– Przyznajesz, ze robisz to umyslnie?

– Co?

– To, ze mnie prowokujesz.

– Powiedz jeszcze raz: „prowokujesz'. Prowokujaco ukladasz przy tym usta.

– Dosc. Mozesz dokonczyc te swoja rozgrywke. – Porwalam ze stolu kij i szturchnelam nim Patcha, ktory go jednak nie chwycil. – Nie podoba mi sie to, ze z toba siedze -oswiadczylam. – Nie chce sie z toba zadawac. Nie lubie twojego protekcjonalnego usmiechu. – Zadrzaly mi wargi, jak zwykle, kiedy klamie; ciekawe, czy to tez bylo klamstwo, a jesli tak, chetnie bym sobie dokopala. – Nie lubie cie. – Silac sie na wiarygodnosc, pchnelam go kijem w piers.

– Fajnie, ze trener posadzil nas razem – odparl Patch. W slowie „trener' wyczulam leciutka ironie, ale nie umialam rozgryzc jej ukrytego sensu. Tym razem wzial ode mnie kij.

– Postaram sie to zmienic – odparowalam.

Patcha rozbawilo to tak nieslychanie, ze w usmiechu az odslonil zeby. Przygarnal mnie ramieniem i nim zdazylam sie odsunac, wyplatal mi cos z wlosow.

– Skrawek papieru – wyjasnil i cisnal go na ziemie, Gdy wyciagal reke, na wewnetrznej stronie jego przegubu spostrzeglam jakby plamke. W pierwszej chwili myslalam, ze to zwykly tatuaz, ale zerknawszy po raz drugi, stwierdzilam, ze jest to czerwonawe, nieco wypukle znamie. W ksztalcie rozbryznietej kropli farby.

– Wyjatkowo nieciekawe miejsce na znamie – powiedzialam, niezle wytracona z rownowagi, ze ma je prawie w tym samym miejscu, gdzie ja blizne.

Niedbale, lecz dostrzegalnie nasunal rekaw na nadgarstek.

– Wolalabys w intymniejszym?

– Nigdzie bym nie wolala. – Niepewna, jak to zabrzmialo, podjelam kolejna probe: – Guzik mnie obchodzi, ze w ogole je masz. – Sprobowalam po raz trzeci: – Nie interesuje mnie twoje znamie i kropka.

– Bedzie wiecej pytan? – uslyszalam. – Moze jakies uwagi?

– Nie.

– To do zobaczenia na biologii.

Chcialam mu powiedziec, ze nie zobaczymy sie juz nigdy, ale nie mialam zamiaru odwolywac wlasnych slow dwa razy w ciagu jednego dnia.

W srodku nocy wyrwal mnie ze snu jakis trzask. Znieruchomialam z twarza przycisnieta do poduszki, w stanie najwyzszej czujnosci. Mama wyjezdzala w interesach przynajmniej raz na miesiac, przywyklam wiec do spania w pustym domu i dawno juz przestalam sobie wyobrazac, ze ktos skrada sie po schodach do mojego pokoju. Prawde powiedziawszy, nigdy nie czulam sie samotnie. Niedlugo po tym, jak w Portland zastrzelono tate, kiedy kupowal mamie prezent na urodziny, w moje zycie wkroczyla jakas dziwna istota. Tak jakby ktos okrazal moj swiat, obserwujac mnie z pewnego oddalenia. Widmo to z poczatku napawalo mnie przestrachem, ale poniewaz nie krzywdzilo mnie w zaden sposob, lek prawie calkiem oslabi. Zaczelam sie zastanawiac, czy moimi odczuciami steruje cos z kosmosu. Moze to duch taty byl w poblizu. Mysl o tym zazwyczaj mnie uspokajala, dzis jednak bylo inaczej. Tak jakby widmo skulo mi lodem skore.

Przechyliwszy odrobine glowe, dostrzeglam na podlodze niewyrazny ksztalt. Obrocilam sie do okna, gdyz jedynym zrodlem swiatla w pokoju byl przejrzysty jak mgielka blask ksiezyca. Przyciskajac poduszke do twarzy, stwierdzilam,, ze to pewnie chmura mija ksiezyc. Albo jakis smiec, unoszony podmuchami wiatru. Ale nic takiego nie bylo. W kazdym razie nastepnych kilka minut spedzilam, czekajac, az mi sie uspokoi tetno.

Gdy w koncu zdobylam sie na odwage, by wstac z lozka, w ogrodzie za oknem panowal bezruch i cisza. Jedyny halas wywolywaly ocierajace sie o dom galezie i ciche uderzenia mojego serca.

ROZDZIAL 3

Trener McConaughy stal pod tablica i przynudzal, ale ja bylam myslami daleko od zawilosci przyrody.

Pochlonieta formulowaniem powodow, dla ktorych powinnam przestac siedziec z Patchem, robilam ich liste na odwrocie jakiegos starego sprawdzianu. Chcialam przedstawic swoje argumenty trenerowi przed samym koncem lekcji. „Nie pomaga przy odrabianiu zadan – zapisalam. – Wykazuje minimalne zainteresowanie praca zespolowa'.

Najbardziej jednak niepokoily mnie powody nieujete w spisie. Miejsce, w ktorym mial znamie, wydawalo mi sie niesamowite, no i przerazalo mnie to, co minionej nocy zaszlo pod moim oknem. Wprawdzie nie bylam tak do konca pewna, czy to on mnie szpiegowal, ale nie moglam zignorowac zbiegu okolicznosci, ze prawie na sto procent widzialam, jak ktos zaglada mi w okno zaledwie pare godzin po spotkaniu z nim.

Na mysl o tym, ze Patch mnie szpieguje, siegnelam do przedniej kieszeni plecaka, wysypalam z buteleczki dwie tabletki zelaza i polknelam je bez rozgryzania. Na sekunde utknely mi w gardle, po czym trafily tam, gdzie trzeba. Katem oka spostrzeglam, ze Patch uniosl brwi. Zastanawialam sie, czyby mu nie wytlumaczyc, ze, mam anemie i musze brac zelazo kilka razy dziennie, zwlaszcza w chwilach stresu, ale uznalam, ze lepiej mu nie mowic. Anemia nie zagraza mojemu zyciu… pod warunkiem ze lykam zelazo regularnie. Nie wpadlam az w taka paranoje, by sadzic, ze Patch chce mi zrobic krzywde, jednak moj stan zdrowia byl slaboscia, z ktora lepiej sie nie obnosic.

– Noro?

Trener stal na srodku sali z reka wyciagnieta w gescie wskazujacym, ze czeka tylko na jedno – na moja odpowiedz. Na policzki wolno wystapily mi rumience.

– Czy moglby pan powtorzyc pytanie? Klasa prychnela.

– Jakich cech szukasz u potencjalnego partnera seksualnego?

– Potencjalnego partnera?

– No juz, nie mamy calego popoludnia. Zza plecow uslyszalam smiech Vee. Najwyrazniej scisnelo mnie w gardle.

– Mam podac cechy charakterystyczne…?

– Potencjalnego partnera, gdybys byla laskawa. Bezwiednie zerknelam na Patcha. Niedbale rozsiadl sie na krzesle i obserwowal mnie z satysfakcja. Z tym swoim usmiechem pirata szepnal:

– Czekamy.

Polozylam rece na stole, z nadzieja, ze wygladam spokojniej, niz sie czuje.

– Nigdy o tym nie myslalam.

– Wiec teraz szybko pomysl.

– Czy moglby pan zapytac przede mna kogos innego? Zniecierpliwiony trener wskazal na lewo ode mnie.

– Patch, twoja kolej.

W przeciwienstwie do mnie, odpowiadal ze spokojem i pewnoscia. Ulozyl sie tak, ze jego tulow byl lekko przechylony w moja strone i nasze kolana dzielilo zaledwie kilka centymetrow.

– Inteligencja. Uroda. Wrazliwosc.

McConaughy wzial sie do spisywania tego na tablicy.

– Wrazliwosc – powtorzyl. – To znaczy?

Vee powiedziala glosno:

– Czy to ma cos wspolnego z tematem, ktory omawiamy? Bo ja nie widze w podreczniku ani slowa o cechach charakterystycznych idealnego partnera seksualnego.

Trener przestal pisac na chwile, ktora mu wystarczyla, by spojrzec na nas przez ramie.

– Kazde zwierze na ziemi wabi partnerow w celu reprodukcji. Zaba sie nadyma. Goryl samiec bije sie piesciami w klatke piersiowa. Widzieliscie, jak samiec kraba podnosi sie i klapie szczypcami, by zwrocic na siebie uwage samicy? Pociag fizyczny stanowi podstawowy czynnik w rozmnazaniu tak zwierzat, jak i ludzi. Panno Sky, prosze nam odczytac swoja liste.

Vee wystawila piec palcow.

– Przystojny, bogaty, poblazliwy, wsciekle opiekunczy, no i troszke grozny. – Po kazdym przymiotniku zaginala jeden palec.

Patch zasmial sie pod nosem.

Вы читаете Szeptem
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату