czasem cos moze mu umknac. Moze chcial wyrwac ja spod uroku Shanea, a moze rzeczywiscie zobaczyl w niej cos, co go zainteresowalo. Tak czy inaczej, najpierw musi uporzadkowac swoje relacje z bratem. Ona jest na dalszym miejscu.
Stojac z boku, uniknie sytuacji, ze ktorys z nich sprobuje sie nia posluzyc. Poza tym dla niej bedzie lepiej, gdy nie zwiaze sie zanadto z Nickiem. Nie ulegnie jego urokowi. Choc na razie czuje sie z tym zalosnie.
Zgasila swiatlo, poszla na gore i wziela prysznic. Polozyla sie do lozka i zasnela kamiennym snem.
Rozdzial 12
Przez nastepne dni starala sie wymazac z pamieci to, co sie stalo. Zapomniec o powrocie Shanea. I o tych chwilach spedzonych z Nickiem.
Wmawiala sobie, ze to przyjdzie jej latwo, jednak wspomnienia ciagle ja przesladowaly. Pamietala kazda sekunde, kazde jego spojrzenie, kazde slowo, jakie miedzy nimi padlo. Pamietala dotyk jego ust, uscisk ramion. Odpychala od siebie te obrazy, jednak daremnie. Gdy zaplatala warkocz, natychmiast stawalo jej przed oczami tamto popoludnie, gdy Nick delikatnie rozczesywal jej wlosy. Niebieska bluzka i dzinsy od razu kojarzyly sie z tamtym wspolnie spedzonym dniem. W koncu wyjela je z szafy i powiesila w innym pokoju.
Codzienne obowiazki tez kojarzyly sie jej z Nickiem. Pamietala popoludnie, kiedy pomagal jej przy zajeciach gospodarskich. Wreszcie uswiadomila sobie, ze nie zdola tego wszystkiego zapomniec. Nick na zawsze zapisal sie w jej duszy i w tych miejscach, gdzie byli razem. Minie wiele czasu, nim ten obraz zblednie.
Przez pierwsze dwa dni harowala za dwoch, by zajac sie praca i o niczym innym nie myslec. W niedziele pojechala do kosciola. Wlozyla jedna z nowych sukienek. Eadie tez przyjechala, usiadly wiec razem, a potem Corrie zaprosila ja do siebie na lunch. Wczesniej przygotowala spora porcje pieczeni, wiec wszystko bylo gotowe.
Przyjemnie bylo sie spotkac i pogadac. Corrie zdala relacje z tego, co wydarzylo sie od dnia, kiedy widzialy sie ostatnio. Eadie zapewniala, ze Nick jeszcze sie odezwie i wroci, jednak Corrie bala sie w to wierzyc.
Obaj bracia chyba wzieli sobie do serca jej slowa, bo ani jeden, ani drugi sie do niej nie odezwal. Na zadnego nie natknela sie w miescie. Martwila sie. Shane nigdy sie na nia nie obrazal, a teraz milczy. Nick w sumie nie ma zadnego powodu, by o nia zabiegac. Bardzo prawdopodobne, ze jednego wieczora stracila oddanego przyjaciela i nadzieje na romantyczny zwiazek. Trudno pogodzic sie z taka mysla.
Ku jej zaskoczeniu, w nastepnym tygodniu zadzwonil do niej dawny kolega z klasy, ktorego spotkala w niedziele w kosciele. Razem z ojcem prowadzil niewielkie ranczo i nadal byl kawalerem. Zaprosil ja na przedstawienie i kolacje. Wahala sie tylko przez moment. W koncu przetrwala dzien z Nickiem, wiec jakos bedzie. Przyjela zaproszenie.
Wieczor z Daneem okazal sie nad wyraz mily. Dobrze sie czula w jego towarzystwie. Wybrala jedna z nowych sukienek i lekko sie umalowala. Bylo tak przyjemnie, ze wszystkie rozterki, jakie jeszcze troche ja dreczyly, pod koniec wieczoru zupelnie sie rozwialy. Poczula sie dowartosciowana. W dodatku Dane, ktory odprowadzil ja pod drzwi, nie probowal pocalowac jej na dobranoc. Za to zapytal, czy niedlugo pozwoli sie znowu gdzies zaprosic.
Od ostatniego spotkania z Merrickami minely dwa tygodnie. Powoli jej emocje opadaly. Jakos sobie bez nich poradzi, przezyje. Nabrala wiecej wiary w siebie i jasniej widzi przyszlosc, ktora rysuje sie w lepszych barwach.
Zycie ciagle toczy sie dalej i kazdy dzien moze przyniesc cos nowego. I to poczucie niedosytu powoli wygasnie.
Gdy po poludniu wrocila do domu, od razu spostrzegla migajace swiatelko sekretarki. Nacisnela przycisk, by odtworzyc wiadomosc. Byla krotka.
– Corrie, mamy kilka niedokonczonych spraw. Trzeba je zalatwic. Przyjade dzisiaj kolo siodmej.
Na dzwiek powaznego glosu Nicka serce zabilo jej zywiej. Nie posiadala sie z radosci. Skrywane nadzieje odzyly w jednej sekundzie. Powtarzala sobie, ze nie powinna sie ludzic, ale to bylo jak gadanie do sciany. Otrzezwienie przyszlo dopiero po chwili. Ten powazny, niemal ponury glos. Moze wcale nie stanie sie cud, o jakim w skrytosci duszy marzy, a cos przeciwnego. Moze Nick chce wrocic do tego, co wtedy powiedziala. Zbesztac ja za to. Kto wie, moze jego stosunki z bratem jeszcze sie przez to pogorszyly? A jesli ma do niej pretensje? Naprawde nie ma zadnego powodu do optymizmu.
Byla jeszcze jedna wiadomosc. Od Shanea.
– Jesli nadal chcesz sie do mnie odzywac, to wpadne do ciebie kolo osmej. W razie gdybys nie chciala mnie widziec, daj znac Louise.
Az poderwala sie z miejsca. Jak to dobrze, ze Shane sie odezwal! Juz sie bala, ze na zawsze go stracila. Najlepszego kumpla i przyjaciela.
Przesunela tasme i jeszcze raz odsluchala wiadomosci. Radowala sie, choc jednoczesnie dreczyly ja obawy, jak rozumiec slowa Nicka. Z Shaneem sprawa jest latwiejsza. Wszystko wskazuje, ze nadal mu na niej zalezy i ich przyjazn przetrwala. Ale co z tym Nickiem?
Niedokonczone sprawy, tak to nazwal. To bardzo szerokie pojecie, roznie to mozna rozumiec. O co naprawde mu chodzi? Nie jest latwo do niego dotrzec, zawsze tak bylo. Dlatego nie powinna robic sobie nadziei, ludzic sie, ze chce kontynuowac ich znajomosc.
Co to znaczy, ze chce te sprawy „zalatwic”? W zasadzie nasuwa sie tylko jedno: chodzi mu o oskarzenia pod jego adresem, jakie rzucila mu w twarz tamtego wieczoru trzy tygodnie temu. Tak, na pewno to o to chodzi. Inaczej nie mowilby takim tonem.
Choc jest w tym cos dziwnego. Dlaczego umowil sie z nia na konkretna godzine? Moglby pojawic sie znienacka, zaskoczyc ja. A moze zrobil to celowo? By zachodzila w glowe i denerwowala sie? Moze tak to sobie obmyslil?
Ciekawe, ze obaj zadzwonili do niej tego samego dnia. I kazdy chce przyjechac dzisiaj. Moze to znaczy, ze jakos sie dogadali. Powiedziala wprost, ze nie chce ich widziec, poki nie dojda do porozumienia. Byla kilka razy w miescie, ale zwykle unika plotkarzy, wiec nie ma pojecia, czy u Merrickow cos sie zmienilo.
Moze tylko spekulowac, ale wiele z tego nie wyniknie. Nie wie, czy Shane kupil sobie ranczo, by zaczac samodzielne zycie, czy moze zrezygnowal ze swoich planow i zdecydowal sie prowadzic rodzinny biznes do spolki z bratem. Moze dopracowali sie jakiegos kompromisu? Na razie sa tylko znaki zapytania. Pewne jest jedno – ze wieczorem bedzie miec towarzystwo.
Nie zdobedzie sie na to, by zadzwonic do nich, zeby nie przyjezdzali. Pospiesznie ogarnela dom, a potem zabrala sie do codziennych prac. Spieszyla sie, by jak najszybciej sie z nimi uporac. Pozniej przekasila cos napredce, wziela prysznic i przebrala sie w swieze ciuszki.
Szafirowa bluzka i biale dzinsy, na to sie ostatecznie zdecydowala, choc kilka razy zmieniala zdanie, zastanawiajac sie nad robocza koszula i zwyklymi dzinsami. Wysuszyla wlosy i zostawila je rozpuszczone. Takie najbardziej podobaly sie Nickowi. Nie bedzie wiec ich zaplatac. Jesli dojdzie do ostrej rozmowy, takiej jak przed laty, bedzie to zawsze jakis atut. Alez beznadziejnie sie ludzi!
Po tym, co stalo sie ostatnio miedzy nimi, raczej nie powinien byc dla niej niemily, ale to tylko przypuszczenia. Ktore niekoniecznie musza sie sprawdzic. Niepokoj jej nie opuszczal. Ze scisnietym zoladkiem przemierzala dom. W koncu poszla do kuchni, by nastawic kawe. Rano upiekla szarlotke. Moze poczestuje ich ciastem, gdy juz przyjedzie Shane. Szarlotka ich troche udobrucha.
Jeszcze raz poszla do lazienki, by sprawdzic makijaz i fryzure. W tym momencie z drogi dobiegl ja odglos samochodu. Za piec siodma. Pospiesznie pomodlila sie w duchu. Samochod podjechal do tylnego wejscia. Silnik zgasl. Serce zabilo jej mocno.
Przyjaciele zawsze wchodza tylnym wejsciem, pocieszyla sie w duchu. Uslyszala na ganku ciezkie kroki Nicka. Zatrzymal sie przy drzwiach i zastukal. Odczekala i podeszla wolno, by je otworzyc.
Stal na progu, wielki i mocny. Ich spojrzenia sie skrzyzowaly. Poczula ucisk w zoladku. Nick siegnal do kapelusza, zdjal go. Zachowywal sie bardzo oficjalnie.
– Corrie? Milo cie widziec.
Stala jak zaczarowana. Nick mial na sobie wykrochmalona biala koszule, turkusowa apaszke i czarne