A wiec skad bral prad? W takich okolicach elektrycznosc jest cholernie rzadka rzecza, a tymczasem u Papy O’Neala dzialaly wszystkie sprzety w domu i systemy bezpieczenstwa. Uznalem, ze ma generator.
— I mial — powiedzial Tommy. — Pewnie generator antymaterii.
Odciagnal ostatni kawal betonu i przylozyl dlon do zamka plastalowych drzwi, ktore poslusznie sie otworzyly.
— Jezu Chryste — mruknal Mosovich, zagladajac do tunelu. Sciany z szarej plastali, na oko pietnastocentymetrowej grubosci, dorownywaly wytrzymaloscia pancerzowi kosmicznego krazownika. Sklad mial jakies osiem metrow glebokosci i cztery szerokosci, i od podlogi po sufit byl zaladowany skrzyniami Indowy. Na wiekszosci z nich byl skomplikowany wzor przypominajacy celtycka brosze, oznaczajacy systemy utrzymywania antymaterii. W skrytce bylo jej tyle, ze mozna by wysadzic w powietrze cala Georgie…
— Fiuuu — zagwizdal Mueller. — Nic dziwnego, ze opancerzyl to jak fortece.
— To wszystko amunicja? — spytala cicho Cally.
— Aha. — Tommy sciagnal z gory skrzynie i otworzyl ja. — To zyla zlota; to standardowa amunicja do karabinow grawitacyjnych z inicjatorami antymaterii. Gdyby ktoras z tych skrzyn wybuchla, nie byloby juz tej gory. — Spojrzal na tysiace ladunkow w skrzyni i pokrecil glowa. — McEvoy, przywlecz tu dupe i zobaczmy, co my tu mamy.
Zawartosc skrytki czesciowo przeniesiono do zewnetrznej jaskini, gdzie materialy posortowano wedlug przydatnosci. Pierwszorzedne znaczenie mialy power packi z antymateria. Wedlug specyfikacji, kazdy z nich powinien wystarczyc kompanii piechoty mobilnej na pelne cztery dni dzialania w standardowym terenie. Biorac pod uwage moc pobierana przez bron, pozostalym pancerzom powinno wystarczyc energii na jakies szesc dni.
Druga w kolejnosci byla standardowa amunicja do karabinow. To byl „dobry towar”, produkcja Indowy, z systemem zasilania kazdego pocisku, co oznaczalo,. ze przy prowadzeniu ognia pancerze nie beda musialy czerpac z wlasnych zasobow energii.
Na koncu byla amunicja dla Kosiarzy. Kosiarze, tak samo jak MetalStormy, zuzywali olbrzymie ilosci amunicji.
Tommy uznal, ze stosujac klamry, kazdy pancerz bedzie w stanie zabrac po trzy pakiety antymaterii (wielkosci sporej walizki) i dwie skrzynie amunicji. Nie opancerzeni ludzie prawdopodobnie beda mogli uniesc po jednym pakiecie amunicji, co razem dawalo dwadziescia sztuk. On sam postanowil zabrac osiemnascie zwyklych pakietow i dwa dla Kosiarzy, oba z fleszetkami.
W skladzie lezala tez duza skrzynia z oznaczeniami broni. Tommy popatrzyl na nia i usmiechnal sie.
— Przekaznik? — powiedzial.
— Tak, Tommy? — odparlo urzadzenie glosem Wendy.
— Czy mozesz… skasowac czesc informacji o tym skladzie? Albo zmodyfikowac informacje o tym, co bedziemy ze soba zabierac?
— Moge — odparl przekaznik — ale juz zaladowalam dane.
Tommy zmarszczyl czolo.
— Dobrze, wiec zmien spis tego, co zabieramy. Zamiast tej rzeczy wstaw skrzynie amunicji dla Kosiarzy.
— Dobrze, Tommy. A powiesz mi, dlaczego?
— Bo nie chce, zeby Posleeni wiedzieli, ze to mamy. — Porucznik wyszczerzyl w usmiechu zeby. — Dopilnuj, zeby inne przekazniki tez tego nie pokazaly.
— Sprobuje.
— McEvoy, mam dla ciebie specjalne zadanie — powiedzial Sunday.
— McEvoy, razem z Pickersgillem przeniesiecie pakiety na szczyt wzgorza. Sczepcie je po prostu klamrami i zawleczcie tam.
Kiedy dwaj zolnierze wzieli sie do roboty, Tommy odwrocil sie do grupy uciekinierow.
— Kazdy dorosly musi zabrac jeden pakiet.
— Da sie zrobic — powiedziala Elgars. — Dokad?
— To bedzie kawalek drogi — przyznal Sunday. — Musimy przeniesc je na druga strone doliny, na zbocze Lookout Mountain.
Wywolal mape i oznaczyl punkt docelowy.
— Rozumiem, ze nie mowi pan o tej gorze w Tennessee — powiedziala ostro Shari.
— Nie, to popularna nazwa gor — odparl tym samym tonem Tommy. — Nie podoba sie pani, ze zostawiamy dzieci?
— Bardzo. Nie po to zabralam je z tamtego domu wariatow i ciagnelam przez gory, zeby teraz zabil je jakis zablakany Posleen.
— Shari, najpierw musialby mnie zabic — powiedziala Cally. — Jestem silna, ale nie tak silna, zeby niesc taka skrzynie, wiec zostane. — Poklepala Billy’ego po ramieniu i wyszczerzyla w usmiechu zeby. — A Billy bedzie mnie bronil.
Chlopiec pokiwal glowa i odpowiedzial usmiechem. Po pierwszym ladowaniu Posleenow we Fredericksburgu doznal powaznej blokady mowy. Ostatnio zaczelo mu to przechodzic, ale wciaz nie odzywal sie, jesli nie musial.
— Ciesze sie, ze tu bedziesz, ale…
— Shari — przerwala jej Wendy. — Ja tez tam bylam i takze nie chce, zeby dzieciom cos sie stalo. Ale gdybym miala do wyboru zostawic ciebie albo Cally…
— Zostawilabys Cally — dokonczyla Shari. — Rozumiem. Ale nie sadze, ze Cally powinna tu zostac sama. A jesli Posleeni naprawde przyjda? Niech zostanie jeszcze Mueller albo Mosovich.
— Prosze pani, ja pania rozumiem — powiedzial Tommy, — ale musimy to wszystko zaniesc batalionowi. I to jak najszybciej. — Odsunal sie na bok, gdyz wysuwajace sie z jaskini szare skrzynie zrzucily kawal mokrej ziemi na polke przed wejsciem.
— Musimy zabrac tyle, ile sie da; jest tam ku… duzo Posleenow do zabicia. Jesli my ich nie zatrzymamy, nie bedzie mialo znaczenia, w jakiej jaskini sie schowacie, i tak przyjda…
— We Fredericksburgu chowanie sie wystarczylo — powiedziala Shari.
— Tylko dlatego, ze piechota mobilna nas wyciagnela — wyjasnila jej Wendy. — Ten sam oddzial, skoro o tym mowa, ktory teraz jest w Gap.
— A to juz niesamowity zbieg okolicznosci — wyszczerzyl zeby Mueller. — Shari, nie mozemy zostac. A ty naprawde niewiele pomozesz Cally, jesli z nia zostaniesz. Musisz nam pomoc niesc skrzynie.
Shari westchnela i spojrzala na dzieci. Pomimo ich zdolnosci regeneracji sil, jeszcze przez jakis czas nie beda mogly sie porywac na dalsza wyprawe.
— Dobrze, juz nie bede marudzic — powiedziala do Tommy’ ego. — Ale jesli spadnie im chocby wlos z glowy…
— Nie spadnie — powiedziala cicho Cally. — Juz ja sie o to postaram, Shari. Obiecuje.
— Slyszalam w zyciu juz wiele obietnic. — Shari znow westchnela. — Wiem, ze sie postarasz, ale to wcale nie znaczy, ze ci sie uda.
— Zwyciestwo nie zawsze oznacza przezycie — odparla Cally, wzruszajac ramionami. — Dam sobie rade.
8