zostawiaj swoje smutki w domu. Nie chce nic wiedziec o twoich sprawach, nie obchodzi mnie, kim jestes ani jakie jest twoje zycie, ani cala reszta. Pewne rzeczy mnie nie interesuja. My oboje zawarlismy kontrakt, chociaz nie na pismie: ja zobowiazuje sie zaplacic ci pewna sume pieniedzy, a ty w zamian zobowiazujesz sie uprzyjemnic mi wieczor; reszta nie ma znaczenia.
Odpowiedzialam mu, nie ujawniajac w najmniejszym stopniu tego, co dzialo sie we mnie:
— Ale ja naprawde nie jestem smutna, tylko tutaj jest tyle dymu i taki halas! Jestem troche oszolomiona.
— Pojdziemy juz? — zapytal skwapliwie. Przytaknelam, zawolal wiec zaraz kelnera, zaplacil i wyszlismy. Kiedy znalezlismy sie na ulicy, spytal mnie:
— Idziemy do hotelu?
— Nie, nie — zaprotestowalam goraczkowo. Przerazila mnie perspektywa pokazywania dokumentow, a zreszta zdecydowalam juz inaczej — Pojdziemy do mnie.
Wsiedlismy do taksowki, podalam szoferowi adres. Zaledwie taksowka ruszyla, Giacinti rzucil sie na mnie, obmacujac mnie i raz po raz calujac szyje. Po jego oddechu poznalam, ze za duzo wypil i po prostu jest pijany. Powtarzal co chwila „laleczko”, jakbym byla mala dziewczynka; wyraz ten w jego ustach irytowal mnie, wydawal mi sie smieszny i nie na miejscu. Przez chwile nie stawialam oporu, po czym wskazujac na szofera powiedzialam:
— Moze lepiej poczekac, az bedziemy w domu?
Nic nie odpowiedzial, tylko opadl ciezko na oparcie samochodu, purpurowy i zmieniony na twarzy, jakby dostal nagle jakiegos ataku. Po chwili mruknal pogardliwie:
— Place mu za to, zeby zawiozl mnie na wskazane miejsce, a nie za to, zeby interesowal sie tym, co dzieje sie w taksowce. — Mial po prostu manie na tym punkcie, ze pieniadze musza kazdemu zamknac usta, a zwlaszcza jego pieniadze. Nic nie odpowiedzialam i przez reszte drogi siedzielismy nieruchomo, w pewnej odleglosci od siebie. Blask latarni miejskich wpadal przez szyby, oswietlajac nam przez chwile twarze i rece, i potem nikl; wydawalo mi sie dziwne, ze siedze u boku tego mezczyzny, o ktorego istnieniu przed godzina nic nie wiedzialam, i jade z nim do siebie, zeby mu sie oddac, jak upragnionemu kochankowi. Na tych rozmyslaniach droga minela mi szybko. Bylam prawie zdumiona, kiedy taksowka zatrzymala sie w znajomej alei przed nasza brama.
Na schodach, po ciemku, powiedzialam do Giacintiego:
— Prosze cie, zebys nie robil halasu wchodzac do mieszkania, mieszkam razem z matka.
— Badz spokojna, laleczko — odpowiedzial.
Kiedy doszlismy do drzwi, otworzylam je kluczem; Giacinti stal za mna; wzielam go za reke i nie zapalajac swiatla zaprowadzilam przez przedpokoj do drzwi mojego pokoju, ktore znajdowaly sie po lewej stronie od wejscia. Przepuscilam go przodem, zapalilam lampe przy lozku i obrzucilam moje meble takim spojrzeniem, jakbym sie z nimi zegnala. Giacinti, ktory bal sie zapewne, ze wprowadze go do jakiejs niechlujnej, zastawionej gratami nory, westchnal z ulga na widok swiezo umeblowanego, czystego pokoju i zdjal plaszcz rzucajac go na krzeslo. Powiedzialam mu, zeby zaczekal chwile, i wyszlam.
Poszlam prosto do jadalni, gdzie zastalam matke szyjaca przy stole. Na moj widok odlozyla natychmiast robote, chcac wstac i jak zazwyczaj podac mi kolacje. Ale ja powiedzialam:
— Nie, nie wstawaj, bo ja juz jadlam, a zreszta u mnie w pokoju jest ktos… Nie wchodz tam pod zadnym pozorem.
— Ktos? — zapytala z oglupialym wyrazem twarzy.
— Tak, ktos — odrzeklam szybko. — Ale nie Gino… pewien pan. — I wyszlam nie czekajac na dalsze pytania.
Wrocilam do siebie i zamknelam drzwi na klucz. Giacinti, zniecierpliwiony i czerwony na twarzy, podszedl do mnie i objal mnie wpol. Byl znacznie nizszy ode mnie i zeby dosiegnac ustami mojej twarzy, przegial mnie do tylu przez porecz lozka.
Staralam sie uniknac pocalunkow w usta i odwracajac twarz, niby ze wstydu, to znow odpychajac go niby w porywie namietnosci, udalo mi sie to zrobic. Giacinti traktowal milosc tak samo jak jedzenie: zachlannie, bezwzglednie, bez odrobiny delikatnosci, spiesznie i po omacku, jak gdyby w obawie, ze moglby czegos nie wykorzystac, urzeczony moim cialem, jak przedtem w restauracji jedzeniem. Kiedy mnie objal, zdawalo sie, ze chce mnie rozebrac od razu, na stojaco. Obnazyl mi rece i ramiona, a potem oszolomiony moja nagoscia, znowu zaczal mnie calowac. Balam sie, zeby tymi brutalnymi ruchami nie podarl mi sukienki, ale nie odepchnelam go, tylko powiedzialam:
— No, rozbieraj sie!
Puscil mnie od razu, usiadl na lozku i zaczal sie rozbierac, ja w drugim kacie pokoju zrobilam to samo.
— Ale twoja matka wie o tym? — zapytal po chwili.
— Tak.
— I co na to mowi?
— Nic.
— I nie potepia cie za to?
Nie ulegalo watpliwosci, ze te informacje mialy stanowic jeszcze jedna pikantna przyprawe do podniecajacej przygody. Jest to rys charakteryzujacy prawie wszystkich mezczyzn; i nieliczni tylko umieja oprzec sie pokusie, zeby nie laczyc przyjemnosci cielesnej z zainteresowaniami nie majacymi z tym nic wspolnego, czy tez po prostu z litoscia.
— Ani mnie potepia, ani pochwala — odpowiedzialam sucho, wstajac i sciagajac spodnice przez glowe — jestem niezalezna i wolno mi robic, co mi sie podoba. — Kiedy rozebralam sie do naga, ulozylam porzadnie rzeczy na krzeselku, po czym wyciagnelam sie na lozku, podkladajac jedna reke pod glowe, a druga zaslaniajac lono. Sama nie wiem, czemu pomyslalam sobie, ze leze w takiej samej pozie jak poganska bogini na kolorowej reprodukcji, ktora gruby malarz pokazywal matce i ktora byla do mnie podobna; i poczulam nagle dotkliwy bol na mysl, jaka zmiana zaszla od tego czasu w moim zyciu. Giacinti musial byc zdumiony widokiem posagowych ksztaltow mojego ciala, ktorych, jak juz wspominalam, trudno sie bylo domyslic, kiedy bylam w sukience; przestal sie rozbierac i zdumiony wpatrywal sie we mnie z na wpol otwartymi ustami, wybaluszonymi oczyma.
— Pospiesz sie — powiedzialam — zimno mi.
Byl juz rozebrany i rzucil sie na mnie. O jego stosunku do milosci juz mowilam; byl on taki jak i on sam i wydaje mi sie, ze wyczerpalam juz ten temat. Wystarczy, jezeli dodam, ze byl to jeden z tych mezczyzn, ktorzy uwazaja, ze skoro placa, moga wymagac, i nie wyrzekaja sie niczego, co im sie ich zdaniem nalezy, bo w przeciwnym razie uwazaliby, ze ich oszukano. Jak juz wspomnialam, byl zapamietaly w milosci, ale nie do tego stopnia, zeby choc na chwile zapomniec o swoich pieniadzach i o tym, zeby z nich wyciagnac jak najwiekszy zysk. Chcial on, z czego szybko zdalam sobie sprawe, mozliwie jak najbardziej przedluzyc nasze spotkanie, aby miec cala pelnie naleznej mu przyjemnosci. W tym celu uwijal sie skrzetnie wokol mego ciala niczym wokol instrumentu, ktory wymaga dluzszego przygotowania, zanim sie na nim zagra, przy czym ode mnie zadal tego samego. Ale ja, choc bylam mu posluszna, szybko zaczelam odczuwac znudzenie i obserwowalam go chlodno, jak gdyby to jego rzucajace sie w oczy wyrachowanie oddalilo mnie na wielki dystans i jak gdybym z bardzo daleka ogladala przez szybe niecheci i wstretu nie tylko jego, ale i siebie. Bylo to przeciwienstwem owego uczucia sympatii, ktorego szukalam instynktownie na poczatku wieczoru; ogarnal mnie nagle wstyd i wyrzuty sumienia, przymknelam oczy.
Zmeczyl sie na koniec i lezelismy na lozku obok siebie. Odezwal sie chelpliwie:
— Musisz przyznac, ze chociaz mam juz swoje lata, kochanek ze mnie wyjatkowy.
— Tak, to prawda — odpowiedzialam obojetnie.
— Mowia mi to wszystkie kobiety — ciagnal dalej. — A czy wiesz, co ja o tym mysle? Ze w malej beczce dobre wino… Te wielkie chlopiska, dwa razy takie jak ja, to wszystko nic niewarte.
Zaczynalo mi byc zimno, usiadlam wiec i nakrylam koldra nas obydwoje. On wzial to za objaw czulosci i powiedzial:
— Jak to milo z twojej strony… a teraz zdrzemne sie chwilke. — Przysunal sie do mnie i rzeczywiscie zasnal.
Lezalam na wznak, bez ruchu, z jego siwa glowa na moich piersiach. Koldra okrywala nas do pasa i patrzac na jego owlosiony tors, pelen zmarszczek, zdradzajacych podeszly wiek, znowu poczulam, ze jest to czlowiek calkiem mi obcy. Ale on spal; teraz nie mowil, nie patrzal na mnie, nie gestykulowal; i mozna