Wewnatrz unosila sie znajoma won kredowego pylu i zwietrzalych chemikaliow. Sciany ozdabialy plakaty przedstawiajace ludzka anatomie i przekroje komorek. Z przodu stal dlugi czarny granitowy kontuar ze zlewem, a naprzeciw niego – rzedy identycznych laboratoryjnych stolow. Bylismy w gabinecie biologicznym…

Spostrzeglam blysk metalu. Na podlodze, obok kosza na smieci, lezal skalpel, ktory pewnie przeoczyli trener i stroz. Wsunelam go za pas dzinsow w momencie, kiedy Jules mnie podniosl.

– Musialem odciac doplyw pradu – powiedzial, kladac latarke na najblizszym blacie. – Bo przy swietle nie sposob zabawic sie w chowanego. – Przysunawszy do stolu dwa krzesla, ustawil je naprzeciw siebie. – Siadaj – nie zabrzmialo to jak zaproszenie.

Powedrowalam wzrokiem do okien w odleglej scianie. Moze jakos udaloby mi sie tamtedy wymknac… Instynkt samozachowawczy podpowiadal, zebym nie pokazywala po sobie strachu. Przypomnialam sobie rady z zajec samoobrony, na ktore zapisalysmy sie z mama po smierci taty. Utrzymuj kontakt wzrokowy… Miej pewna mine… Mysl rozwaznie… Akurat, latwo sie mowi.

Jules usadzil mnie na krzesle. Zalsnilo ostrze skalpela.

– Oddaj telefon – nakazal, wyciagajac reke.

– Zostawilam w samochodzie. Zasmial sie.

– Chcesz ze mna pogrywac? Zamknalem w budynku twoja najlepsza przyjaciolke. Chyba nie powinna czuc sie opuszczona. Bede musial wymyslic dla niej cos ekstra.

Oddalam mu komorke. Nadludzka sila zgial ja na pol.

– No, to zostalismy sami. – Wygodnie rozsiadl sie przede mna, wyciagajac nogi. Jedna reke zwiesil za oparciem krzesla. – Pogadajmy, Noro.

Rzucilam sie do ucieczki, ale momentalnie chwycil mnie w pasie i usadzil z powrotem.

– Hodowalem kiedys konie – powiedzial. – Mialem stadnine, dawno temu we Francji… Piekne byly. Najbardziej lubilem hiszpanskie. Lapano je, dzikie i mi dostarczano. Ujezdzalem ogiera w ciagu paru tygodni. Ale zdarzaly sie i trudne do poskromienia. Wiesz, jak sobie z nimi radzilem?

Wzdrygnelam sie przed odpowiedzia.

– Wspolpracuj, a nic ci sie nie stanie – dodal.

Nie wierzylam mu nawet przez sekunde. Mial cos falszywego w oczach.

– Widzialam Elliota… – zaskoczylo mnie drzenie wlasnego glosu, bo choc go nie lubilam ani mu nie ufalam, to mimo wszystko nie zasluzyl na powolna smierc w mekach. – Ty go tak urzadziles?

Przysunal sie, jakby chcial mi zdradzic tajemnice.

– Przestepca nigdy nie zostawia sladow. Elliot jest za bardzo zamieszany w sprawe. Za duzo wie.

– Zwabiles mnie tu, bo znalazlam artykul o Kjirsten Hawerson?

Usmiechnal sie.

– Elliot nie wspominal, ze wiesz o Kjirsten.

– On ja zamordowal… czy ty? – spytalam w jakims lodowatym olsnieniu.

– Musialem wystawic jego lojalnosc na probe. Uwolnilem go od upokorzen. Byl w Kinghorn na stypendium i wszyscy mu to wypominali. Tylko nie ja. Zostalem jego dobroczynca. W koncu przyszlo mu wybierac miedzy mna a Kjirsten, a scisle: miedzy pieniedzmi a miloscia. Byc zebrakiem wsrod ksiazat to srednia przyjemnosc. Wiedzialem, ze jesli go przekupie, nie zawiode sie na nim, gdy przyjdzie czas na ciebie.

– A dlaczego na mnie?

– Nadal nie rozumiesz? – Swiatlo wydobylo bezwzglednosc jego rysow, nadajac oczom barwe plynnego srebra. -Manipuluje toba. Pociagam za sznurki. Uzywam cie jako przynety, bo osobnik, ktorego chcialbym skrzywdzic, jest niezniszczalny. Wiesz kto to?

Stracilam ostrosc widzenia i panowanie nad cialem. Twarz Elliota objawila mi sie nagle jak rozmazany, pozbawiony detali impresjonistyczny obraz. Krew odplynela z glowy i ogarnal mnie bezwlad. Poczulam, ze koniecznie musze wziac zelazo i to szybko.

Kolejny cios w twarz.

– Skup sie. O kim mowie?

– Nie mam pojecia – wyszeptalam.

– Wiesz, skad u niego ta odpornosc? Nie jest istota ludzka. Jego cialo nie odbiera zadnych bodzcow. Nawet gdybym go zamknal i zaczal torturowac, nic by to nie dalo. Nie czuje nic, krzty bolu. Jeszcze sie nie domyslasz? Ostatnio spedzacie razem wiele czasu. No powiedz, dalej nie wiesz?

Po plecach splynela mi struzka potu.

– Co roku z poczatkiem miesiaca cheszwan przejmuje panowanie nad moim cialem. Na dwa tygodnie. Tak dlugo jestem bezwolny. Zadnej swobody czy wyboru. W ciagu tych dwoch tygodni nie moge opuscic swojego ciala i wrocic, gdy jest po wszystkim. Gdyby tak bylo, moglbym o wszystkim zapomniec, udawac przed soba, ze nic sie nie zdarzylo. Ale nie! Wciaz jestem w sobie, uwieziony we wlasnym ciele i w tym stanie musze doswiadczac kazdej chwili -dodal ochryple. – Znasz to uczucie?! Watpie.

Zamilklam, zeby go nie prowokowac. Zasmial sie przez zacisniete zeby. W zyciu nie slyszalam czegos tak zlowieszczego.

– Zlozylem przysiege, ze pozwole mu przejmowac swoje cialo na okres cheszwanu – ciagnal. – Mialem szesnascie lat. – Wzruszyl ramionami, ale zabrzmialo to surowo. – Podstepnie zmusil mnie do tego torturami. A potem powiedzial, ze nie jestem czlowiekiem. Wyobrazasz sobie? Nie jestem czlowiekiem. Powiedzial tez, ze moja matka, smiertelniczka, przespala sie z upadlym aniolem. – Wykrzywil sie paskudnie, a na czolo wystapily mu krople potu. – Wiesz, ze odziedziczylem pare cech po ojcu? Jestem oszustem jak on. Objawiam klamstwa. Sprawiam, ze slyszysz glosy.

– Ot, tak. Slyszysz mnie, Noro? Jeszcze sie nie boisz? Klepnal mnie po czole.

– Co sie tu dzieje, Noro? Jakos dziwnie cicho.

Jules to Chauncey. Nefil. Przypomnialam sobie znamie i slowa Dabrii. Wiec ja i on jestesmy jednej krwi. W moich zylach plynie krew monstrum. Spod przymknietych powiek pociekla mi lza.

– Pamietasz nasze pierwsze spotkanie? Wskoczylem ci na maske. We mgle, w ciemnosciach. Bylas tak podenerwowana, ze okpilem cie bez trudu. Tej pierwszej nocy posmakowalem rozkoszy napawania cie strachem.

– Poznalabym cie – szepnelam. – Niewielu dorownuje ci wzrostem.

– Nie sluchasz. Potrafie objawiac ci to, co chce. Sadzisz, ze przeoczylbym szczegol tak znaczacy jak moj wzrost? Zobaczylas to, co ci nakazalem. Anonimowego mezczyzne w kominiarce.

Pomimo strachu cieszylam sie, ze nie trace zmyslow. Wszystkim kierowal Jules. To on byl szalony. Zdolnosc opetywania mysli odziedziczyl po ojcu – upadlym aniele.

– Nie spladrowales mi pokoju – rzeklam. – Tylko wdrukowales mi to w podswiadomosc. Dlatego, gdy przyjechala policja, wygladal na nietkniety.

Pochwalil mnie rytmicznymi oklaskami.

– A wiesz, co jest w tym wszystkim najpiekniejsze? Moglas mnie oslabic, tak ze bez twojej zgody nie kiwnalbym palcem. Ale sie nie opieralas. Bylas bezwolna, slaba, latwa.

Nie mylil sie, ale zamiast choc na pol sekundy poczuc ulge, uzmyslowilam sobie, jak bardzo ulegam wplywom. Pozbawiona ochronnej powloki, w zaden sposob nie moglam bronic sie przed manipulacjami Julesa. Chyba zebym znala jego slabe strony.

– Postaw sie w mojej sytuacji – mowil. – Cialo, ktore rok za rokiem ktos nawiedza… Wyobraz sobie nienawisc, ktora mozna uleczyc tylko zemsta. Wyobraz sobie poklady energii, jaka tracisz, nie spuszczajac oka z obiektu swojej zemsty i wyczekiwanie chwili, gdy los da ci szanse odwetu i zacznie ci sprzyjac. – Wbil we mnie wzrok. – Ty jestes ta szansa, bo krzywdzac ciebie, skrzywdze Patcha.

– Przeceniasz moja wartosc. – Na czolo wystapil mi zimny pot.

– Obserwuje go od wiekow. Minionego lata odwiedzil cie w domu po raz pierwszy, ale nic nie spostrzeglas. Sledzil cie kilkukrotnie na zakupach. Co jakis czas specjalnie zmienial plany, aby cie odnalezc, az wreszcie zapisal sie do twojej szkoly. Dlugo sie zastanawialem, co w tobie takiego niezwyklego, no i postanowilem sie przekonac. Przygladam ci sie od dluzszego czasu.

Zdjelo mnie dziwne uczucie, ale nie byl to przestrach. Momentalnie pojelam, ze jako duch opiekunczy nie towarzyszyl mi tato, tylko Jules. W tej chwili tez tego doznawalam, tyle ze sto razy silniej.

– Aby nie wzbudzic podejrzen, trzymalem sie na uboczu – opowiadal Jules. – I wtedy pojawil sie Elliot, ktory dosc szybko potwierdzil to, czego sie domyslalem. Ze Patch jest w tobie zakochany.

Вы читаете Szeptem
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату