Weszla do domu, powiesila kapelusz na kolku i ruszyla korytarzem do lazienki.

– Idzcie do kuchni i wstawcie pizze, zeby zaczela sie grzac! – zawolala. – Musze sie troche umyc.

Zamknela za soba drzwi, a po chwili rozlegl sie szum wody.

Shane doskonale orientowal sie w jej kuchni. Umyl rece, wyjal z dolnej szafki blachy i wylozyl na nie pizze. Wsunal pierwsza blache do piekarnika, nastawil temperature i czas. Robil to nie pierwszy raz i z satysfakcja demonstrowal to teraz bratu.

Nick powiesil kapelusz. Corrie nie wychodzila z lazienki. Sam raczej nie bylby zachwycony takimi poznymi goscmi, ale moze Corrie z przyjemnoscia zasiadzie do cieplej pizzy.

Co miala na mysli, mowiac, ze cos zaczyna sie jej klarowac?

Czyzby zamierzala wyglosic jakies oswiadczenie? Wypracowala sobie swoj wlasny punkt widzenia i teraz chce sie go trzymac? Byc moze wczesniej widziala sie z Shaneem albo przynajmniej rozmawiala z nim przez telefon. Moze dotarlo do niej, jak bardzo Shane jest zdeterminowany, by o nia walczyc.

Woda przestala szumiec, po chwili drzwi lazienki sie otworzyly. Corrie weszla do kuchni i usmiechnela sie do Shanea.

– Dzieki za przywiezienie pizzy. Juz wspaniale pachnie.

– Mam nadzieje, ze nadal lubisz potrojne pepperoni.

– Juz dawno nie jadlam pizzy. Super, ze ja przywiozles. – Przeniosla spojrzenie na Nicka. – No to siadajcie przy stole.

Shane jej przerwal.

– Nie, wy usiadzcie. Przygotuje napoje i zabawie sie w kelnera. Zaraz wszystko bedzie gotowe.

Corrie usmiechnela sie. Czula sie troche niezrecznie, ale coz miala robic. Przez caly dzien myslala o Nicku. A potem o Shanie i tamtym pocalunku. O ich wczorajszej rozmowie. Doszla do wniosku, ze jednak mial do niej zal o to, ze spedzila dzien z Nickiem, choc rozczarowanie probowal pokryc zartem.

Po dzisiejszym dniu padala z nog, ale gdy ujrzala ich obu na ganku, nagle wszystko zaczelo sie jej ukladac. Intuicyjnie domyslala sie, o co w tym wszystkim chodzi. Zreszta wystarczylo spojrzec na braci. Sa spieci, choc staraja sie to ukryc. Wrecz czuje niechec, czy nawet wrogosc Shanea w stosunku do Nicka. Zas Nick jest dziwnie wyciszony i zdystansowany.

Usiadla na swoim miejscu, oparla sie wygodnie. Cieszyla sie, ze ten ciezki dzien wreszcie sie konczy. Starala sie nie patrzec ani na Shanea, ani na Nicka. Jeden i drugi ponury jak chmura gradowa. O co im poszlo?

Marzyla tylko o tym, by jak najszybciej polozyc sie do lozka.

Shane postawil napoje na stole i rozlozyl talerze. Wyjal pizze z piecyka, ukroil dwa kawalki. Nalozyl jej na talerz, a potem podal noz Nickowi.

– Odkroj sobie sam. Zapomnialem o serwetkach.

Przez caly dzien nie miala apetytu, ale teraz z przyjemnoscia posypala ciasto papryczkami i serem. Ugryzla pierwszy kes i nagle poczula, jak bardzo jest glodna.

Shane usiadl, nalozyl sobie porcje. Corrie jadla z apetytem. Shane i Nick toczyli niezobowiazujaca rozmowe, do ktorej od czasu do czasu wtracala pare slow. Czula na sobie ich wzrok. I wibrujace miedzy nimi napiecie.

Wreszcie rozmowa ucichla, po czym zapadla ponura cisza. Corrie starala sie pozbierac mysli. Czula sie syta i wzmocniona. Jeszcze raz podziekowala Shane’owi za przywieziona kolacje.

– Pizza byla pyszna – powiedziala. – Najadlam sie jak bak – dodala, usmiechajac sie do niego. – Jest mi tylko troche niezrecznie, bo to, co teraz powiem, pewnie nie przypadnie wam do gustu. Nie chce was zdenerwowac i mam nadzieje, ze mnie zrozumiecie. – Popatrzyla na Nicka. Odnosze wrazenie, ze dzieje sie cos, czego nie moge zaakceptowac.

Napiecie miedzy nimi jeszcze sie wzmoglo. Corrie bawila sie szklanka.

– Czy doszliscie juz do porozumienia w sprawie waszego rancza i planow Shanea?

Gdy to powiedziala, podniosla wzrok na Nicka, a po chwili spojrzala na Shanea. Zmuszala sie, by zachowac spokoj, co wcale nie bylo latwe. Obaj bracia mieli zaciete twarze i ponury wzrok. Czyli nadal sie spieraja.

– Nasunelo mi sie kilka spostrzezen – ciagnela cicho. Swoje opinie mozecie wyrazic pozniej, bo ja musze isc sie polozyc.

Popatrzyla na Nicka i rzekla prosto z mostu:

– Chcesz zatrzymac Shanea i budzisz w nim wyrzuty sumienia, bo sam czujesz sie winny. Moze dlatego, ze wasz ojciec nie obdzielil was po rowno. Mam poczucie winy, bo moze to z mojego powodu Shane zostal niesprawiedliwie potraktowany. Mysle tez, ze masz do niego zal, bo ty przez cale lata zajmujesz sie rodzinnymi interesami, a on buja w oblokach i nic go to nie obchodzi. Byc moze nawet wprost odmowil wszelkiej pomocy. A ty masz poczucie, ze odpowiedzialnosc w polowie spoczywa na nim. I nie mozesz pojac, czemu chce zaczac cos na wlasny rachunek, skoro macie taka ogromna posiadlosc. Uwazasz jego plany za nieodpowiedzialne i glupie.

Starala sie nie skupiac za bardzo na kamiennej twarzy Nicka. Odetchnela z ulga, gdy Nick nie zabral glosu.

– Przechodzac do ciebie, Shane. Mysle, ze jeszcze nie do konca pogodziles sie z tym, co bylo. Musiales sluchac ojca i starszego brata. Dlatego teraz tak bardzo dazysz do samodzielnosci. Nie chcesz, by ktokolwiek mowil ci, co masz robic. Nawet brat. Tylko ze brata nasz jednego. Sprobuj postawic sie na jego miejscu. Czuje sie winny, nie rozumiesz tego? Po wypadku waszego ojca wszystko spadlo na niego. Stal sie odpowiedzialny za rodzinny interes i za ciebie. Moze jemu to tez wcale nie odpowiadalo, moze wolalby byc dla ciebie po prostu bratem? Zycie wam niczego nie poskapilo, ale tego nie doceniacie. Nie dociera do ciebie, jak szlachetnie zachowal sie Nick, proponujac ci pelne partnerstwo i uklad pol na pol?

Oczy Shanea zalsnily nagle niebieskim ogniem. Czula, ze jeszcze chwila, a przegra. Teraz jednak przyszla pora na Nicka. Oby tylko nie pomyslal, ze na jej slowa wplynal gniew brata.

– A ty, Nick, naprawde nie widzisz, jak bardzo Shane jest podobny do ciebie? On ma swoje plany, swoje marzenia.

Niestety sprzeczne z tymi, jakie ty dla niego stworzyles. Nie moge pojac, czemu musicie walczyc z soba, zamiast zgodzic sie na jakis rozsadny kompromis. On jest przeciez twoim jedynym bratem. I to naprawde wstyd, ze nie chcesz wyjsc mu naprzeciw. Zreszta moze nawet bys chcial, ale czy on o tym wie?

Popatrzyla teraz na obu.

– Jestescie szczesciarzami. Przepraszam za slowo, ale macie cholerne szczescie, bo macie siebie. Ja oddalabym wszystko, by miec brata czy siostre. Mysle, ze umialabym znalezc wyjscie z takiej sytuacji jak wasza. Nigdy nie mialam takich problemow, bo zawsze bylam sama. Nie mam nikogo, z kim musialabym sie liczyc. Dlatego moge myslec tylko o sobie, bo nikogo nie skrzywdze.

Odsunela krzeslo i wstala.

– Gdy zobaczylam was tutaj razem, jeszcze jedno mi sie nasunelo. Ja tylko niepotrzebnie komplikuje sytuacje. Poki nie dojdziecie z soba do porozumienia, nie mam zadnej pewnosci, czy moge wam wierzyc. Bo kazdy z was ma swoje racje. Przez te ostatnie dni wiele sie wydarzylo. Nie obrazcie sie, mysle jednak, ze obaj w jakichs sposob mnie wykorzystujecie. Bo nie chcecie postawic sprawy jasno. Byc moze manipulujecie mna przeciwko sobie. Nie wiem, czy tak jest, zreszta to wasza sprawa. W kazdym razie prosze, byscie nie przyjezdzali tutaj, poki sie nie dowiem, ze jednak doszliscie do porozumienia.

Shane odezwal sie pierwszy.

– Corrie, skar…

– Jesli sie myle, to trudno – uciela Corrie, zaciskajac palce na oparciu krzesla. Wbila wzrok w blat, by nie patrzec na braci. – To nie zmienia faktu, ze nie chce was tu widziec ani miec z wami do czynienia ze swiadomoscia, ze stoje posrodku. I tak powiedzialam wiecej, niz chcialam. Teraz musze isc spac. Dobranoc.

Odetchnela z ulga, slyszac, ze odstawiaja krzesla. Nie patrzyla na braci, ale powstrzymala Shanea, ktory zaczal sprzatac ze stolu.

– Dzieki, sama to zrobie. Nastepnym razem ja stawiam pizze.

Zaden z nich nie probowal podjac dyskusji. To ja cieszylo. Pozegnali sie i wyszli. Corrie posprzatala ze stolu. Slyszala, jak zapalaja silniki i ruszaja spod domu.

Chyba nie pomylila sie zbytnio w ocenie Merrickow. Obu Merrickow. W niewielu slowach powiedziala, ze wedlug niej Nick posluguje sie nia, by wplynac na Shanea. Nie tylko dlatego, ze byla tego pewna, ale tez dlatego, ze bardzo by tego nie chciala. Wprawdzie Nick zaprosil ja na kolacje, by zrobic niespodzianke Shane’owi, jednak przyznal, ze jego motywy byly inne. Potem ja przeprosil.

Wierzy w jego poczucie honoru, ale nie powinna byc bezkrytyczna. Jest swiadomy wlasnych racji, jednak

Вы читаете Braterska przysluga
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату