– Nie baw sie nia, Nick.
– Nie wtracaj sie, tylko zajmij sie swoimi sprawami. Shane sciagnal z kolan serwetke i rzucil ja na stol.
– Akurat! Uwazaj!
Popatrzyl na jego zmieniona z gniewu twarz, spiete miesnie. Sam pewnie wyglada podobnie. Zabrneli za daleko i teraz trudno to bedzie zazegnac. Jeszcze chwila, a Shane zazada, by wyszli rozmowic sie na dwor. On zreszta tez ledwie sie powstrzymuje, by tego nie zrobic. Musi natychmiast ochlonac.
– Ciesze sie, ze stajesz w obronie Corrie, ale zapewniam cie, ze w stosunku do niej nie mam zlych zamiarow.
Shane przez kilka napietych sekund badawczo wpatrywal sie w jego twarz. Zlosc powoli ustepowala. Nick mial nawet wrazenie, ze juz zaluje swej gwaltownosci. Shane odetchnal gleboko.
– Do diabla, Nick – powiedzial, bezwiednie bawiac sie widelcem, jakby to, co chcial powiedziec, z trudem przechodzilo mu przez gardlo. – Wiem, ze nie chciales jej skrzywdzic…
– Dziekuje za to stwierdzenie.
Shane popatrzyl na niego z jawna skrucha. Nick widzial, ze brat stara sie powsciagnac emocje.
– Ale chodzi mi o to, ze…
– Chodzi ci o to, ze sie w piej zakochales.
Po tych nieoczekiwanych slowach zapadla cisza. Nick celowo odczekal moment.
– Jednak jestes gotowy wycofac sie, jesli Corrie wybierze innego. Kogos, z kim bedzie szczesliwa.
Shane glosno nabral powietrza, odetchnal gleboko. Odwrocil wzrok.
– No dobrze, Sherlocku. Rozgryzles mnie. Jak tylko znowu zobaczylem Corrie, to az mnie rabnelo. Dlatego nie mam do ciebie pretensji, jesli z toba bylo tak samo.
Niebieskie oczy Shanea patrzyly na Nicka z napieciem. Znowu blyszczal w nich gniew.
– Jesli do tej pory to sie nie stalo, to mam nadzieje, ze sie wycofasz.
Nick popatrzyl na niego uwaznie.
– A jesli na razie nie kocham jej tak jak ty, a jednak sie nie wycofam? Co wtedy? Czy Corrie stanie miedzy nami, bracmi?
– Juz teraz tak jest – zareplikowal Shane. Twarz mu zlagodniala. – Ale ja nie chce, zeby tak bylo.
Od razu go tym udobruchal.
– Ja tez nie chce. Na swiecie sa miliony dziewczyn, wsrod ktorych mozemy wybierac. Ale kazdy z nas ma tylko jednego brata.
Odczekal, az te slowa dotra do Shanea. Widzial po jego minie, ze zlosc mu przeszla.
– Nie chce wystawiac tego na szwank. Jestes moim jedynym bratem. W przeszlosci roznie bywalo, czasem szlo nam jak po grudzie. Nie wiadomo, jak bedzie dalej. Jesli to mialoby pomoc i ulatwic nasze wzajemne relacje, to jestem gotowy zostawic ci Corrie, a samemu wycofac sie z rywalizacji.
Shane popatrzyl na niego zwezonymi oczami, jakby roztrzasajac w duchu uslyszane slowa.
– Co proponujesz? Corrie przypadnie mnie pod warunkiem, ze osiade na ranczu i bedziemy razem prowadzic rodzinna firme?
Nick z przekonaniem kiwnal glowa.
– Tego nie powiedzialem, musze to jednak rozwazyc. Mozesz byc pelnoprawnym wspolnikiem. Podzielimy sie po polowie, wlasnoscia i odpowiedzialnoscia. Trzeba to bedzie starannie przeprowadzic pod wzgledem formalnym, ale owszem, mozemy tak to sobie poukladac.
– Dlaczego chcesz to zrobic?
– Zalezy mi, by moj brat byl tutaj, w rodzinnej posiadlosci. To nasze wspolne dziedzictwo. Zawsze tego chcialem.
Jesli teraz uda sie nam dojsc do porozumienia, gdy chodzi o kobiete, ktorej obaj pragniemy, to bedzie znaczylo, ze w przyszlosci nie groza nam zadne burze. Bo nie wyobrazam sobie trudniejszej sprawy do negocjacji i znalezienia rozwiazania.
Shane przygladal sie bratu w milczeniu. Nie wygladal na przekonanego.
– Jestes na to gotowy?
Nick uciekl spojrzeniem.
– Nie powiedzialem, ze to bedzie latwe. Jednak, jak sam stwierdziles, skoro tak ma byc, to im szybciej sie wycofam, tym lepiej.
– Jasne – ponuro zasmial sie Shane. – Juz widze, jak mieszkamy we trojke pod jednym dachem, codziennie spotykamy sie przy tym stole, spimy w pokojach obok siebie.
Nick popatrzyl na brata. Shane ciagnal dalej:
– Zdajesz sobie sprawe, jak to brzmi? Jakie to jest wyrachowane? Chcesz, zebym tu zostal, wiec podsuwasz mi Corrie, by mnie przekupic. To tylko znaczy, ze chcesz sie nia posluzyc. Do cholery, Nick! Az brak mi slow!
Nick przelknal oskarzenie i naciskal dalej:
– Chcesz miec Corrie i zamieszkac tutaj czy wolisz calkowicie odciac sie od rodzinnych zobowiazan? – Zamilkl i po chwili dodal: – I od Corrie.
Shane wpatrywal sie w Nicka przez dluga chwile, w jego oczach malowaly sie gniew i uraza. Nick patrzyl na niego w milczeniu. Widzial, kiedy do Shanea zaczyna docierac prawdziwe znaczenie tej zagrywki. Wreszcie Shane usmiechnal sie lekko.
– To byl sprawdzian, tak? Testowales mnie. Zostawisz Corrie, jesli osiade na ranczu i razem z toba bede je prowadzic. Chcesz sie przekonac, czy jestem bardziej przywiazany do niej czy do moich planow usamodzielnienia sie i zycia na wlasny rachunek.
Nick nieznacznie skinal glowa.
– Naciskales mnie, bym natychmiast podjal decyzje na temat Corrie, choc sam na razie nie mam w tej sprawie zadnej jasnosci. Teraz ja postawilem cie w podobnej sytuacji. Tak samo nie wiesz, co mogloby wyniknac z pochopnej decyzji, jakie wynikna zagrozenia i konsekwencje. Mysle, ze to jest dla ciebie nauczka. – Shane rozesmial sie w glos. Wesolo. – Nie mozesz sie opanowac, co? Zawsze musisz byc starszym bratem. Jak nie zmuszasz mnie, bym w palacym sloncu kopal doly, to kazesz mi zakosztowac mojego lekarstwa. – Zasmial sie znowu, popatrzyl na Nicka serdecznie. – Ale dzieki za lekcje, bo juz wiem, jaki miales cel. – W jego oczach znowu zapalil sie prowokacyjny blysk. Shane usmiechnal sie i kontynuowal: – A jesli podtrzymam moje plany i mimo wszystko odbiore ci Corrie?
Nick wzruszyl ramionami.
– Zrobisz, jak zechcesz, masz wolna reke. Jestes panem samego siebie. Podobnie jak ja. Nikogo nie zamierzam pytac o zdanie. Wszystko inne nalezy do Corrie. Zrobi, co bedzie chciala. Jest tak samo wolna jak my.
Shane odchylil sie, usmiechnal sie szeroko.
– W porzadku, brachu. Niech sama wybierze. Ale moje ostrzezenie nadal jest w mocy: jesli ja skrzywdzisz, pozalujesz tego.
Nick skinal glowa. Zaczeli jesc.
Rozdzial 11
Spala zbyt dlugo. Mimo ze czekalo ja tyle roboty. Na dzisiejszy dzien zaplanowala mnostwo prac, ktorych nie da sie odlozyc na pozniej. Nie bedzie latwo im sprostac. Tym bardziej ze zupelnie nie miala apetytu i nie mogla sie zmusic do przelkniecia porzadnego sniadania. A to oznacza, ze szybko opadnie z sil. I tak bylo, bo nim uporala sie z porannymi zajeciami i wrocila do domu na lunch, bylo juz po pierwszej.
Wczoraj wedlug planu powinna obejrzec zwierzeta na pastwiskach. Jest za goraco, by ryzykowac samotna jazde na koniu. Bedzie musiala wybrac sie samochodem, w najgorszy zar. Ma tylko nadzieje, ze zadnemu nic nie dolega i obejdzie sie bez weterynarza. Regularnie kontroluje stada, wiec moze nic zlego sie nie dzieje.
Jest jeszcze kilka innych rzeczy, ktore powinna jak najszybciej zrobic. Trudno sie bedzie z nimi uporac w tak krotkim czasie. Na przyszlosc bedzie bardziej rozsadna. Nie moze lekka reka dawac sobie urlopu. Pol dnia stracila na zakupy, wczoraj prawie caly dzien spedzila z Nickiem. A zaleglosci rosna. Naprawde przesadzila. Ma tyle rzeczy do zrobienia, a zachowuje sie jak beztroska trzpiotka. Teraz wezmie sie w garsc.