Zdrowie twoje i naszego Korpusu W ktorym z duma sluzymy; W wielu potyczkach walczylismy o zycie I nigdy nie stracilismy zimnej krwi; Jesli Armia i Marynarka Kiedykolwiek spojrza na kraine Niebios; Zobacza, ze ulic strzega tam MARINES STANOW ZJEDNOCZONYCH. Hymn piechoty morskiej Ratom Gap, Georgia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III 14: 53 czasu wschodnioamerykanskiego letniego, poniedzialek, 28 wrzesnia 2009

Gunny Pappas zsunal sie do okopu i rozejrzal. Przed soba mial do polowy wykopana jame; celna hiperszybka rakieta zabila kopiacego ja zolnierza. Jego pancerz byl gdzies z tylu, na stosie zbroi pozostalych pechowcow, ktorzy tego dnia zginali.

Pappas nie sadzil, zeby udalo mu sie dobiec do jamy.

— Batalion, ogien ciagly.

Posleeni wciaz przelewali sie przez waska szczeline, ale juz wolniej, a batalion zmniejszyl natezenie ognia, zeby oszczedzac amunicje i energie. Teraz jednak wszystkie karabiny odezwaly sie pelnym glosem, wypelniajac waskie przejscie strugami srebra.

Posleeni usypali juz wal z cial swoich zabitych, gdzieniegdzie wysokosci czlowieka. Od czasu do czasu wyciagali z niego dzialajaca bron i wydzierali strzepy ciala jako racje polowe. Kiedy stalo sie jasne, ze cos ma sie wydarzyc, ruszyli w strone okopow piechoty, wdrapujac sie na stos trupow.

A zolnierze nie czekali z zalozonymi rekami. Smugi srebra najpierw wytropily Wszechwladcow, a potem przeoraly mase Posleenow, powiekszajac gore trupow.

Kiedy natarcie znow sie zatrzymalo. Pappas uslyszal kolejna komende.

— Wszyscy sprawni, wycofac sie i przegrupowac.

Wcisnal kolejny magazynek w gniazdo karabinu i kontynuowal ogien, a tymczasem zielone kropki na ekranie taktycznym zaczely sie wycofywac. Zolnierze poruszali sie szybko; wyskakiwali z okopow i biegli, nisko schyleni. Mimo ognia pietnastu zolnierzy, ktorzy pozostali w okopach, Pappas zobaczyl, ze ikona jednego pancerza — potem dwoch, pieciu — robi sie czerwona. Reszta batalionu na szczescie dobiegla do zalomu gory i zniknela z jego ekranu.

Posleeni nie czekali. Slyszac okrzyk, ze pancerze sie wycofuja, sily zebrane za walem trupow podwoily wysilki, gramolac sie na sterte cial i biegnac naprzod.

Ogien, ktory ich przywital, nie byl jednak wystarczajacy; niektorym Posleenom udalo sie przedrzec blizej, potem pojawili sie nastepni i nastepni.

— Hmmm… — zamruczal Pappas, wyciagajac nastepny magazynek i wciskajac go w gniazdo karabinu, kiedy poprzedni, pusty, wypadl na ziemie. — „Jesli Armia i Marynarka kiedykolwiek spojrza na kraine Niebios… „.

Posleeni ostro nacierali. Wiekszosc z nich odrzucila strzelby, dzialka i wyrzutnie rakiet i wyciagnela miecze borna, choc ogien pancerzy wciaz ich kosil dziesiatkami. Ale kazdy kolejny skoszony lan byl coraz blizej. Piecdziesiat metrow, trzydziesci, dziesiec, piec…

— „Jesli Armia i Marynarka kiedykolwiek spojrza na kraine Niebios…” — zanucil sierzant, kiedy pierwszy normals dobiegl do jego okopu. Rozwalil go struga srebrnego ognia, ale za nim biegl nastepny i nastepny, a tymczasem na ziemie wypadl juz pusty magazynek. — „…Zobacza, ze ulic strzega tam Marines Stanow Zjednoczonych”.

* * *

Poniewaz przygotowania do przetransportowania sprzetu na Black Rock Mountain szly dobrze, Tommy mogl sobie pozwolic na chwile czasu dla siebie i zabrac Wendy na spacer.

Kiedy zbocze zrobilo sie prawie pionowe, korzystajac z tego, ze ma zapas mocy, wlaczyl na full swoj system antygrawitacyjny i po prostu przelecial nad iglica.

— To bylo bardzo podniecajace — powiedziala Wendy, kiedy wyladowali na waskiej granitowej polce porosnietej rzadkim mchem i wyrastajacymi wprost z kamienia poskrecanymi mlodymi drzewkami. W swietle wschodzacego ksiezyca miejsce to nie wygladalo zbyt goscinnie; wiatr szeptal o sylfach i zywiolakach, a porosty desperacko szukaly oparcia w szarym podlozu.

— Dobra, Supermanie, co to za tajemnica?

— Wlasciwie to nie jest tajemnica — powiedzial Tommy, zdejmujac helm. — Po prostu… nie zostalo nam wiele czasu.

Przerwal i spojrzal na poludnie. Mimo szumu mocnej, zimnej bryzy co jakis czas slychac bylo, jak w Gap przewalaja sie posleenskie hordy.

— Kiedy wrocimy… wlasciwie nie bedziemy mogli wiele zrobic. Tylko… okopac sie i trzymac.

— Chcesz powiedziec, ze kiedy pojdziesz, juz nie wrocisz? — spytala Wendy, zakladajac wlosy za ucho. Powiew wiatru chwycil jasne wlosy dziewczyny, ktore bezskutecznie ukladala, i rozwial je.

— Chyba… chyba tak, kochanie. — Tommy wlaczyl jarzeniowke i spojrzal Wendy w oczy. Byly magnetyzujaco niebieskie. Tak dawno ich nie widzial, ze niemal juz zapomnial, jak bardzo sa niebieskie. — Juz wczesniej bywalo zle. Zawsze byla szansa, ze sie zarobi kulke. Ale teraz…

— A wiec przyprowadziles mnie tutaj, zeby mi powiedziec, ze mnie zostawiasz? — Wendy poglaskala go po twarzy. Zelowa wysciolka pancerza wykonywala wszystkie zabiegi higieniczne, w tym rowniez golenie. Tommy musial sie golic dwa razy dziennie, ale pod opieka pancerza twarz mial gladka jak niemowle.

— Chyba tak — odparl. — I… wiesz, nam sie spieszy. Nie mamy duzo czasu, ale…

— Tommy — powiedziala, sciagajac przez glowe koszule i rozpinajac stanik. — Zamknij sie i wyskakuj z tej cholernej skorupy.

* * *

Mosovich staral sie zachowac powaga, kiedy porucznik i jego pani dolaczyli do nich na szczycie wzgorza; gdyby mial okazje, prawdopodobnie tez by ja wykorzystal.

— Milo znow was widziec, poruczniku — zachichotal Mueller.

Tommy mial dosc przyzwoitosci, zeby troche sie zawstydzic, ale Wendy tylko usmiechnela sie leniwie.

— Pewnie pora sie zbierac, co? Mam nadzieje, ze to sie da tak zalozyc, zebym sobie nie zrobil wiecej siniakow — powiedzial porucznik.

Mueller zakaszlal, a Shari zlosliwie zachichotala.

— Mnie to wyglada na samookaleczenie.

— Alez skad, sam sobie tego nie zrobil — powiedziala Wendy i mrugnela.

— Jesli jestescie gotowi — powiedzial Sunday, patrzac na skrzynie, a potem na McEvoya — pora ladowac.

Podniosl jedna skrzynie i przymocowal ja klamra grawitacyjna do boku pancerza Kosiarza, potem dolozyl druga z drugiej strony. Po chwili znalazl jeszcze miejsce na trzecia. Potem zrobil to samo z Pickersgillem, po czym kazal im zaladowac na niego jeden power pack, skrzynie z amunicja i skrzynie z bronia, teraz owinieta w brezent. W koncu trzy pancerze byly gotowe; wygladaly jak jakies wielkie robaki, ktore probuja sie ukryc pod skrzyniami.

Potem z pewnym trudem Tommy i Kosiarze pomogli pozostalym zarzucic ladunek na plecy. Skrzynie byly

Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату