bezinteresowni, dalecy o setki mil od tego, co robia, lub, jak w wypadku matki, od tego, co pozwalaja robic. Tyle tylko, ze wiekszosc ich czyni to z calkowita swiadomoscia, natomiast matka, biedactwo, zupelnie nie zdawala sobie z tego sprawy, dzialala pod wplywem instynktu i okolicznosci.
Ale jej slowa o zupelnym braku checi do zycia wydawaly mi sie sluszne. Myslalam o tym, ze i mnie zabraklo checi do zycia, kiedy dowiedzialam sie o zdradzie Gina. Zylo tylko moje cialo, zupelnie niezaleznie od mojej woli. Zyly te piersi, nogi, biodra, wzbudzajace taki zachwyt u mezczyzn; zyly moje zmysly, pozadajac milosci fizycznej, chociaz ja wcale juz jej nie pragnelam. Niewiele pomoc moglo, ze kladac sie wieczorem do lozka zdecydowana bylam nie obudzic sie juz wiecej; kiedy spalam, cialo moje dalej zylo, krew krazyla mi w zylach, zoladek i kiszki pracowaly, rosly wygolone pod pachami wlosy, rosly paznokcie, skora wilgotniala od potu, organizm pokrzepial sie snem; a rano, bez udzialu mojej woli, podnosily sie moje powieki i, wbrew checi, oczy znowu patrzec musialy na te rzeczywistosc, ktora stala sie nienawistna; tak wiec stwierdzalam, ze pomimo pragnienia smierci zyje i musze zyc dalej. Zrozumialam, ze trzeba przystosowac sie do tego zycia i nie myslec o tamtych sprawach.
Ale matce nie pisnelam na ten temat ani slowa, bo zdawalam sobie sprawe, ze byly to mysli nie mniej tragiczne od jej wlasnych i nie mogly jej pocieszyc. Totez kiedy wydalo mi sie, ze przestala juz plakac, odsunelam sie nieco od niej i powiedzialam: — Zachcialo mi sie jesc. — Rzeczywiscie tak bylo, bo w restauracji, przy moim zdenerwowaniu, prawie nie tknelam jedzenia.
— Zostawilam ci twoja kolacje — odrzekla matka, bardzo zadowolona, ze moze mi usluzyc i zrobic to, co robila kazdego wieczora — pojde ci ja odgrzac. — Wyszla, zostalam sama.
Usiadlam przy stole, na moim zwyklym miejscu, czekajac, az matka wroci. Czulam teraz zupelna pustke w glowie i z tego wszystkiego, co sie stalo, pozostal mi tylko slodkawy zapach milosci na palcach i slony slad lez na policzkach. Siedzialam bez ruchu i obserwowalam cienie, jakie rzucala lampa na podluzne, nagie sciany pokoju. Potem weszla matka niosac na talerzu mieso z jarzynami.
— Nie przynioslam ci zupy, bo nie jest bardzo dobra… zreszta zostalo jej niewiele.
— Nie szkodzi, to mi wystarczy.
Napelnila mi kieliszek po brzegi winem i jak zwykle, gdy jadlam, stala przy mnie nieruchomo, czekajac na rozkazy.
— Czy dobry befsztyk? — troskliwie zapytala po chwili.
— Tak, dobry.
— Specjalnie prosilam rzeznika, zeby mi wybral miekki kawalek. — Przyszla juz calkiem do siebie i wszystko odbywalo sie tak jak kazdego wieczora. Jadlam powoli i kiedy skonczylam, ziewnelam i przeciagnelam sie prostujac ramiona. Nagle poczulam sie dobrze, gest ten sprawil mi przyjemnosc, bo uswiadomilam sobie, ze cialo moje jest mlode, silne, pelne zycia.
— Strasznie mi sie chce spac — powiedzialam.
— Poczekaj chwileczke, pojde ci poslac lozko — powiedziala usluznie matka i chciala wyjsc z pokoju. Ale ja zatrzymalam ja:
— Nie… nie… sama sobie posciele.
Wstalam od stolu, a matka zabrala pusty talerz.
— Daj mi sie wyspac jutro — powiedzialam — nie budz mnie.
Matka skwapliwie przytaknela, pocalowalam ja na dobranoc i poszlam do swego pokoju. Lozko bylo rozgrzebane, tak jak zostawilismy je z Giacintim. Strzepnelam tylko poduszke i podciagnelam wyzej koldre, rozebralam sie i polozylam. Lezalam przez chwile po ciemku z otwartymi szeroko oczyma, nie myslac o niczym. — Jestem dziwka uliczna — powiedzialam w koncu na glos, zeby przekonac sie, jakie to na mnie zrobi wrazenie. Wydalo mi sie, ze przeszlo bez wrazenia, zamknelam oczy i zasnelam prawie natychmiast.
Rozdzial 8
W ciagu nastepnych dni co wieczor spotykalam sie z Giacintim. Zatelefonowal on do Gizeli nazajutrz i Gizela po poludniu przekazala mi te wiadomosc. Giacinti mial wyjechac do Mediolanu w przeddzien mojego spotkania z Ginem i dlatego zgodzilam sie widywac z nim codziennie. W przeciwnym razie bylabym odmowila, bo poprzysieglam sobie, ze nie nawiaze juz stalego stosunku z zadnym mezczyzna. Uwazalam, ze skoro raz zdecydowalam sie na te profesje, lepiej uprawiac ja otwarcie, stale zmieniajac kochankow, niz oszukiwac sama siebie, ze tak nie jest, idac na utrzymanie do jednego mezczyzny. Poza tym wtedy istnialaby takze obawa, ze moge przywiazac sie do niego albo on do mnie, i utracilabym nie tylko wolnosc dysponowania soba, ale i wolnosc uczuc. Jak dotad zreszta moje poglady na normalne zycie malzenskie nic sie nie zmienily; myslalam, ze gdybym miala wyjsc za maz, to nie za kochanka, ktory by mnie utrzymywal i zdecydowal sie na koniec prawnie, nie moralnie, zalegalizowac nasz zwiazek, ale za chlopca, ktory by mnie kochal i ktorego ja bym kochala, z mojej sfery, z moimi pogladami, z moimi upodobaniami. Chcialam, jednym slowem, zeby obrany przeze mnie zawod pozostal calkowicie oderwany od moich pragnien, bez zadnych powiazan czy kompromisow, bo uwazalam, ze moge byc zarowno dobra zona, jak dobra kurtyzana. Ale w zadnym razie nie potrafilabym wybrac drogi posredniej, pelnej zaklamania i hipokryzji, tak jak zrobila Gizela. A poza tym, w ogolnym obrachunku, wiecej mozna bylo uzyskac majac do czynienia z wieloma mezczyznami, chocby liczacymi sie z kazdym groszem, niz z jednym hojnym.
Giacinti zapraszal mnie codziennie do tej samej restauracji, po czym przychodzil ze mna do domu, gdzie zostawal do pozna w noc. Matka nie napomykala juz ani slowem na temat owych wieczorow; kiedy wchodzila okolo poludnia do mojego pokoju, niosac na tacy kawe, ograniczala sie do zapytania, czy dobrze spalam. Dawniej wypijalam te kawe napredce, stojac przy piecyku w kuchni, z twarza i rekami przemarznietymi jeszcze po myciu w zimnej wodzie. Obecnie matka przynosila mi kawe do pokoju i jadlam sniadanie w lozku, a tymczasem ona podnosila zaluzje i krzatala sie po pokoju, robiac porzadki. Nie poruszalam z nia zadnych nowych tematow, rozmawialysmy o tym co i dawniej, ale ona sama zrozumiala, ze w naszym zyciu zmienilo sie wszystko, i swoim zachowaniem okazywala, ze pojmuje, jaka to jest zmiana. Postepowala tak, jak gdyby miedzy mna a nia istnialo milczace porozumienie, i wygladalo na to, ze okazujac mi te wszystkie wzgledy naprasza sie niesmialo, abym pozwolila jej byc uzyteczna i uslugiwac mi takze i w tym nowym zyciu. Ale musze powiedziec, ze to przyzwyczajenie podawania mi kawy do lozka musialo w pewien sposob dodawac jej pewnosci siebie, bo niektorzy ludzie — a do nich nalezala i moja matka — uwazaja swoje przyzwyczajenia za jakas wartosc pozytywna, chocby, jak w tym wypadku, nie byla ona pozytywna. Z rownym naciskiem wprowadzila inne male zmiany w naszym codziennym zyciu: na przyklad, kiedy tylko wstawalam, nastawiala mi duzy kociolek wody do mycia, wkladala kwiaty do wazonu w moim pokoju i tak dalej.
Giacinti dawal mi zawsze te sama sume i ja, nie mowiac nic o tym matce, chowalam te pieniadze do pudelka w szufladzie, w ktorej do tej pory ona przechowywala swoje oszczednosci. Dla siebie zatrzymywalam tylko troche drobnych. Prawdopodobnie matka musiala zauwazyc, ze nasze zasoby codziennie sie powiekszaja, ale nigdy nie zamienilysmy ani slowa na ten temat. Pozniej juz zaobserwowalam, ze nawet ci ludzie, ktorych zarobki pochodza ze zrodel najzupelniej legalnych, nie lubia o nich mowic nie tylko z obcymi, ale nawet i z najblizszym otoczeniem. Widocznie z pieniedzmi wiaze sie uczucie wstydu, a w kazdym razie pewnego skrepowania, ktore wykresla je z liczby ogolnie poruszanych tematow i wlacza do spraw intymnych, o ktorych sie nie mowi, jak gdyby pieniadz byl zawsze nieuczciwie zarobiony, bez wzgledu na jego pochodzenie. A moze prawda lezy w tym, ze nikt nie chce sie zdradzic, jakie uczucia budza w nim pieniadze: uczucia silne, zwiazane prawie zawsze z jakims cieniem winy.
Jednego z owych wieczorow Giacinti wyrazil chec, zeby u mnie przenocowac; odmowilam mu pod pretekstem, ze sasiedzi mogliby zobaczyc go rano, wychodzacego z naszego mieszkania. Ale prawdziwy powod byl inny: wciaz jeszcze byl on dla mnie rownie obcy jak pierwszego wieczoru, i to bynajmniej nie z mojej winy. Od pierwszego wieczoru az do dnia wyjazdu nie zmienil ani na jote swojego zachowania. Byl to czlowiek pozbawiony wszelkich wartosci, przynajmniej w dziedzinie uczuc; totez nigdy nie moglam wykrzesac z siebie nic procz tej odrobiny sympatii, jaka obudzila sie we mnie podczas naszego pierwszego spotkania, gdy patrzylam na niego pograzonego we snie, a byla to sympatia jakby oderwana, zapewne nie majaca z nim nic wspolnego. Sama mysl, ze ten czlowiek mialby spedzic u mnie cala noc, byla odpychajaca; poza tym obawialam sie nudy, bo bylam pewna, ze nie pozwoli mi zasnac i bedzie sie zwierzal, i opowiadal o sobie do bialego rana. On jednak nie