wrozylo mi nic dobrego. Zwlaszcza ze wiedzial, ze nie moge dostac sie na Kube, by go powstrzymac.

— No dobrze — powiedzial Chutsky. — Moze i ma to sens. Ale dlaczego wlasciwie uwazasz, ze tam pojedzie?

Niestety, bylo to zasadne pytanie. Przemyslalem to. Po pierwsze, czy naprawde bylem tego pewien? Jakby nigdy nic, tak, zeby nie sploszyc Chutsky’ego, poslalem ostrozne, milczace zapytanie do Mrocznego Pasazera. Jestesmy tego pewni? — spytalem.

O tak, powiedzial i wyszczerzyl ostre kly w usmiechu. Zdecydowanie.

Dobrze wiec. Czyli to juz ustalilismy. Weiss pojedzie na Kube zdemaskowac Dextera. Mnie jednak potrzeba bylo czegos wiecej niz tylko milczacej pewnosci; tak naprawde jaki mialem dowod, oprocz rysunkow, ktorych prawdopodobnie nie uznalby zaden sad? Owszem, niektore z nich byly bardzo ciekawe — na przyklad obraz kobiety z szescioma piersiami zapadal gleboko w pamiec.

Przypomnialem sobie ten rysunek i wszystko stalo sie jasne jak slonce.

Byl tam wsuniety kawalek papieru.

Lista lotow z Hawany do Meksyku.

Plan w sam raz dla kogos, kto, powiedzmy, przewidywalby, ze bedzie musial w pospiechu opuscic Hawane. W przypadku gdyby, przypuscmy, poukladal przed najbardziej reprezentacyjnym w miescie, pieciogwiazdkowym hotelem niezwykle wygladajace trupy.

Siegnalem po szkicownik, wyjalem rozklad lotow i rzucilem go na stolik.

— Bedzie tam — powiedzialem.

Chutsky wzial kartke i ja rozlozyl.

— Cubana Aviacion — przeczytal.

— Z Hawany do Meksyku — dorzucilem. — Zeby mogl wykonac zadanie i szybko sie ulotnic.

— Moze. Uhm, to jest mozliwe. — Spojrzal na mnie i przechylil glowe na bok. — Co czujesz w bebechach?

Prawde mowiac, w bebechach nigdy jeszcze nie czulem nic procz glodu. Jednak dla Chutsky’ego najwyrazniej bylo to bardzo wazne, a jesli rozszerzyc definicje „bebechow” na tyle, by objela Pasazera, w bebechach czulem, ze nie ma co do tego cienia watpliwosci.

— Bedzie tam — powtorzylem.

Chutsky zmarszczyl brwi i ponownie obejrzal rysunek. Po chwili zaczal kiwac glowa, najpierw powoli, potem z coraz wieksza werwa.

— Uhm — mruknal, podniosl wzrok, odrzucil mi rozklad lotow i wstal. — Chodzmy pogadac z Debora — powiedzial.

Debora lezala w lozku, co wlasciwie nie powinno byc zaskoczeniem. Patrzyla w okno, choc bylo za daleko, by mogla przez nie wyjrzec, i mimo ze miala wlaczony telewizor, ktory pokazywal sceny pelne nieziemskiej radosci i szczescia. Deb jednak wyraznie nie byla zainteresowana wesola muzyka i okrzykami zachwytu, ktore dochodzily z glosnika. Wiecej, gdyby sadzic tylko po jej minie, wydawaloby sie, ze nigdy w zyciu nie zaznala szczescia i zaznac go z wlasnej nieprzymuszonej woli nie zamierzala. Kiedy weszlismy, zerknela na nas obojetnie i ledwie nas rozpoznawszy, znow odwrocila sie do okna.

— Jest troche zdolowana — szepnal do mnie Chutsky. — Tak to czasem jest, jak czlowieka poszatkuja. — Biorac pod uwage wszystkie blizny na jego twarzy i ciele, musialem przyjac, ze wie, o czym mowi, wiec tylko skinalem glowa i podszedlem do Debory.

— Czesc, siostrzyczko — przywitalem ja sztucznie wesolym glosem, ktorego wedlug mojej wiedzy nalezy uzywac wobec przykutego do lozka inwalidy.

Odwrocila sie do mnie i w jej zmartwialej twarzy i pustych ciemnoniebieskich oczach dostrzeglem odbicie jej ojca, Harry’ego; patrzyla na mnie tak, jak niegdys on, i z tych blekitnych toni wynurzylo sie wspomnienie, ktore wyparlo wszelkie inne mysli.

Harry umieral. Wszyscy czulismy sie z tego powodu niezrecznie; to bylo troche tak, jakby patrzec na Supermana cierpiacego pod wplywem kryptonitu. Takie przyziemne slabosci nie powinny go dotykac i juz. On jednak od poltora roku umieral, powoli, stopniowo, a teraz byl juz bardzo blisko linii mety. I kiedy tak sobie lezal w hospicjum, jedna pielegniarka postanowila mu pomoc. Z premedytacja zwiekszala podawana mu dawke srodkow przeciwbolowych i zerowala na jego smierci, upajala sie jego gasnieciem, a on o tym wiedzial i dal mi znac, co sie dzieje. I, o radosci, o rozkoszy, zgodzil sie, by ta pielegniarka zostala pierwsza prawdziwa towarzyszka moich figli, pierwsza, ktora zabralem na Mroczny Plac Zabaw.

I tak uczynilem. Pierwsza Pielegniarka stala sie pierwsza kropelka krwi na pierwszym szkielku w mojej nowej kolekcji. Po kilku godzinach zachwytu, nauki i ekstazy przeniosla sie na tamten swiat, i nastepnego ranka, kiedy poszedlem zameldowac sie u Harry’ego, przezycie to wciaz napelnialo mnie mrocznym blaskiem.

Wszedlem do pokoju Harry’ego, niemal unoszac sie nad ziemia, a kiedy Harry otworzyl oczy i spojrzal w moje, zobaczyl to; zobaczyl, ze sie zmienilem, ze stalem sie tym, czym mnie uczynil, i jego wzrok z kazda chwila robil sie coraz bardziej martwy.

Usiadlem przy nim zaniepokojony, ze przechodzi jakis nowy kryzys.

— Dobrze sie czujesz? — spytalem. — Zawolac lekarza?

Zamknal oczy i powoli, slabo, pokrecil glowa.

— Co sie stalo? — nie ustepowalem, przekonany, ze skoro ja czulem sie swietnie jak nigdy dotad, wszyscy wokol tez powinni sie troche rozweselic.

— Nic — powiedzial swoim cichym, ostroznym, gasnacym glosem. Ponownie uniosl powieki i spojrzal na mnie z ta sama pustka w szklistych niebieskich oczach. — A wiec zrobiles to?

Skinalem glowa, prawie sie rumieniac. Mowienie o tym jakos mnie krepowalo.

— A potem? — spytal.

— Wszystko posprzatane — zapewnilem. — Bardzo uwazalem.

— Zadnych klopotow? — chcial wiedziec.

— Zadnych — odparlem i wypalilem: — Bylo cudownie. — I widzac bol na jego twarzy, dodalem, zeby go pocieszyc: — Dziekuje, tato.

Harry znow zamknal oczy i odwrocil glowe. Zastygl na szesc czy siedem oddechow, po czym, tak cicho, ze ledwo go doslyszalem, powiedzial:

— Co ja narobilem… O Jezu, co ja narobilem…

— Tato…? — wybakalem. Nigdy jeszcze nie mowil przy mnie w ten sposob, tak udreczonym, niepewnym tonem, a to ogromnie mnie zaniepokoilo i calkowicie zgasilo moja euforie. On tylko pokrecil glowa z zamknietymi oczami i nie powiedzial nic wiecej.

— Tato…? — powtorzylem.

On jednak milczal i tylko kilka razy pokrecil glowa z wyraznym bolem, a potem lezal bez slowa, bardzo dlugo, jak mi sie zdawalo, az w koncu otworzyl oczy i popatrzyl na mnie, a ja zobaczylem to martwe spojrzenie, w ktorym nie bylo juz ani nadziei, ani swiatla, spojrzenie siegajace w najmroczniejsze zakamarki.

— Jestes — powiedzial — tym, co z ciebie zrobilem.

— Tak — odparlem i podziekowalbym mu jeszcze raz, gdyby nie to, ze mowil dalej.

— To nie twoja wina — dodal — tylko moja. — A ja nie wiedzialem wtedy, co mial na mysli, choc teraz, wiele lat pozniej, chyba zaczynam to rozumiec. I do dzis zaluje, ze w tamtym momencie nie powiedzialem albo nie zrobilem czegos, jakiegos drobnego gestu, ktory ulatwilby Harry’emu odejscie w ostateczny mrok; ze nie zdolalem sklecic jednego zdania, ktore odpedziloby zwatpienie i na nowo rozniecilo blask w tych pustych niebieskich oczach.

Wiem tez jednak, po tych wszystkich latach, ze takie zdanie nie istnieje, przynajmniej w zadnym ze znanych mi jezykow. Dexter jest tym, czym musi byc, teraz i zawsze, i na wieki wiekow, amen, i jesli Harry pod koniec zrozumial to i doznal przyplywu trwogi oraz wyrzutow sumienia — coz, naprawde przykro mi z tego powodu, ale co moglem na to poradzic? Na lozu smierci kazdy slabnie, staje sie podatny na bolesne przemyslenia, niekoniecznie odkrywcze — to tylko nadchodzacy kres sprawia, ze czlowiek chce wierzyc, ze dostepuje czegos w rodzaju objawienia. Wierzcie mi, jestem ekspertem od zachowan umierajacych ludzi. Gdybym spisal wszystkie dziwne rzeczy, ktore moi Szczegolni Przyjaciele mowili mi, chwile zanim pomoglem im zsunac sie w otchlan, powstalaby bardzo ciekawa ksiazka.

Dlatego zal mi bylo Harry’ego. Ale jako mlody, gamoniowaty potworek nie mialem do powiedzenia w zasadzie nic, co by mu ulzylo.

Вы читаете Dzielo Dextera
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату