Wszystko sie zgadzalo. Jules wcale nie byl chory, kiedy zniknal w toalecie w Delphic. Gdy siedzielismy w Granicy, tez nie. Po prostu ukrywal sie przed Patchem, ktory – widzac go – zaraz by sie domyslil, ze tamten cos knuje. Jako informator Julesa, Elliot wszystko mu przekazywal.
– Mialas zginac na biwaku, ale Elliot nie zdolal cie namowic. Dzis rano sledzilem cie, gdy wyszlas od Slepego Joe, i chcialem cie zastrzelic. Niestety, zabilem kloszardke w twoim plaszczu. Ale to nic – przybral spokojniejszy ton. -Teraz mamy dosyc czasu.
Drgnelam na krzesle i skalpel obsunal mi sie w dzinsach. Na szczescie wciaz mialam go w zasiegu reki. Gdybym musiala teraz wstac, moglby wyleciec przez nogawke i to bylby koniec.
– O czym myslisz? – Jules wstal i zaczal przechadzac sie po sali. – Niech zgadne… Zalujesz, ze poznalas Patcha. Wolalabys, zeby sie w tobie nie zakochal. Czy to nie smieszne, w co cie wrobil? Nie trzeba sie bylo najpierw troche zastanowic?
Gdy mowil o milosci Patcha, poczulam nagle cien nadziei.
Wyciagajac skalpel, skoczylam na rowne nogi.
– Nie zblizaj sie, bo zabije! Przysiegam!
Z gardlowym okrzykiem Jules przejechal reka po kontuarze. Szklane kubki roztrzaskaly sie o tablice, rozsypaly sie papiery… Ruszyl na mnie. Mimo paniki, z calych sil dzgnelam go skalpelem, przecinajac skore dloni.
Syknal i cofnal sie.
Bez namyslu wbilam mu skalpel w udo.
Spojrzal na wystajacy z nogi kawalek metalu. Wyciagnal go oburacz, wykrzywiony bolem, i cisnal na posadzke.
Potykajac sie, zrobil krok w moja strone.
Uchylilam sie z wrzaskiem, ale zahaczywszy biodrem o kant stolu, stracilam rownowage i upadlam. Skalpel lezal metr ode mnie.
Jules przewrocil mnie na brzuch i siadl na mnie okrakiem. Przycisnal mi twarz do ziemi, miazdzac nos i tlumiac krzyki.
– Odwazna jestes – warknal. – Ale tym mnie nie zabijesz. Jako Nefil jestem niesmiertelny.
Probowalam dosiegnac skalpela. Gdy prawie juz go dotykalam, Jules szarpnal mnie w tyl.
Obcasem kopnelam go w czule miejsce. Jeknal i potoczyl sie pod drzwi. Kiedy zdolalam wstac, zastawil je soba, kleczac.
Jego oczy przeslanialy wlosy w strakach. Twarz splywala potem, a usta wykrzywial grymas bolu.
Sprezylam sie do ucieczki.
– Powodzenia. – Nie bez trudu usmiechnal sie cynicznie. – Ciekawe, czy ci sie uda.
Osunal sie na podloge.
ROZDZIAL 29
Gdzie moze byc Vee?! Gdzie, na miejscu Julesa, moglabym ja uwiezic?
Na pewno postaral sie o to, by nie zdolala uciec i zeby znalezienie jej nie bylo latwe – stwierdzilam.
Odtworzylam w pamieci rozklad budynku, skupiajac sie na pietrach. Istniala szansa, ze Vee jest na drugim, najwyzszym, nie liczac strychu, dokad prowadzily tylko waskie schody. Na samej gorze miescila sie salka do nauki hiszpanskiego i redakcja e-zinu.
Instynktownie poczulam, ze Vee jest w redakcji.
Po omacku pedem wspielam sie na drugie pietro. Metoda prob i bledow odszukalam schodki do redakcji. Pchnelam drzwi.
– Vee? – zawolalam cicho. Jeknela.
– To ja. – Ostroznie ruszylam w jej strone miedzy biurkami, starajac sie nie przewrocic krzesla, bo Jules od razu domyslilby sie, gdzie jestem. – Zyjesz? Musimy sie stad wydostac. – Znalazlam ja skulona na podlodze, z kolanami pod broda.
– Jules walnal mnie w glowe – podniosla glos. – Zdaje sie, ze zemdlalam. Nic nie widze!!!
– Posluchaj. Wylaczyl prad i okna sa zasloniete, tak ze nic nie widac. Chwyc mnie za reke. Jak najszybciej musimy zejsc na parter.
– Chyba mam cos uszkodzone. Tak mi wali serce… Osleplam, naprawde!
– Nie osleplas. – Potrzasnelam nia. – Ja tez nic nie widze, ale na pewno sie uda. Uciekniemy wyjsciem kolo gabinetu wuefistow.
– Wszystkie drzwi pozabezpieczal lancuchami. Zapadlo gluche milczenie. Zrozumialam, dlaczego Jules zyczyl mi powodzenia w ucieczce… Cialo przeszyl chlod.
– Nie te, ktorymi weszlam – odezwalam sie w koncu. -Drzwi od wschodniej strony sa otwarte.
– Oby. Na wlasne oczy widzialam, jak zabezpiecza inne. Powiedzial, ze dzieki temu przy zabawie w chowanego nikogo nie skusi, zeby wyjsc ze szkoly. Ze sie bawimy tylko w srodku.
– Wiec teraz pewnie zrobi wszystko, zeby zablokowac te od wschodu. Zaczai sie na nas. Wyjdziemy przez okno -obmyslilam napredce plan. – Z drugiej strony, tutaj. Masz komorke?
– Zabral mi.
– Po wyjsciu musimy sie rozdzielic, zeby pobiegl tylko za jedna. Druga sprowadzi pomoc. – Wiedzialam, kogo wybierze. Posluzyl sie Vee tylko po to, aby mnie tu zwabic. – Poszukaj telefonu, zadzwon na policje i powiedz, ze w bibliotece jest Elliot.
– Zyje? – spytala Vee roztrzesionym glosem.
– Nie wiem.
Stalysmy tak blisko, ze poczulam, jak unosi koszulke i ociera lzy.
– Wszystko przeze mnie.
– Nie. Przez Julesa.
– Boje sie.
– Damy rade – wysililam sie, by zabrzmialo to przekonujaco. – Dziabnelam go w noge skalpelem. Mocno krwawi. Moze zrezygnuje, pojdzie na pogotowie…
Zaszlochala. Obie czulysmy, ze to nieprawdopodobne i – choc ranny – Jules zrobi wszystko, by sie na nas zemscic. Dotykajac scian, pomalu zeszlysmy na parter.
– Teraz tedy – szepnelam i ujelam ja za reke, kiedy ruszalysmy w glab korytarza, kierujac sie na zachod.
Nie uszlysmy nawet paru krokow, gdy z ciemnej czelusci dobiegi dziwny gardlowy dzwiek.
– No, no, co my tu mamy? – rozlegl sie glos Julesa.
– Wiej! – Scisnelam dlon Vee. – Jemu chodzi o mnie. Wezwij policje! Szybko!
Vee puscila moja reke i rzucila sie do ucieczki. Jej kroki ucichly przerazliwie szybko. Przez mysl przemknelo mi, czy Patch jest jeszcze w budynku, ale nie mialam czasu sie nad tym zastanawiac. Robilam wszystko, by nie zemdlec, bo znow znalazlam sie sam na sam z Julesem.
– Policja zareaguje za co najmniej dziesiec minut! – Byl coraz blizej. – Mnie az tyle nie trzeba.
Obrocilam sie i pobieglam, a Jules ruszyl za mna.
Przy pierwszym rozwidleniu po omacku skrecilam w prawo, w prostopadly korytarz, raniac dlonie o ostre kanty szafek i zawiasy. I jeszcze raz w prawo, niemal bez tchu, w kierunku dwuskrzydlowych drzwi sali gimnastycznej.
Po glowie tluklo sie tylko jedno: jesli zdolam dotrzec do swojej szafki, natychmiast sie w niej zamkne. Szafek jest w damskiej szatni tyle, ze Jules bedzie sie musial wlamywac do kazdej po kolei. Jezeli los mi sprzyja, to policja przyjedzie, zanim mnie znajdzie.
Wpadlam do sali i rzucilam sie w kierunku szatni. Ledwie szarpnelam klamke, ogarnela mnie groza. Drzwi byly zamkniete. Sprobowalam drugi raz, na prozno. W obledzie zaczelam sie rozgladac za innym wyjsciem… na nic. Znalazlam sie w pulapce. Przypadlam do drzwi i wstrzymalam oddech, mruzac powieki, by nie zemdlec.
Kiedy otworzylam oczy, Jules zmierzal do mnie przez labirynt smug ksiezycowego swiatla. Udo mial obwiazane koszula, ktora przesiakla krwia. Byl w samym podkoszulku i cienkich spodniach. Zza pasa wystawal mu rewolwer.