Po prostu pozwolil mu wstac i pozostawic na lawce swoj kamien. Pozwolil mu po raz ostatni spojrzec w swoje oczy i wypowiedziec:
- Do widzenia... profesorze Snape.
Pozwolil mu odwrocic sie i... odejsc.
Ale w momencie, kiedy tylko drzwi zamknely sie za nim i w pomieszczeniu zalegla cisza... nogi samowolnie poniosly Severusa wprost do wyjscia, a dlon wyciagnela sie ku klamce, pragnac nacisnac na nia, otworzyc drzwi szarpnieciem i zatrzymac go.
Ale powstrzymal sie. Przez chwile po prostu stal z reka na klamce, walczac ze soba. I zwyciezyl.
Zsunal dlon z chlodnego metalu i odwrocil sie, spogladajac na polyskujacy na blacie zielony kamien. Podszedl do lawki i wzial go do reki, przygladajac mu sie ze zmarszczonymi brwiami.
Zranil go. Tak straszliwie go zranil...
Jaki demon sklonil go do wypowiedzenia tych okrutnych slow? To nie tak mialo wygladac. Nie tego chcial. Nie w taki sposob...
W czarnych oczach pojawil sie srebrny rozblysk gniewu.
To nie zaden demon byl sprawca. Tylko glupcy zaslaniali sie podobnymi wymowkami, probujac zrzucic z siebie przynajmniej czesc winy za swe uczynki. To on wypowiedzial te slowa. To on go torturowal. To on probowal obarczyc go wina za wlasny, powolny upadek, za uczucia, ktore w nim wzbudzal, wyzywajac sie na nim za wszystko, co odczuwal z jego powodu. Za swa wlasna slabosc.
Jeszcze mocniej zacisnal kamien w dloni.
I teraz placi za to najwyzsza cene.
Podniosl wzrok na drzwi.
Ale moze to i lepiej, ze Pottera nie bedzie teraz w poblizu. Bedzie mu latwiej zmierzyc sie z tym zadaniem i dokonczyc eliksir, kiedy nie bedzie go widzial, nie bedzie go czul... Przeciez niedlugo i tak... zniknie z jego zycia. Juz na zawsze.
Czyz nie lepiej byloby zaczac przyzwyczajac sie do tego juz teraz?
***
Na niemal caly kolejny dzien zaszyl sie w swoim laboratorium. Eksperymentowal z roznymi skladnikami blokujacymi przekazniki neuronowe, probujac uzyskac jak najlepszy i najmniej otumaniajacy efekt. Zostalo mu zaledwie dziesiec dni do ukonczenia eliksiru. Musial sie pospieszyc. I calkowicie skupic na zadaniu, nie rozpraszany przez Pottera i jego zachcianki.
Tego dnia spotkal go przypadkiem na korytarzu. Jego twarz pokryta byla cieniem, a napiecie pod skora tak wyrazne, ze niemal fizycznie wyczuwalne. I kiedy Severus go mijal, katem oka dostrzegl, jak chlopak przymyka oczy i wzdycha, jakby samo wyminiecie go na korytarzu bylo dla niego zadaniem ponad sily.
Tego samego wieczoru zlapal sie rowniez na tym, ze siega po kamien i zaciska na nim dlon, oczekujac na wiadomosc, na te slowa, ktore otrzymywal kazdego wieczoru od kilku miesiecy... i wtedy przypomnial sobie, ze przeciez Potter oddal mu kamien i zadnej wiadomosci juz nie otrzyma.
Nastepnego dnia zobaczyl go w bibliotece. Siedzial nad ksiazkami ze spuszczona glowa. Bez swoich przyjaciol. Sam. Severus mogl wiec wziac z polki pierwsza lepsza ksiazke, otworzyc ja na obojetnie ktorej stronie, stanac tuz za regalem, w wystarczajaco bliskiej odleglosci, aby Potter wyczul jego obecnosc, ale wystarczajaco daleko, aby nie wydalo sie to podejrzane, i po prostu... obserwowac go. Nie pozwolic mu zapomniec o sobie. Nie pozwolic, aby chociaz przez jedna chwile pomyslal, ze to koniec. Ze Severus pozwoli mu ot tak po prostu odejsc od siebie.
Nigdy.
