wizytowe spodnie. Czarne buty lsnily jak lustro. Wydawal sie ogromny, przytlaczajacy.

Uzyl tej samej wody po goleniu co wtedy, gdy lecieli razem do San Antonio. Ten ulotny, ledwie wyczuwalny zapach rozluznil ja nieco, przywolujac wspomnienia tamtego dnia i tamtych pocalunkow. Odetchnela z ulga. Gdyby chcial zmyc jej glowe za tamte oskarzenia, to chyba by sie tak nie wystroil.

Usmiechnela sie z przymusem, po czym cofnela w glab korytarza.

– Prosze, wejdz – odezwala sie lamiacym sie glosem. Nie chciala, by sie zorientowal, jak bardzo jest zdenerwowana.

Dopiero po chwili spostrzegla, ze rece jej drza. Instynktownie schowala je za siebie. – Moze chcialbys usiasc w saloniku? – wykrztusila.

Nick usmiechnal sie i ten usmiech w okamgnieniu zmienil jego twarz. Powiesil kapelusz obok jej kapelusza.

– Jest bardzo ladny wieczor – rzekl. – Mozemy posiedziec na hustawce na ganku.

Zarumienila sie i uciekla wzrokiem. Juz wiedziala, ze nie przyszedl ja ganic i ze nic przykrego od niego nie uslyszy. Choc moze tylko tak sie jej wydaje, moze to tylko jej pobozne zyczenia?

– Usiadzmy, gdzie chcesz – przystala.

Podeszli do hustawki, Corrie przelozyla poduszki na druga strone. Usiadla w rogu.

Nick usiadl obok niej. Serce jej zadrzalo, gdy ujal jej reke i uscisnal lekko.

– Shane zdecydowal sie na zakup rancza – bez wstepow zagadnal Nick. – Chce isc na swoje. Przez piec lat zachowuje swoje udzialy. Ja samodzielnie prowadze nasz wspolny biznes, a Shane oddaje mi swoja czesc zysku. Jesli po tym czasie nie zmieni zdania i nadal bedzie chcial gospodarowac samodzielnie, zaczne odkupywac jego udzialy. Zostanie mu dwadziescia piec procent, co w przyszlosci przejdzie na jego spadkobiercow.

Corrie popatrzyla na niego blyszczacymi oczami.

– Odpowiadaja ci takie warunki?

– Nie tego sie spodziewalem, ale chce, zeby Shane robil to, na czym mu zalezy. Zreszta przyznaje mu racje. Byloby nam trudno dojsc do porozumienia. Obaj jestesmy zbyt – niezalezni i mamy wlasne zdanie. Teraz jest pelna zgoda i zrozumienie, zadnych uraz.

Na chwile odwrocila wzrok. Bala sie, ze po jej oczach pozna, jak beznadziejnie i szalenczo jest w nim zakochana. Na szczescie Nick chyba niczego nie zauwazyl.

– Bywaly chwile, gdy sam walczylem z soba bardziej niz z nim. Tak jak powiedzialas, czulem sie winny, ale jednoczesnie w jakiejs mierze zazdroscilem mu. On mial wolna reke, a ja zadnego wyboru. Musialem poprowadzic rodzinna firme, po prostu. Nie probowalem zrobic czegos od zera, dojsc do czegos wlasnymi silami. Tego mu zazdroszcze.

– Zasmial sie. – Shane naprawde pozyje, jesli takie zycie wczesniej go nie zabije.

Popatrzyla na Nicka. To wspaniale, ze wreszcie wszystko jest na dobrej drodze, ze przestali z soba walczyc.

– Ciesze sie – powiedziala. – I naprawde mi lzej. Balam sie, ze tylko pogorszylam sprawe.

– Mialas swieta racje – powiedzial, a ona zarumienila sie jeszcze bardziej. Popatrzyla na ich splecione dlonie. – Uwielbiam, jak tak sie rumienisz. Czuje sie wtedy najseksowniejszym facetem w Teksasie.

Zachichotala mimowolnie, a potem zerknela na niego trwozliwie.

– Mowisz takie rzeczy… naprawde przesadzasz.

– Tak sie przy tobie czuje. A teraz mam piec sekund na przekonanie cie, bys pozwolila sie pocalowac. Dluzej sie nie powstrzymam i skradne ci buziaka. Moge?

Zmusila sie, by podniesc na niego wzrok, bo nieoczekiwanie ogarnela ja wrecz dziecinna wstydliwosc. Opamietala sie szybko. Przeciez o niczym innym nie marzy, tylko o tym, by Nick ja pocalowal.

– Mozesz.

Nie odrywala od niego oczu. Pochylil sie ku niej, delikatnie musnal jej wargi. Opuscila powieki. Pocalunek, lekki jak dotkniecie motyla, trwal ledwie mgnienie. Nick przygarnal ja mocniej i otoczyl ramionami. Calowal ja teraz tak, ze swiat usuwal sie jej spod nog. Nim sie spostrzegla, siedziala mu na kolanach, z czolem opartym o jego szyje, oddychajac plytko, raptownie.

Nick odezwal sie zmienionym, chrapliwym glosem:

– Wiem, ze to za szybko, ale nigdy nie lubilem sie z niczym ociagac czy za dlugo zastanawiac. Dlatego cos ci przywiozlem.

Serce skoczylo jej do gardla. Popatrzyla na jego twarz. Bladzil po niej szczesliwy usmiech, oczy jasnialy radosnym blaskiem.

Omal nie stracila glosu ze wzruszenia.

– Co mi przywiozles?

Nick wsunal reke do kieszeni koszuli. Przy tym ruchu niechcacy jej dotknal, a po jej ciele natychmiast przebiegly rozkoszne iskry. Zrobilo sie jej goraco.

Poczekal, az Corrie popatrzy na to, co trzymal w dloni. Na czubku palca jasnial zloty pierscionek z imponujacym brylantem. Z kilku polslowek domyslala sie, co teraz nastapi, jednak na ten widok glos juz calkiem uwiazl jej w gardle. Przepiekny pierscionek. I ten brylant, po prostu olbrzym!

– Jest… ogromny. – Boze, dlaczego tak idiotycznie sie odezwala! Zerknela na Nicka z przestrachem. Przeciez wezmie ja za kretynke! Nick usmiechal sie szeroko.

– To prawda, jest ogromny – potwierdzil. – Bo mam ogromne plany. Zamierzam sie ozenic, miec udane malzenstwo z kobieta, ktora kocham. Miec z nia dzieci. Mam nadzieje, ze chcesz przynajmniej dwojke. Nie zalezy mi, zeby to byli tylko chlopcy czy dziewczynki, choc chcialbym chociaz parke. A ty?

– Nigdy nie mialam takiej rodziny, ale zawsze o niej marzylam. Chcialabym, by byla jak najwieksza. Jesli to mi sie uda, bo…

– Ze mna sie uda, Corrie. Powiedz mi, czy sa jakies szanse, bys pokochala takiego faceta jak ja?

W zyciu by nie przewidziala takiego pytania. Poruszylo nia do glebi. Bo kryla sie w nim niepewnosc. Jakby Nick watpil, czy powie „tak”. Zaskoczyl ja. Mezczyzna taki jak Nick nie ma powodu do obaw. Tym bardziej gdy chodzi o nia. Zdumial ja, naprawde. I ujal. Tym szybciej musi mu odpowiedziec.

– Nick, kocham cie od czasu, gdy mialam siedemnascie lat – powiedziala lamiacym sie glosem. – Czy ty… czy ty czujesz to samo?

– Corrie, kocham cie. Zakochalem sie w tobie, gdy ujrzalem cie podlewajaca kwiaty. Wtedy to jeszcze do mnie nie dotarlo. Potem przyjechalas na kolacje i wtedy mnie zawojowalas. Odeszlas, bo nie bylem z toba szczery. Juz wtedy zrozumialem, ze wlasnie znalazlem dziewczyne dla siebie.

– Zamieszkasz ze mna i zostaniesz moja zona? Bedziesz przy mnie zawsze? W razie potrzeby przywolasz mnie do porzadku, wypelnisz moje zycie, bedziesz przy mnie, bedziemy wychowywac dzieci?

Lzy naplynely jej do oczu, serce pecznialo radoscia i miloscia. Oto prawdziwe szczescie, blogi spokoj. I poczucie, ze to jest jej mezczyzna.

– Tak – powiedziala i pocalowala go. Nagle ten pocalunek to bylo dla niej zbyt malo, pragnela jeszcze wiecej, jeszcze…

Nick odsunal sie pierwszy.

– Wlozmy ten pierscionek, zeby sie nam nie zgubil rzekl zmienionym, wzruszonym glosem. Patrzyla, jak bierze jej palec i wsuwa na niego pierscionek. Popatrzyli sobie w oczy. Ta decyzja wcale nie jest pochopna ani za szybka.

Na pewno nie popelniaja bledu.

Serca bily im przyspieszonym rytmem. Wpatrywala sie w jego ciemne oczy i widziala w nich ich wspolna przyszlosc, lata, ktore nadejda, wypelnione szczesciem, radoscia i codziennymi sprawami. Stworza rodzine, nie tylko zwiazek dwojga ludzi, ale cos wiecej. Milosc i wzajemne oddanie beda jej opoka.

– Kocham cie, Nick – wyszeptala.

– Ja tez cie kocham – powiedzial, znizajac glos do szeptu. – Nigdy nie bedziesz zalowac, przyrzekam.

Przypadli do siebie ustami, ale odglos nadjezdzajacego samochodu wyrwal ich z upojenia. Ktos bez przerwy naciskal klakson. Po chwili ujrzeli wylaniajacy sie zza domu samochod Shanea. Zaparkowal obok samochodu brata, lecz nie wylaczyl silnika. Opuscil szybe i zawolal:

– Czy ta panienka ma na palcu pierscionek z brylantem?

Czy moze zaraz pojdziemy sie bic?

Nick rozesmial sie i uniosl dlon Corrie.

Вы читаете Braterska przysluga
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату