo odlegle pukanie.
Gwaltownie podniosl glowe, spogladajac na drzwi szeroko otwartymi oczami.
Potter?! Czyzby...?
Zerwal sie, odtracajac szklanke i butelke, ktore przewrocily sie na stol, rozlewajac swoja zawartosc, i rzucil sie do drzwi poprzez lizace jego stopy plomienie i wlewajaca sie do pomieszczenia jasnosc. Wpadl do gabinetu, przemierzyl go w kilku krokach i z rozmachem otworzyl drzwi na korytarz.
I wtedy wszystko pograzylo sie w mroku, a ogien zostal zastapiony zamarzajacymi szybko soplami lodu. Twarz Severusa przeszyl cien, a usta wykrzywil nieprzyjemny grymas.
- Czego chcesz? - warknal w strone stojacej na korytarzu Slizgonki.
