szaty, aby nie zrobic czegos nierozsadnego.
Nie. Moze pozwolic sobie jedynie na to. Jedynie na obserwacje. Musi wykazac cierpliwosc. Niedlugo znowu bedzie mial go w swych dloniach i palcach. Znowu bedzie mogl przeczesywac jego wlosy i gladzic ciepla skore i bladzic po niej wargami, i czuc jej smak i zapach i...
Odzyska to wszystko. Ale jeszcze nie teraz. Teraz najwazniejsze jest dokonczenie eliksiru. Tylko na tym powinien sie skupic. A nie na staniu tutaj jak kompletny duren i... kontemplowaniu go.
Ma wiele pracy. Musi przygotowac sprawozdanie dla Dumbledore'a, testy dla Krukonow, kilka eliksirow dla Pomfrey, zajrzec na Nokturn po skladniki, ktore zuzyl przy eksperymentach, i spotkac sie z Nottem, ale... moze jeszcze chwile tu postac.
***
Severus poruszyl rozdzka i ogien pod kociolkiem zgasl. Ciemnozielona mikstura zastygla.
To koniec. Udalo mu sie. Dokonal tego! Uwarzyl Admorsusexcetre. Najsilniejszy eliksir poswiecenia na swiecie. I stworzyl z niego zabojcza bron, wysysajaca moc ze wszystkiego, z czym bedzie mial kontakt, jednoczesnie to zabijajac.
Powinien odczuwac euforie. Zadowolenie. A przynajmniej satysfakcje.
A mial wrazenie, ze nie odczuwa niczego. Przyszlosc, ktora do tej pory wydawala sie jasna i oczywista, w ktoryms momencie pograzyla sie w mroku i nie potrafil juz jej dostrzec. Ale wierzyl, ze rozjasni sie natychmiast, kiedy tylko wykona swoj plan i Czarny Pan bedzie lezal martwy u jego stop. I wiedzial, ze ow mrok sprowadza to drugie cialo, ktore takze bedzie lezalo u jego stop.
Ale to go nie powstrzyma. Cale zycie zyl w mroku. Potrafil sie w nim poruszac. Potrafil go okielznac.
Jego umysl mimowolnie zaczal powracac do kazdego momentu, od chwili, w ktorej po raz pierwszy wszedl do schowka i dotknal tego bezgranicznego pragnienia, do chwili, w ktorej obraz Pottera siedzacego w jego fotelu stal sie dla niego czyms, bez czego jego swiat wydawal sie niekompletny. Istnial dalej, ale wydawal sie popekany i znieksztalcony niczym rozbite lustro. Nadal mozna sie w nim przegladac, ale wszystko jest... nie takie. Tak jakby w popekanych miejscach pojawily sie szczeliny, na pierwszy rzut oka niewielkie, ale tak naprawde siegajace mrocznych glebin, w ktorych jakiekolwiek swiatlo staje sie zaledwie wspomnieniem. Szczelin, ktorych nie da sie niczym wypelnic.
Ale jego dusza miala mnostwo takich pekniec. Nauczyl sie je ignorowac. Nauczyl sie o nich zapominac. Po prostu przeskakiwal nad nimi, nie myslac nad tym, jak sa glebokie i ze jeden nieostrozny krok moglby go poprowadzic na samo dno otchlani. Zawsze tak zyl. I teraz tez bedzie tak... egzystowal.
Wyraz jego twarzy wyostrzyl sie. Rysy przypominaly teraz wyrzezbiona z granitu maske. Cos, co do tej pory palilo sie w jego oczach, przygaslo, zduszone, niczym pozbawiony tlenu plomien. Jakby za wszelka cene probowal zaslonic wszelkie szczeliny, wszelkie pekniecia, przez ktore moglby przedostac sie tlen, rozpalajac ogien na nowo.
Musi sie zaslonic. Przed wszystkim, co do tej pory... przed nim.
Potter byl tylko... tylko... tylko przystankiem. Przystankiem na jego dlugiej drodze, ktory po prostu nalezy minac i o nim zapomniec. Przystankiem, ktory okazal sie nieco dluzszy, niz zamierzal i o malo nie zawrocil go z drogi, zbyt dlugo powstrzymujac go przed wyruszeniem w dalszy trakt.
Oderwal wzrok od sciany i spojrzal na eliksir.
To jest jego pragnienie. To wlasnie jest jego pragnieniem. Absolutna niezaleznosc. Pokonanie wszystkich, przez ktorych jego zycie wyglada tak, jak wyglada. Do tego dazyl przez caly czas. Do tego sprowadzal sie kazdy jego krok. I nie pozwoli, by teraz, kiedy juz niemal to osiagnal, zostalo mu to odebrane.
Siegnal po fiolke
