Dexterem, musialem to zrobic nie tylko dla siebie, ale i dla dzieci, i na mysl, ze moglaby stac im sie krzywda, czulem przyplyw czegos niebezpiecznie zblizonego do prawdziwych emocji.

Dobrze wiec; najwyrazniej musialem odgadnac nastepne posuniecie Weissa i sprobowac go uprzedzic. Wzialem do reki jego szkicownik i jeszcze raz przejrzalem rysunki, moze z nieswiadoma nadzieja, ze cos mi umknelo — adres, pod ktorym moglem znalezc Weissa, czy moze nawet list samobojczy. Ale wszystkie kartki wygladaly tak, jak poprzednio, a ze prawde mowiac, urok nowosci szybko przemija, widok moich portretow nie sprawil mi juz takiej przyjemnosci. Zreszta nigdy nie palalem checia ogladania samego siebie, a juz patrzenie na rysunki majace ukazac swiatu mnie — takiego — jakim — naprawde — jestem odbieralo mi resztki dobrego humoru.

I po co to wszystko? Zeby mnie zdemaskowac? Stworzyc wielkie dzielo sztuki? Pomyslalem chwile i dokladnie obejrzalem kilka bardziej szczegolowych rysunkow, przedstawiajacych inne elementy kompozycji. Moze wyjde na narcyza — w koncu rywalizowaly o miejsce z moimi portretami — ale nie byly zbyt interesujace. Co najwyzej pomyslowe, ale nic ponadto. Brakowalo im prawdziwej oryginalnosci i wydawaly sie jakies bez zycia — nawet jak na trupy.

I jesli mam byc brutalnie szczery, nawet te moje portrety narysowac mogl byle utalentowany licealista. Mozna je wyswietlic w ogromnym powiekszeniu na fasadzie hotelu The Breakers, a i tak nie dorownaja niczemu, co niedawno ogladalem w Paryzu — nawet w malych galeriach. Owszem, byla ta ostatnia prezentacja Noga Jennifer. W niej tez wykorzystano amatorskie filmy wideo — ale tam chodzilo glownie o reakcje publicznosci, nie o…

W mozgu Dextera na chwile zapadla zupelna cisza tak gesta, ze spowila wszystko mgla. A z tej mgly wylonila sie mysl, trajkoczaca jak mala malpa.

Reakcja publicznosci.

Jesli interesuje cie reakcja, praca nie musi byc dobra; najwazniejsze, by szokowala. Tobie pozostaje tylko te reakcje uchwycic, na przyklad na tasmie wideo. Do tego byc moze zatrudniasz profesjonaliste — powiedzmy, kogos takiego jak Kenneth Wimble, ktorego dom Weiss wysadzil w powietrze. Duzo logiczniej bylo traktowac Wimble’a jako jednego z nich niz jako przypadkowa ofiare.

Kiedy zas Weiss przerzucil sie na prawdziwe morderstwa zamiast wykradac ciala dla zabawy, Wimble pewnie wymiekl, a Weiss wysadzil go w powietrze, jednoczesnie probujac usunac moja niezastapiona osobe.

Mimo to nadal krecil filmy, nawet bez swojego speca. Bo to w tym wszystkim bylo dla niego najwazniejsze. Chcial miec zdjecia ludzi ogladajacych to, co robil. A robil to z coraz wiekszym zapalem — najpierw druzynowy zuchow, potem Wimble i zamach na mnie. Ale przede wszystkim liczyly sie filmy. I z przyjemnoscia zabilby, byle tylko je zdobyc.

Nic dziwnego, ze Mroczny Pasazer mial zagwozdke. My tworzymy wlasnorecznie, nasze dziela sa wybitnie osobiste. Weiss byl inny. Moze i chcial sie na mnie zemscic, ale nie mial nic przeciwko temu, by zemsta dokonala sie posrednio — cos takiego mnie i Pasazerowi nigdy nie przeszloby przez mysl. Dla Weissa nade wszystko liczyla sie sztuka. Musial miec swoje obrazy.

Spojrzalem na ostatnie duze, kolorowe przedstawienie mojej osoby wyswietlonej na hotelu The Breakers. Rysunek byl na tyle wyrazny, ze z latwoscia dalo sie rozpoznac najwazniejsze elementy architektury budynku. Fronton mial ksztalt litery U, z drzwiami wejsciowymi posrodku i wysunietymi do przodu skrzydlami po bokach. Do wejscia prowadzila dluga promenada wysadzana palmami, idealne miejsce dla tlumu przerazonych gapiow. Weiss na pewno bylby gdzies wsrod nich i robil zdjecia ich twarzy. Kiedy jednak patrzylem na ten obraz, uswiadomilem sobie, ze wczesniej pewnie wynajalby pokoj w jednym ze skrzydel z widokiem na fasade, na ktorej mialaby sie odbyc projekcja, i ustawil tam kamere, zdalnie sterowana, taka, jakimi poslugiwal sie do tej pory, ale tym razem z naprawde dobrym obiektywem, by uchwycic miny gapiow.

Cala sztuczka polegala na tym, zeby powstrzymac go, zanim wszystko przygotuje — czyli w momencie, kiedy przyjedzie do hotelu. A zeby to zrobic, wystarczy sie dowiedziec, kiedy sie zamelduje. Byloby to bardzo proste, gdybym mial dostep do hotelowego rejestru — a nie mialem — albo gdybym potrafil sie do niego wlamac — a nie potrafilem. Po chwili namyslu cos sobie jednak uswiadomilem.

Znalem kogos, kto to potrafil.

29

Kyle Chutsky siedzial naprzeciwko mnie przy tym samym stoliku w kacie barku na parterze szpitala, co poprzednio. Choc od kilku dni chyba nie wychodzil z budynku, byl gladko ogolony i mial na sobie czysta koszule. Patrzyl na mnie z rozbawieniem, od ktorego podniosly mu sie kaciki ust i zmarszczyla skora wokol oczu, same oczy jednak pozostaly zimne i czujne.

— Smieszne — powiedzial. — Chcesz, zebym pomogl ci wlamac sie do systemu rezerwacji tego hotelu, jak mu tam, The Breakers? Ha. — Parsknal smiechem, ktory nie zabrzmial przekonujaco. — Czemu uwazasz, ze moge ci w tym pomoc?

Niestety, bylo to dobre pytanie. Tak naprawde nie moglem byc pewien, czy bedzie w stanie mi pomoc, przynajmniej nie na podstawie czegos, co powiedzial lub zrobil. Choc jednak znalem go slabo, wiedzialem, ze jest cenionym wspolpracownikiem tajnego rzadu, swiadomie nienadzorowanej, luznej kliki pracujacej dla rozmaitych agencji oznaczanych roznymi literami alfabetu, mniej lub bardziej powiazanych z rzadem federalnym, a czasem nawet ze soba nawzajem. I dlatego bylem pewien, ze moze ustalic na wiele roznych sposobow, kiedy Weiss zamelduje sie w hotelu.

Byla jednak drobna przeszkoda natury formalnej: ja nie powinienem o tym wiedziec, a on nie powinien sie do tego przyznac. I zeby ja jakos ominac, musialem podac mu argument na tyle mocny, by przelamal jego instynktowny opor. Oczywiscie, dla mnie takim argumentem byla nadciagajaca zguba Dzielnego Dextera, ale nie wydawalo mi sie, by Chutsky podzielal moja wysoka samoocene. Dla niego pewnie istotniejsze byly duperele typu bezpieczenstwo panstwa, pokoj na swiecie i jego wlasne wzglednie bezwartosciowe zycie i zdrowie.

Przyszlo mi jednak do glowy, ze istotna dla niego byla tez moja siostra, a to dawalo mi przynajmniej potencjalny punkt zaczepienia. Dlatego z moja najlepsza sztuczna meska bezposrednioscia powiedzialem:

— Kyle… ten gosc omal nie zabil Debory. — I w dowolnej scenie byle serialu dla prawdziwych mezczyzn to by z powodzeniem wystarczylo; Chutsky jednak najwyrazniej rzadko ogladal telewizje. Uniosl bowiem tylko brew i spytal:

— No to co?

— To — bylem nieco zbity z pantalyku, usilujac przypomniec sobie. inne sceny z tych seriali — ze gdzies tam jest i, no, uchodzi mu to bezkarnie. Aha, i moze to zrobic znowu.

Tym razem uniosl obie brwi.

— Myslisz, ze znowu pchnie Debore nozem?

Szlo mi jak po grudzie, zupelnie nie tak, jak oczekiwalem. Zakladalem, ze obowiazuje cos w rodzaju Kodeksu Ludzi Czynu i ze jak tylko wspomne o potrzebie bezposredniego dzialania i okaze zapal bojowy, Chutsky zerwie sie na rowne nogi i razem zdobedziemy dziala Nawarony. On jednak patrzyl na mnie tak, jakbym zaproponowal mu lewatywe.

— Jak mozesz nie chciec dorwac tego goscia? — spytalem tonem, ktory mial wyrazac po czesci zaklopotanie, po czesci desperacje.

— Nie jestem od tego — odparl. — Ty tez nie, Dexter. Jesli uwazasz, ze facet zatrzyma sie w tym hotelu, donies o tym glinom. Oni maja kupe ludzi, ktorych moga tam postawic, zeby na niego czekali i go zwineli. Ty, stary, masz tylko siebie… i nie zrozum mnie zle, ale jak dla ciebie to chyba troche za ostra jazda.

— Gliny spytaja, skad to wiem — stwierdzilem i od razu tego pozalowalem.

A Chutsky natychmiast to wychwycil.

— No dobra. To skad o tym wiesz?

Sa chwile, kiedy nawet Klamczuszek Dexter musi wylozyc przynajmniej jedna albo dwie karty na stol, i taka chwila wlasnie nadeszla. Dlatego wyrzucilem moje wrodzone zahamowania za okno i oznajmilem:

— On mnie neka.

Chutsky zamrugal.

— Co to znaczy?

Вы читаете Dzielo Dextera
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату