Merlinie... widzial to tak wyraznie. Olbrzymie wybrzuszenie w spodniach Severusa, zdajace sie niemal przebijac przez material.
Niecierpliwie siegnal ku niemu obiema rekami, pragnac jak najszybciej uwolnic go ze spodni.
Jego rece drzaly tak bardzo, ze niemal nie kontrolowal swoich ruchow. Udalo mu sie rozpiac guzik, ale kiedy siegnal do zamka i probowal go rozsunac, uslyszal glosny syk Severusa:
- Ostroznie.
Spojrzal w gore. Severus obserwowal go swymi czarnymi jak smola oczami. Wlosy opadly mu na twarz, ukrywajac ja w cieniu i Harry'emu wydawalo sie, ze nie widzi nic poza dziwnym blaskiem, ktory plonal gleboko na dnie jego zrenic.
Pod wplywem tego spojrzenia, jego zoladek wykonal kilka solidnych przewrotow, zanim w koncu uspokoil sie na tyle, by Harry mogl szeroko otwartymi oczami obserwowac, jak Snape odtraca jego rece i sam siega do rozporka, rozsuwajac go powoli, jakby kazdy ruch sprawial mu bol... I kiedy Harry go ujrzal... jak prostuje sie sprezyscie w jego kierunku, zaczerwieniony na czubku, nabrzmialy, masywny, pokryty drobna siatka zyl, wyrastajacy z gestwiny czarnych wloskow... fala zaru, ktora zatopila jego umysl i ledzwie, byla tak obezwladniajaca, ze przez chwile nie byl w stanie nawet sie poruszyc, pozwalajac, by jego dlonie samowolnie zacisnely sie na spodniach mezczyzny, zsuwajac mu je do ud, a potem do kolan i nie wiedzial nawet kiedy, ale Severus juz stal przed nim calkowicie nagi.
I Harry mogl... nareszcie mogl...
Drzac niczym w febrze, uniosl dlon i ostroznie owinal ja wokol trzonu penisa Severusa. Czul, jak pulsuje mu pod palcami, tetniac przeplywajaca przez niego krwia, rozgrzany tak bardzo, ze niemal parzyl...
- Taki goracy... - wyszeptal, oblizujac wyschniete nagle wargi. - Taki twardy... spragniony...
Powietrze wypelnil niski, gardlowy pomruk i Harry mial wrazenie, ze ten dzwiek wnika mu pod skore, podrazniajac wszystkie zakonczenia nerwowe, a umysl wypelniajac mgla.
Boze, tak bardzo pragnal go skosztowac... chociaz odrobine...
Pochylil sie do przodu, otwierajac usta, ale nagle poczul dlon lapiaca go za wlosy i odciagajaca jego glowe do tylu.
- Nie rob tego... - Szept Severusa przypominal bardziej ochryply jek. - Ja...
Severus nie musial dokanczac, aby Harry zrozumial.
Nie wypuszczajac z dloni jego penisa, ukleknal na lozku i uniosl druga dlon do jego twarzy, dotykajac chlodnego policzka i lagodnie gladzac go palcami. Spojrzenie Severusa, dziwnie odlegle i nieco zamroczone, zaglebilo sie w jego oczach i Harry mial wrazenie, jakby Severus spadal... wprost w niego, zanurzajac sie w jego duszy calym soba... bez niczego, co zamortyzowaloby upadek, jakby bylo mu juz wszystko jedno, czy zdola sie wydostac, czy nie... jakby Harry byl jedynym, czego potrzebowal do istnienia.
Jego twarz niespodziewanie znalazla sie znacznie blizej i Harry poczul jego cieple wargi na swoich, obejmujace je lagodnie i jezyk zaglebiajacy mu sie w ustach i nagle opadal razem z nim. W dol, w dol, tam gdzie nikt ich nie znajdzie.
Jego plecy dotknely chlodnej poscieli, a Severus przykryl go swoim cialem i na jakis czas swiat przestal istniec, dopoki pieszczace jego usta wargi nie zniknely, a Severus nie przesunal sie na bok, siegajac po cos reka i dopiero po trzasku zamykanej szafki, Harry zrozumial, po co. Westchnal cicho, kiedy poczul wilgotna dlon Severusa, rozchylajaca mu nogi i druga, wsuwajaca mu sie pod kark i unoszaca jego glowe.
Otworzyl oczy.
Severus. Byl tutaj. Przy nim. Tak blisko, jak nigdy wczesniej. I patrzyl na niego tymi niezwyklymi oczami. I Harry wiedzial, co sie za nimi kryje. Cos tak nieprawdopodobnie silnego, nieokielznanego, tak... pieknego...
Nikt nigdy nie patrzyl na niego w taki sposob. I Harry wiedzial... ze juz nie spojrzy...
Jednak w tej samej chwili wszelkie mysli rozproszyly sie, poniewaz erekcja mezczyzny naparla na jego wejscie i Severus wszedl w niego. Powoli i delikatnie. I Harry czul, jak Severus wypelnia go swoim penisem i swoim pragnieniem, wypelnia cala te przerazajaca pustke, ktora odczuwal w sobie przez dwa ostatnie tygodnie... wypelnia go tak, jakby zostal do tego stworzony... jakby przez cale zycie czekal na to, by w koncu znalezc miejsce, w ktorym bedzie tak doskonale pasowal... i tym miejscem byl Harry.
Owinal ramiona wokol szyi Severusa i pozwolil, by mezczyzna zaglebil sie w nim, wydajac z siebie glosne westchnienie... i Harry widzial rozlewajaca mu sie po twarzy przyjemnosc i cos jeszcze... emocje. Silne, mieniace sie emocje, ktorych mezczyzna nie probowal nawet ukryc, a ktore plynely po jego twarzy falami i Harry probowal je wychwycic, ale bylo ich zbyt wiele...
I zobaczyl ich jeszcze wiecej, kiedy Severus ostroznie wysunal sie z niego i nie odrywajac spojrzenia od jego
