SheVa nie walczyla tak zaciekle podczas odwrotu. Wszyscy wyszkoleni piloci tenarali i oolt’pos zostali zabici, a w natarciu stracono wiekszosc elitarnych oolt’ondarow. Nie pozostalo zatem nic innego, jak wrocic do starej metody „szarza i smierc”.

Nie po raz pierwszy, ale pierwszy raz tak jasno i wyraznie, Orostan poczul przygnebienie. Co za marnotrawstwo, co za niewiarygodne marnotrawstwo. Swietni kessentaiowie, mlodzi Posleeni, ktorych on sam wyszkolil, teraz nadawali sie tylko na thresh do rozdzielenia miedzy horde.

— Pancerze przygotowuja sie do opuszczenia Gap — powiedzial wodz. — Niestety maja bardzo dobry plan: zamierzaja pozostawic za soba tylna straz.

— To do nich niepodobne — powiedzial Orostan. Nie walczyl jeszcze z jednostkami pancerzy, ale bardzo duzo o nich wiedzial. Ludzie rzadko poswiecali chocby jeden pancerz, a co dopiero caly oddzial.

— Zgoda, ale oni zamierzaja wrocic. Czekaja, az dzialo SheVa zblizy sie do Franklin, skad bedzie moglo siegnac az do Gap. Jesli tam dojedzie, bedzie po wszystkim. Rownie dobrze bedziemy mogli rzucic Bulawe.

— Rozumiem — odparl Orostan. — Dostaje raporty z frontu. SheVa zostala znaczaco ulepszona. Nie moglismy jej zatrzymac, kiedy odjezdzala; nie jestem pewien, czy damy rade ja zatrzymac, kiedy bedzie wracala.

— Ja mam nieco wiecej danych — powiedzial Tulo’stenaloor. — Zostala opancerzona i dodano jej ciezkie uzbrojenie. Ale jest opancerzona tylko z przodu.

— A z bokow nie? — prychnal Orostan.

— Z bokow tylko przeciwko ogniowi plazmy, i to tylko w konkretnych okolicznosciach. Jesli… urzadzicie na nia zasadzke… — Wodz uzyl ludzkiego slowa, ktore nie mialo odpowiednika w jezyku Posleenow.

— Zrobie, co bede mogl, estanaarze — odparl oolt’ondai. — Zrobie, co bede mogl.

Spojrzal na polnocny wschod i w tej samej chwili zobaczyl pierwsza kule ognia wprost nad wojskami, ktore szykowaly sie, aby ruszyc droga na Rocky Knob Gap.

Zamknal oczy i jego zrenice i wewnetrzne filtry automatycznie sciemnily obraz.

— Coz — mruknal, kladac ze zloscia grzebien na karku. — Teraz wiemy, ktoredy przyjada.

7

Twoje zdrowie, Kudlaty, co to siedzisz w Sudanie. Swietny z ciebie wojownik, chociaz ciemny poganin. Damy ci certyfikat, jesli podpis bys chcial Poigramy wnet z toba, kiedy chec bedziesz mial. Rudyard Kipling, Kudlaty (Sudanskie Sily Ekspedycyjne) Niedaleko Persimon, Georgia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III 13:24 czasu wschodnioamerykanskiego letniego, poniedzialek, 28 wrzesnia 2009

Cholosta’an tesknil za swoim gniazdem.

To tam zaczynal zycie kazdy Posleen; wrzucony do jednej zagrody z innymi pobratymcami, bez przerwy musial walczyc o przezycie. Kiedy bylo malo jedzenia, gniazdo zwracalo sie przeciwko swoim najslabszym czlonkom, a potem zostawaly juz tylko porozrzucane kosci.

W gniazdach kessentaiowie nie roznili sie od oolt’os. Nie byli wieksi, silniejsi ani madrzejsi, byli takimi samymi mlodymi zwierzetami walczacymi o przetrwanie. A potem nadchodzila Przemiana.

Dla oolt’os nie bylo to nic wielkiego. Zaczynali nabywac pewnych umiejetnosci, rozwijac podstawowa zdolnosc komunikacji, ale ogolnie nadal pozostawali tym samym: duzymi, silnymi zwierzetami.

Z kessentaiami bylo inaczej. W ich umyslach nagle rozblyskiwaly nowe mysli, zupelnie nowy sposob myslenia. Pojawialy sie umiejetnosci, a zaraz potem zrozumienie stojacej za nimi teorii. Potrafili nie tylko uzywac podstawowego jezyka, lecz bogatej posleenskiej mowy. Nieobca im byla filozofia, taktyka, inzynieria i umiejetnosc miedzygwiezdnej nawigacji, chociaz wiele tych stworzen nigdy nie widzialo gwiazdy.

Oolt’os walczyli tylko o przezycie, ale biedni kessentaiowie miewali chwile egzystencjalnej zadumy w samym srodku zazartej walki o przetrwanie.

Dopiero wtedy, kiedy wyrastaly im grzebienie, zaczynali nabierac masy i zdradzac cechy, ktore mowily oolt’os, ze sa ich panami, kessentaiowie mogli czuc sie bezpiecznie.

Ale wowczas wyciagano ich z zagrod, dawano im ich pierwszy oolt i wysylano na smierc.

W takich wlasnie chwilach Cholosta’an tesknil za zagrodami.

To byla jego trzecia kleska. Po pierwszych dwoch przywlokl sie do swojego osiedla z resztkami oolt’os i bez zadnych zapasow. Tym razem wiedzial, ze zostanie ogloszony kenstainem.

Wszechwladcy dzielili sie na dwie grupy: kessentaiow i kenstainow. Wedlug starozytnego zwyczaju, Siec oceniala czyny kessentaiow i decydowala, co powinni otrzymac w nagrode, a jesli kessentaiowie zawiedli Sciezke albo sami sie od niej odwrocili, zostawali kenstainami. Niektorzy odmawiali wstapienia na Sciezke i od poczatku wybierali droge kenstaina. Wykorzystywano ich glownie do zarzadzania sprawami hordy pod nieobecnosc kessentaiow, do ktorych nalezeli, ale w posleenskiej hierarchii zajmowali miejsce na samym dole, czasem nawet nizej niz wysokiej jakosci oolt’os.

W poprzednich dwoch walkach Cholosta’an nalezal do olbrzymiej hordy, ktora uderzyla na umocnienia przekletych ludzi i zostala wyrznieta. Oczywiscie w tych warunkach o lupach nie moglo byc mowy. Dobrze, ze przynajmniej byli blisko miejsca, w ktorym nie grozil im juz ten pomiot demonow, ludzka „artyleria”.

Ten atak zaczal sie jak marzenie. Taktyka Orostana i Tulo’stenaloora pozwolila hordzie przeorac ludzi jak noz. Wbili sie tak gleboko, ze ludzie nie byli juz w stanie sie przegrupowac.

Potem jednak ludzie po raz kolejny zmienili zasady gry, zaczeli uzywac antymaterii i zamkneli Gap swoimi niemal niezwyciezonymi pancerzami wspomaganymi.

Kiedy tylko detonowal pierwszy pocisk z antymateria, w jednej olbrzymiej eksplozji swiatla i ognia niszczac polowe hordy, Cholosta’an ujrzal swoja przyszlosc. I nie zobaczyl tam zwyciestwa. Zaczal sie szybko wycofywac z niedobitkami swojego oolt, nawet nie ogladajac sie za siebie.

Pocieszalo go jedynie to, ze zebral na tyle duzo lupow i thresh, ze nie musial wracac do gniazda. Zasmucal go jednak fakt, ze wlasciwie wrocil do punktu wyjscia. Jesli nie znajdzie jakiegos wielkiego skarbu, na zawsze pozostanie kessentaiem, pierwszym do walki i ostatnim do lupow.

Zaczynalo go to naprawde denerwowac.

— Cholosta’anie.

Spojrzal na komunikator i wzdrygnal sie; zobaczyl identyfikator estanaara, Tulo’stenaloora. Nie chcial z nim rozmawiac — teraz ani nigdy — dlatego zignorowal komunikat.

— Cholosta’anie, mowi Tulo’stenaloor.

* * *

Tulo’stenaloor spojrzal na odczyty i klapnal grzebieniem. Ten mlody abat musial uciec zaraz po tym, jak SheVa odpalila pierwsze pociski, skoro dotarl az tak daleko; byl juz przy samej autostradzie 64 i najwyrazniej zmierzal w strone „bezpiecznego” terytorium. Zasrany maly tchorz.

— Cholosta’anie, zszedles ze Sciezki.

* * *
Вы читаете Doktryna piekiel
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату