powiedziec, ze we snie z tego bardzo przykrego czlowieka pozostawalo to, co bylo w nim najlepsze; byl po prostu mezczyzna, jednym z wielu, bez zawodu, bez nazwiska, bez wad i zalet; spoczywalo przy mnie tylko, cialo czlowieka, ktorego klatka piersiowa miarowo poruszala sie przy oddychaniu. Wyda sie to dziwne, ale gdy patrzalam na niego, bezbronnego we snie, ogarnela mnie prawie tkliwosc; uswiadomilam sobie to, gdy zauwazylam, ze usiluje lezec prawie nieruchomo, aby go nie zbudzic. Bylo to owo uczucie sympatii, jakiego na prozno szukalam do tej pory i ktore obudzilo sie we mnie dopiero na widok jego siwej glowy, spoczywajacej na mojej mlodej piersi. Pocieszylo mnie to nieco i wydawalo mi sie nawet, ze nie jest mi juz tak zimno. Co wiecej, doznalam przez chwile jakby milosnego uniesienia i lzy zakrecily mi sie w oczach. Wywolal je — jak zreszta wywoluje po dzis dzien — nadmiar przepelniajacych mnie uczuc, szukajacych jakiegos ujscia, a ze nie mialam bliskiego czlowieka, przelewalam je na byle kogo.

Po mniej wiecej dwudziestu minutach Giacinti obudzil sie i zapytal:

— Czy dlugo spalem?

— Nie.

— Doskonale sie czuje — oswiadczyl wstajac z lozka i zacierajac rece — ach, jak sie swietnie czuje, ubylo mi co najmniej dwadziescia lat. — Zaczal sie ubierac, wciaz glosno wyrazajac zadowolenie. Ja takze ubieralam sie, ale w milczeniu. Kiedy byl gotow, zapytal:

— Chcialbym sie znowu spotkac z toba, laleczko… Jak to urzadzimy?

— Zadzwon do Gizeli — odpowiedzialam — widuje sie z nia codziennie.

— Czy zawsze jestes wolna?

— Zawsze.

— Niech zyje wolnosc! A ile ci sie nalezy? — zapytal dotykajac portfelu.

— Pozostawiam to do twego uznania — odrzeklam, po czym dodalam szczerze. — Jezeli mi dobrze zaplacisz, bedzie to dobry uczynek, bo bardzo potrzebuje pieniedzy…

On odpalil z miejsca:

— Jezeli ci dobrze zaplace, to nie dlatego, zeby zrobic dobry uczynek… z zasady nie robie nigdy dobrych uczynkow… Zrobie to dlatego, ze jestes sliczna dziewczyna i ze dzieki tobie spedzilem mily wieczor.

— Jak chcesz — odpowiedzialam wzruszajac ramionami.

— Wszystko ma swoja wartosc i za wszystko trzeba placic zaleznie od wartosci — ciagnal dalej, wyjmujac pieniadze z portfelu — dobre uczynki nie istnieja… Ty dostarczylas mi pewnych rzeczy w wyzszym gatunku, nizby dostarczyla mi, przypuscmy, Gizela, wiec sluszne jest, zebys dostala wiecej od Gizeli. Dobry uczynek nie ma z tym nic wspolnego! I dam ci jeszcze jedna rade: nie mow nigdy: „do twego uznania”… tak moze mowic komiwojazer. Kiedy slysze „do panskiego uznania”, mam zawsze ochote zaplacic mniej. — Zrobil porozumiewawczy grymas i podal mi pieniadze.

Gizela uprzedzila mnie juz, ze Giacinti ma szeroki gest, istotnie otrzymana suma przewyzszala moje oczekiwania. Gdy bralam te pieniadze, znowu obudzilo sie we mnie owo silne uczucie wspolnoty i pobudliwosci zmyslowej, jakiego doznalam juz podczas wycieczki do Viterbo, przyjmujac pieniadze od Astarity. I pomyslalam, ze to wlasnie wskazywalo na moje powolanie, na to, ze jestem jak stworzona do tego zawodu, pomimo ze calym sercem rwalam sie do calkiem innego zycia.

— Dziekuje — powiedzialam i w porywie wdziecznosci serdecznie pocalowalam go w policzek.

— To ja tobie dziekuje — odrzekl gotow do wyjscia. Wzielam go za reke i poprowadzilam przez ciemny przedpokoj. Zamknelam drzwi od mego pokoju i dopoki nie otworzylam drzwi na klatke schodowa, posuwalismy sie naprzod w zupelnych ciemnosciach. I wowczas, wiedziona dziwna intuicja, wyczulam, ze matka siedzi ukryta w jakims zakamarku przedpokoju. Musiala schowac sie za drzwi albo w przeciwleglym kacie, miedzy kredensem a sciana, i teraz czekala na wyjscie mojego goscia. I przypomnialo mi sie nagle, co zaszlo owej nocy, kiedy pozno wrocilam do domu, po spotkaniu z Ginem w willi jego chlebodawcow. Zdenerwowalam sie na mysl, ze kiedy Giacinti wyjdzie, ona rzuci sie na mnie tak jak wtedy, schwyci mnie za wlosy, przewroci na kanape, bedzie mnie bila po twarzy. Czulam przez skore jej obecnosc, wydawalo mi sie prawie, ze ja widze; nie moglam oprzec sie niemilemu wrazeniu, ze juz, juz wyciaga reke za moimi plecami, gotowa wpic mi sie we wlosy. Trzymalam za reke Giacintiego, a w drugiej sciskalam banknoty. Pomyslalam sobie, ze skoro tylko matka mnie zaatakuje, oddam jej te pieniadze i w ten sposob, bez slowa, przypomne jej, ze wlasnie ona sama pchala mnie zawsze na te droge; wiedzialam tez, ze tym gestem od razu zamkne jej usta, bo chciwosc byla dominujacym rysem jej charakteru. Otworzylam drzwi.

— A wiec do widzenia! Zatelefonuje do Gizeli — powiedzial Giacinti.

Widzialam, jak schodzi ze schodow, szeroki w ramionach, z siwymi sterczacymi na glowie wlosami, i nie ogladajac sie macha reka na pozegnanie; zatrzasnelam drzwi. I natychmiast, tak jak przewidzialam, matka przyskoczyla do mnie w ciemnosciach. Ale nie chwycila mnie za wlosy, czego sie tak balam, wprost przeciwnie, zaczela sciskac mnie, ale tak niezdarnie, ze poczatkowo nie moglam sie zorientowac, o co chodzi. Zgodnie z moim planem poszukalam reka jej reki i wcisnelam jej w dlon pieniadze. Ale ona odepchnela mnie i banknoty rozsypaly sie po podlodze; znalazlam je tam nastepnego ranka, kiedy wyszlam z mego pokoju. Wszystko to stalo sie w jednej chwili i zadna z nas nie przemowila slowa.

Weszlysmy do stolowego pokoju; usiadlam przy stole, a matka naprzeciw, nie spuszczajac ze mnie oka. Byla wyraznie przejeta, a ja czulam sie nieswojo.

— Czy wiesz — powiedziala nagle — ze kiedy bylas tam, ja w pewnej chwili zaczelam sie bac.

— Bac? Czego? — zapytalam.

— Nie wiem — rzekla. — Przede wszystkim poczulam sie bardzo samotna, zrobilo mi sie zimno, a potem czulam sie, jakbym przestala byc soba… Wszystko kolowalo mi w oczach, jakbym sie upila, wszystko wydawalo mi sie jakies dziwne, myslalam: to jest stol, a to krzeslo, a to maszyna do szycia, ale wcale nie bylam przekonana, ze to rzeczywiscie jest stol, krzeslo, maszyna do szycia… i wydawalo mi sie takze, ze ja to juz nie jestem ja… Powtarzalam sobie: „Jestem stara kobieta, ktora zarabia szyciem, mam corke, ktorej na imie Adriana”, ale wcale nie bylam o tym przekonana. Zeby sie upewnic, zaczelam myslec o sobie, kiedy bylam mala dziewczynka, kiedy bylam juz w twoim wieku, kiedy wyszlam za maz, kiedy ty sie urodzilas… i zleklam sie, ze to wszystko minelo jak jeden dzien i nagle z tej mlodej dziewczyny zrobila sie stara kobieta, a ja wcale tego nie zauwazylam. I kiedy umre — dokonczyla z wysilkiem — to bedzie tak, jak gdyby w ogole nigdy nie bylo mnie na swiecie.

— Dlaczego myslisz o takich rzeczach? — powiedzialam powoli. — Jestes jeszcze mloda, co tu myslec o smierci!

Wydawalo sie, ze wcale mnie nie slyszy; mowila dalej z uniesieniem, ktore sprawialo mi przykrosc i wygladalo na nieszczere.

— Mowie ci, ze sie balam; i pomyslalam tak: „A jezeli ktos nie ma juz ochoty do zycia, czy musi mimo to zyc dalej, na sile?”… Nie, nie mowie o samobojstwie, do samobojstwa potrzeba odwagi, ale nie chciec zyc dalej, tak jak nie chce sie jesc czy chodzic… A wiec przysiegam ci na dusze twojego ojca, chcialabym juz nie zyc!

Miala oczy pelne lez, drzaly jej usta. Rozplakalam sie i ja, chociaz sama nie wiedzialam dlaczego, wstalam, objelam ja i poszlysmy obydwie usiasc na kanapie, w glebi pokoju. Siedzialysmy tam przez chwile, placzac i tulac sie do siebie. Bylam jak odurzona ze zmeczenia, a metne, nieskladne wypowiedzi matki oszolomily mnie do reszty. Ale opanowalam sie pierwsza, bo ostatecznie plakalam tylko przez wspolczucie dla niej. Nad soba dawno przestalam wylewac lzy.

— No juz, juz — zaczelam mowic, klepiac ja po ramieniu.

— Mowie ci, Adriano, ze chcialabym juz nie zyc — powtorzyla z placzem. Klepalam ja po ramieniu i, nie odzywajac sie ani slowem, pozwolilam jej wyplakac sie do woli. A przez ten czas myslalam, ze to, co powiedziala, bylo wyrazem wyrzutow sumienia. Stale prawila mi kazania, ze powinnam isc za przykladem Gizeli i sprzedawac sie za mozliwie najwyzsza cene, to wszystko prawda. Ale miedzy tym, co sie mowi, a tym, co sie robi, jest wielka roznica. To, ze widziala na wlasne oczy, jak przyprowadzilam do domu mezczyzne, i dotknela tych pieniedzy, ktore usilowalam wcisnac jej do reki, musialo byc dla niej po prostu ciosem. Zobaczyla owoce swoich nauk i nie mogla sie oprzec uczuciu zgrozy. Ale zarazem bylo w niej cos takiego, co nie pozwalalo jej przyznac sie, ze nie miala racji, a moze czula nawet gorzka satysfakcje, ze na wyznanie winy w tej chwili jest juz za pozno. Tak wiec zamiast powiedziec mi po prostu: „Postapilas zle… nie rob tego wiecej” — wolala mowic o sprawach nie majacych ze mna nic wspolnego, o swoim zyciu i o tym, ze pragnelaby umrzec. Zaobserwowalam juz od dawna, ze kiedy ludzie zaczynaja postepowac niezgodnie ze swoim sumieniem, usiluja wybielic sie i podniesc na duchu, rozprawiajac na tematy najbardziej wzniosle, przedstawiajac sie innym i sobie samym jako szlachetni i

Вы читаете Rzymianka
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату