probowal go pogryzc.
I nagle powietrze wypelnilo sie jedynie parujaca cisza. Taka, ktora powstaje, kiedy pozar juz ucichnie i nagle okazuje sie, ze jego sila byla tak razaca, ze nie pozostalo juz nic, co mogloby sie chociaz tlic.
Wszystko splonelo.
64. What have you done
Let me wake up in your arms
Hear you say it's not alright
Let me never see the sun
Let us be so dead and so gone
So far away from life
Close my eyes
Hold me tight
And bury me deep inside your heart*
Czesc 1
Harry nieznacznie rozchylil rozgrzane powieki. Otaczala go gesta cisza, przypominajaca niewidzialna zaslone odgradzajaca go od zewnetrznego swiata. Slyszal jej szelest w oddechu Severusa owiewajacym mu czolo i poruszajacym kosmykami wlosow, ktore laskotaly mu skronie.
Widzial w oddali drgajacy leniwie plomien swiecy, jednak wszystko bylo tak rozmyte, iz mial wrazenie, jakby jej swiatlo zamienilo sie we mgle, snujaca sie wstegami w kierunku sufitu.
Nie. Wzrok nie byl mu w tej chwili do niczego potrzebny. Ponownie przymknal powieki i gleboko wciagnal do pluc intensywnie ziolowy zapach Severusa, wtulajac twarz w jego naga piers i oplatajac go ramieniem w pasie, tak jakby chcial przygarnac go do siebie jeszcze blizej.
Slyszal powolny rytm serca Severusa, pulsujacy pod skora w regularny, uspokajajacy sposob. Przypominal tykanie zegara, ktore Harry slyszal w dormitorium przed zasnieciem.
Nie mial pojecia, czy Severus spi, czy nie. Nie wiedzial, ile czasu minelo. Bal sie poruszyc. Bal sie, ze nawet najlzejszy ruch moze zburzyc te chwile. Chwile zawieszenia pomiedzy dwoma przepasciami. Chwile krotkotrwalego spokoju. Chwile na zaczerpniecie oddechu pomiedzy huraganem, a wybuchem wulkanu.
Westchnal gleboko, owiewajac cieplym oddechem skore mezczyzny. Czul, jak czarne, sliskie macki mysli probuja przedrzec sie do jego umyslu i zburzyc ten spokoj, ale nie pozwalal im na to. Nie zniszcza go.
Byl teraz tutaj. Z Severusem. Bezpieczny. Nic wiecej sie nie liczylo. Nie w tej chwili.
Potem moga go nawet rozedrzec na strzepy.
Dlon Severusa, obejmujaca jego ramiona i zanurzona w jego wlosach, poruszyla sie, przeczesujac palcami ciemne kosmyki.
- Wydajesz sie byc spiety - uslyszal cichy szept.
Harry oblizal wargi.
- Nie chcialem cie obudzic - odparl cicho. Mial wrazenie, ze kazdy dzwiek przypomina wbijany w cisze sztylet, rozcinajacy otaczajaca ich zaslone na kawalki.
- Nie spie juz od jakiegos czasu.
- Ja tez nie - mruknal Harry.
- Zauwazylem - odparl Severus z nuta kpiny w glosie. - Wiercisz sie tak, ze przez jakis czas zastanawialem sie, czy cie nie spetryfikowac.
Harry usmiechnal sie pod nosem.
- Dlaczego tego nie zrobiles?
