Jade teraz do domu, lecz bede w poblizu. W kazdej chwili mozesz na mnie liczyc. Moze ci sie przydam, chocby po to, zeby pogadac. – Mocno pocalowal ja w policzek, popatrzyl na nia uwaznie. – Lapiesz?
Chciala sie usmiechnac bardziej przekonujaco, ale nagle poczula sie kompletnie wyczerpana. Rzadko kiedy to sie jej zdarzalo, nawet najciezsze prace az tak jej nie meczyly.
– Lapie – odparla. – Dziekuje. I dzieki za to, ze nie robiles mi wyrzutow. Wiem, ze zachowalam sie paskudnie. Jednego dnia calowalam sie z toba, a dzis z twoim bratem. Tylko ze tamten pocalunek nie znaczyl nic szczegolnego, prawda?
– Hm! – mruknal i z udanym gniewem spiorunowal ja wzrokiem. Wyczul, jak bardzo jej zalezy na zlagodzeniu tej niezrecznej sytuacji i dostosowal sie do jej tonu. Za to jeszcze bardziej go lubi. – Oszukalas mnie, dziewczyno! – zawolal z emfaza. – Igralas z moimi uczuciami, bawilas sie tylko. A potem rzucilas mnie dla innego, starszego i bogatszego!
Puscil ja i dramatycznym gestem siegnal po kapelusz. Wlozyl go i sciagnal gwaltownie. Odstawia niezla komedie, usmiechnela sie w duchu Corrie.
– Czegos takiego jeszcze nie widzialem – oswiadczyl z patosem. – Jak ci nie wstyd?
Corrie wybuchnela szczerym smiechem. Naprawde bardzo jej ulzylo.
– Lepiej juz jedz do domu. Musze wreszcie isc spac.
Shane usmiechnal sie, delikatnie ujal ja pod brode i uniosl jej buzie.
– Spij dobrze, mala. Lou zawsze bedzie wiedziala, gdzie aktualnie jestem, wiec w razie czego mnie zlapiesz. Dzwon smialo. Nie kaz mi czekac na wiesci od ciebie. Bo zaczne myslec, ze juz mnie nie kochasz – dodal, robiac powazna mine.
– Zawsze bede cie kochac – zapewnila, uswiadamiajac – sobie, ze to szczera prawda. Dlawilo ja w gardle. Shane tez mial zmieniony glos. Jakby czul to co ona.
– Ja tez, dzieciaku. Dobranoc.
– Dobranoc.
Wyszedl. Zamknela za nim drzwi i pogasila swiatla na dole. Poszla do sypialni, rozebrala sie i wslizgnela pod koldre. Lezala w ciemnosci, wpatrujac sie w sufit i jeszcze raz wracajac mysla do wydarzen dzisiejszego dnia. Powinna je jakos uporzadkowac, popatrzec na nie z dystansem. Bo wtedy bedzie jej latwiej pogodzic sie z nieuchronnym rozczarowaniem.
Latwo powiedziec, ale trudniej wykonac. To mniej wiecej tak, jakby chciec zebrac lyzeczka rozlany syrop. Troche sie zbierze, ale naprawde czysto bedzie dopiero po starannym wytarciu blatu mokra sciereczka. A na to nie moze sie zdecydowac, jeszcze nie teraz.
Nazajutrz Nick wrocil do domu tuz przed poludniem. Poznym rankiem dostarczono kupionego wczoraj ogiera. Chcial byc przy wyladowywaniu go i umieszczaniu w stajni. Zeszlo przy tym sporo czasu. Shane chodzil gdzies wlasnymi drogami. Widzieli sie przy sniadaniu, ale brat byl milczacy i ponury. Teraz spotkali sie w jadalni przy lunchu. Pochmurna mina Shanea swiadczyla, ze nadal jest w wisielczym humorze. Lou podala jedzenie i zniknela. Nick mial tylko nadzieje, ze Shane da mu w spokoju zjesc. Dopiero potem sprobuje wyciagnac z niego powod tego zlego nastroju.
Sam byl w doskonalym humorze. I nie chcial, by ktos mu go popsul. To Corrie tak na niego wplynela. Poranne zajecia byly absorbujace, a jednak i tak ciagle o niej myslal. I wcale nie chcial, by bylo inaczej. Bo naprawde kontakt z nia byl czyms odswiezajacym i nadzwyczaj przyjemnym.
Bylo mu z nia wczoraj tak dobrze, ze wcale nie chcial wracac do domu. Gdyby to byla inna dziewczyna, z pewnoscia zostalby dluzej. Znacznie dluzej. Ale Corrie jest tak niedoswiadczona i niewinna, ze musial to uszanowac. Dlatego tak szybko sie z nia pozegnal, wbrew wlasnej woli. Nie nalezy do kobiet, ktore bez problemu ida do lozka z mezczyzna, z ktorym nie maja slubu. Nawet nie chcial sugerowac takiej mozliwosci.
Rozumie jej racje. Przyjmuje je i pochwala. Sam pod tym wzgledem przeszedl pewna przemiane. Z uplywem lat coraz bardziej przemawia do niego tradycyjne podejscie do seksu. Sam seks bez uczucia powoli go rozczarowuje. Owszem, moze byc swietnie, jednak poza fizycznym spelnieniem nie ma nic wiecej. To pozostawia poczucie pustki, jakiegos istotnego braku. Jest bliskosc, czasem czulosc, ale to jeszcze malo. Nie warto o to az tak zabiegac.
Ma kilku znajomych, ktorym sie poszczescilo, bo ich malzenstwa sa naprawde udane. I po nich widzi roznice. Taki zwiazek, oparty na milosci i partnerstwie, to cos nieporownywalnie wiecej niz niezobowiazujace flirty. Inny poziom przezycia i spelnienia. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze w glebi duszy wlasnie tego pragnie. Znalezc towarzyszke na cale zycie, miec udane malzenstwo. Teraz pochlania go ranczo i rozlegle rodzinne interesy, temu sie ostatnio poswiecil. To ogromne wyzwanie. Nie wszystko da sie przewidziec, bywaja wzloty i upadki. Ale generalnie wiedzie mu sie doskonale.
Malzenstwo pod tym wzgledem jest chyba podobne. Choc moze trudniej dopasowac pragnienia i potrzeby dwojga ludzi, nie tylko jednej osoby. Tym wieksze wyzwanie i tym bardziej go pociaga. Chcialby miec zone, zwiazac sie z nia na cale zycie.
Byc moze wlasnie znalazl sie na takim etapie zycia. Przez lata nigdy go to nie ciagnelo, a teraz bezustannie o tym mysli. Z powodu Corrie, rzecz jasna. Nie bedzie sie oklamywac. Ten pomysl podoba mu sie coraz bardziej.
Corrie ma niezalezna nature, a jednoczesnie bardzo powaznie podchodzi do rodziny i zwiazanych z tym zobowiazan. Malo ktora dziewczyna jest taka. Przynajmniej z tych, ktore zna. Corrie poswiecila bardzo wiele ze wzgledu na ojca, ktory naprawde nie okazal jej serca. Czyli mozna zalozyc, ze jeszcze bardziej bedzie oddana mezowi, ktory odplaci jej tym samym.
Mrukliwy glos brata wyrwal go z tych rozmyslan.
– Hej, pytalem cie o cos. Dwa razy. Nie odzywasz sie dzisiaj do mnie czy rozmarzyles sie o Corrie Davis?
W jego tonie byl i sarkazm, i zazdrosc. Choc Nicka najbardziej poruszylo cos innego – jakas dziwna zaborczosc wzgledem Corrie.
I przeswiadczenie, ze ma do niej prawo.
– Nie podoba ci sie, ze sie nia interesuje – podsumowal Nick, bo przeslanie brata bylo dla niego jednoznaczne i klarowne. Popatrzyl na Shanea, czekajac na replike. Shane skorzystal ze sposobnosci.
– Naprawde wiesz, co robisz? – zaatakowal. – Corrie to niewinna dziewczyna.
To go zdenerwowalo.
– Shane, za kogo ty mnie masz? Uwazasz, ze posuwam sie do tego, by deprawowac niewinne panienki?
Shane odlozyl widelec, oparl lokcie na stole.
– Mowie ci tylko, ze ona raczej ma zerowe doswiadczenie z chlopakami. Nigdy bys nie zwrocil na nia uwagi, gdyby nie ta historia sprzed lat. Ubzdurales sobie, ze wyjade z nia i nie wywiaze sie z moich rodzinnych „zobowiazan”.
Wiesz, zaczynam sie zastanawiac, czy nie robisz tego celowo. By odciagnac ja ode mnie.
Dotknelo go to oskarzenie, ale powstrzymal sie przed cieta replika.
– Zalezy ci na niej?
Shane jeszcze bardziej sposepnial.
– Juz ci powiedzialem, ze jeszcze nie wiem. Nie chciales czekac, az sie zdecyduje, i sam zaczales sie do niej zalecac. Nie bedzie ci trudno ja usidlic. Wystarczy, ze kiwniesz palcem. Zawsze podejrzewalem, ze ma do ciebie slabosc.
I chyba rzeczywiscie tak bylo. Szybko ci z nia poszlo, co?
Corrie miala do niego slabosc? Ta informacja sprawila mu nieoczekiwana przyjemnosc. Oczywiscie za nic tego teraz po sobie nie pokaze. Przykro mu, ze Shane tak zle o nim mysli, ale cieszy sie, ze brat staje w jej obronie. To mu sie naprawde podoba. Dlatego nie bedzie mu wytykal niesprawiedliwej oceny.
– Moje zamiary w stosunku do Corrie sa jak najbardziej honorowe.
– To dobrze. Bo skoro tak, to bez problemu skonczysz ten uklad, nim niepotrzebnie sie rozwinie. Nie raz przestrzegales mnie, ze Corrie to nie dziewczyna dla Merrickow, ze szybko mnie znudzi. Kazales miec sie na bacznosci, by przypadkiem nie wpasc. Przypominam ci to teraz, bys wzial to sobie do serca. Jesli skrewisz, bedziesz miec klopoty. Gwarantuje ci to.
Teraz to w Nicku zagotowala sie zlosc. Shane poucza go tak, jakby byl roznamietnionym sztubakiem, a nie starszym o osiem lat bratem.
– Bardzo prosze, sprobuj! – odpalil prowokujaco. Oczy Shanea blysnely niebezpiecznie. Zacisnal usta.