ciezkie, wazyly po osiemdziesiat kilo i nie mialy szelek do noszenia. Ale przypinajac je do pustych stelazy plecakow, w koncu jakos zarzucili je sobie na plecy. Byly wyjatkowo nieporeczne, ale jakos dawaly sie niesc.

— Idziemy — powiedziala Elgars, nachylajac sie do przodu pod ciezarem skrzyni.

— Dbaj o dzieci. — Shari przesunela swoja skrzynie; szelki wrzynaly jej sie w plecy, a nogi juz zaczynaly sie pod nia uginac.

— Bede o nie dbac — zapewnila ja Cally. — Uwazajcie na siebie, dobrze?

— Bedziemy uwazac — powiedzial Mosovich. — A ty nie wychylaj sie za bardzo.

— Zrobi sie.

Sunday obejrzal wszystkich, a potem spojrzal na Elgars.

— Pani kapitan, pani prowadzi.

— Cally, wracaj do skladu — rozkazala Elgars. — Ruszamy.

I ruszyla, stawiajac ostroznie stopy. Jedno poslizgniecie z tym cholernym pudlem na plecach i zamieni sie w stos polamanych kosci.

— Pamietam, ze wpisywalem to na liste przyszlego zatrudnienia — powiedzial Mosovich, poprawiajac ciezar i probujac wygodniej ulozyc swoj AIW.

— Co takiego? — spytal Mueller. Z calej grupy jemu najmniej przeszkadzalo obciazenie.

— Zawod szerpy — zasmial sie sierzant. — Zawsze chcialem nosic czyjes bagaze po wertepach.

— Wiesz, zaloze sie, ze bywaja lepsze sposoby prowadzenia wojny — powiedzial Mueller.

* * *

Doktor Miguel „Mickey” Castanuelo byl fanatykiem.

Po raz pierwszy ujrzal Stany Zjednoczone z dziobu przechylonej na bok z przeladowania lodzi. A jesli byl jakis widok piekniejszy niz niewyrazny zarys ladu na horyzoncie, to byl nim kuter strazy przybrzeznej, ktory pojawil sie w chwili, kiedy cieknaca lajba zaczynala juz tonac.

Lodz przewozila jedna z ostatnich „oficjalnych” grup uchodzcow z castrowskiej Kuby; miesiac pozniej wszelkie przeprawy zostaly zakazane. Ojciec Miguela, Jose Castanuelo, byl lekarzem i padl ofiara jednej z najbardziej ulubionych porewolucyjnych zabaw, zwanej „zlap batistowca”.

Doktor Jose Castanuelo nie mial nic wspolnego z rzadami Batisty, ale kiedy jeden z kolegow na niego doniosl, wiedzial, ze to tylko kwestia czasu, kiedy trafi do „obozu reedukacyjnego”. Zaladowal sie wiec z cala rodzina na chybotliwa lodz i ruszyl w strone wolnosci.

Zdobyty na Kubie tytul doktora medycyny byl w Stanach Zjednoczonych zaledwie ciekawostka, ale Jose nie pozwolil, zeby to mu stanelo na drodze. Znalazl sobie sponsorow w Atlancie w stanie Georgia i przeprowadzil sie tam razem z bliskimi. Potem wraz z zona, ktora pochodzila z dobrej rodziny i nigdy dotad nie przepracowala nawet jednego dnia, znalezli sobie posady w restauracjach. Jose rozpoczal wieczorowe studia na Uniwersytecie Stanu Georgia, a potem w Emory podczas gdy jego dzieci, dzieki darom parafii, zaczely sie uczyc w szkole podstawowej Chrystusa Krola, a potem w liceum Papieza Piusa X.

Jose skonczyl Emory (cum laude) i poszedl do szkoly medycznej. Po pierwszym roku jego profesorowie zorientowali sie, ze maja do czynienia z doswiadczonym kolega po fachu, ktory uwiazl w biurokratycznym koszmarze. Dalsza nauka w szkole medycznej poszla juz jak po masle. Jose otrzymal drugi tytul doktora, zostal w Emory i w koncu dochrapal sie profesury. Tymczasem jego zona otworzyla modna i dochodowa kubanska restauracje. Ich wspolne dochody wreszcie pozwolily im odrobic to, co stracili blisko dziesiec lat wczesniej, Miguel Castanuelo szybko calkowicie sie zamerykanizowal. Latynoska spolecznosc Atlanty w latach szescdziesiatych i siedemdziesiatych byla nieliczna i jego ojciec nie zamierzal go wychowywac jako „odrebnego, lecz rownego” obywatela. Miguel szybko zostal Mickeyem, rzadko mowil po hiszpansku w domu, a poza nim nigdy. Gral w futbol i niczym nie roznil sie od wszystkich Chadow, Tommych i Blake’ow, dopoki komentator nie probowal wymowic jego nazwiska. Na ostatnim roku w Sw. Piusie stalo sie to swoista zabawa. Za kazdym razem, kiedy na jakims wyjazdowym meczu komentator sie mylil, wszyscy kibice Piusa ryczeli chorem „Ka-sta-nu-ej-lo!”.

Miguel postanowil, ku zgryzocie swoich rodzicow, ze po szkole pojdzie do wojska. Mickey bowiem nie tylko zostal zamerykanizowany, stal sie gorliwym patriota. Wiedzial, ze wszystko, co ma w jego zyciu jakies znaczenie, zawdziecza kutrowi strazy przybrzeznej, ktory zaryzykowal wyplyniecie w burzliwe morze, zeby uratowac jego i jego rodzine, sponsorom, ktorzy powitali ich z otwartymi ramionami, i spoleczenstwu, ktore dalo jego ojcu tak rzadka w zyciu druga szanse. Czul, ze musi splacic dlug wdziecznosci i odbyc sluzbe w Armii jeszcze przed pojsciem na studia.

Jednak w pierwszej klasie liceum pojawil sie na lekcji fizyki ojciec jednego z jego kolegow. Byl on starszym oficerem marynarki Stanow Zjednoczonych, stacjonujacym w zdecydowanie ladowym Instytucie Techniki Stanu Georgia. Mowil o mozliwosciach zrobienia kariery w Marynarce, ktora wciaz goraczkowo poszukiwala mlodych, bystrych ludzi, ktorzy daliby sobie rade z trudami studiow w Georgia Tech. Byla to jedna z najlepszych szkol zajmujacych sie wytwarzaniem energii jadrowej. Marynarka obiecywala pokryc koszty studiow tych zdolnych mezczyzn (i kobiet), ktorzy poswieciliby jej szesc lat swojego zycia.

Miguel szybko podpisal odpowiednie papiery.

Bez trudu przyjeto go do Georgia Tech, bo na tescie SAT dostal 1527 punktow, a srednia GPA mial 3.98 (raz dostal na koniec roku B, czyli czworke, z laciny). Po czterech latach ukonczyl studia z tytulem magistra wytwarzania energii jadrowej. Potem poszedl do szkoly Marynarki — „dopiero my was nauczymy, co to znaczy wytwarzanie energii” — a nastepnie wstapil na sluzbe do Floty i znalazl sie na atomowym okrecie podwodnym, gdzie zaczela sie jego milosc do robienia ludziom dowcipow.

Niestety, wkrotce wyrzucono go na lad, gdyz stwierdzono u niego nie wykryte wczesniej szmery w sercu. Nie wiedzac, co ze soba zrobic, Miguel wrocil na Georgia Tech i zrobil doktorat z fizyki jadrowej. Potem trafil na Wydzial Energetyki, ale tam zmienil zainteresowania z technologii wytworstwa na bron.

Ostatecznie znalazl sie w Oak Ridge, ktore nie zajmowalo sie juz produkcja uzbrojenia, lecz badaniami. Z Oak Ridge przeniosl sie na Uniwersytet Stanu Tennessee; zaczal tez oficjalnie kibicowac tamtejszej druzynie futbolowej. Uniwersytet miescil sie tuz obok placowek rzadowych i od dawna z powodzeniem dostarczal im pracownikow. Nastepna dekade Miguel spedzil na przenoszeniu sie z jednej placowki do drugiej, a jego teoretyczne badania stawaly sie coraz bardziej ezoteryczne. A przynajmniej tak sie wszystkim wydawalo.

Kiedy nadeszly wiesci o posleenskiej inwazji, uznal, ze znow powinien zalozyc blekitny mundur; warunki walki na pokladzie okretu kosmicznego byly tak podobne do warunkow panujacych na okretach podwodnych, ze Flota w pierwszej kolejnosci rekrutowala podwodniakow. Zamiast tego jednak zostal na uniwersytecie i w Oak Ridge, bo tam mogl sie bardziej przy — dac. Jego „teoretyczne” badania dotyczyly bowiem produkcji, przechwytywania i wykorzystywania antymaterii.

Mickey w glebi ducha byl „zielony”. Zdawal sobie sprawe, ze zloza paliw kopalnych sa ograniczone, a same paliwa koszmarnie niszcza srodowisko, i to wcale nie przez tak szeroko naglosniony „efekt cieplarniany”, ktory byl wymyslem niedouczonych populistow, lecz przez wydobycie i dystrybucje paliw. Nie wspominajac o przesyle, w ktorym Knoxville w stanie Tennessee mialo swoj niemaly udzial. Byl jednak realista i wiedzial, ze aby zastapic paliwa kopalne, trzeba by czegos rownie wydajnego lub jeszcze lepszego.

Jedynym sensownym rozwiazaniem wydawala sie antymateria. Mozna ja bylo produkowac w odludnych miejscach przy uzyciu energii jadrowej, a takze latwo i tanio przewozic. Drobina antymaterii wielkosci scinka paznokcia byla w stanie zasilic samochod (nawet latajacy samochod, ktory polozylby kres komunikacyjnym korkom) przez caly okres jego eksploatacji. Oczywiscie, gdyby uklad utrzymywania antymaterii zawiodl, samochod zamienilby sie w jadrowa ognista kule, ale to juz byla sprawa dla inzynierow.

Prawdziwym problemem, na ktory zwracali uwage koledzy Miguela, bylo wytwarzanie i kontrolowanie duzych ilosci antymaterii, a dopoki nie wiadomo bylo, jak to robic, poruszali sie w sferze science fiction.

Wraz z przybyciem Posleenow, Indowy, Darhelow i Tchpth stalo sie jasne, ze „dziwaczne pomysly” Mickeya wcale nie sa fikcja naukowa. Indowy potrafili produkowac i mikrokapsulowac antymaterie.

Jak sie okazalo, technologia wytwarzania antymaterii byla banalna i ludzie byli w stanie bez problemu ja zrozumiec. W kontakcie ze „zwykla” materia antymateria przeksztalcala cala swoja mase w energie. Co wiecej, dzieki mikrokapsulowaniu mozna bylo miec pewnosc, ze jesli kapsulka zawiedzie, nie dojdzie do olbrzymiej jadrowej eksplozji. Jednak przechowywanie antymaterii okazalo sie nielatwe; jedynie Indowy wiedzieli, jak to robic.

Po roku studiowania technik Indowy (na tyle, na ile na to pozwalali) Miguel poczul sie sfrustrowany. Indowy

Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату