dopadla go przyszlosc.

Wydarzenia mogly rozegrac sie w nastepujacy sposob: Kannick wloczyl sie z lukiem po lesie. Ustrzelil wrone i mial wlasnie wracac do domu, kiedy wpadl na pomysl, zeby zajrzec do Halldis. Moze widzial, jak pielegnuje trawnik odwrocona plecami do drzwi? Wsliznal sie do srodka i w chlebaku znalazl portmonetke. Moze mial szczescie, a moze wiedzial, ze wlasnie tam ja trzyma. Na palcach skierowal sie do wyjscia. Ku swemu przerazeniu zobaczyl, ze Halldis pojawila sie na schodach z motyka w dloniach. Chlopak, ktory zwykle dzialal bez zastanowienia, wpadl w panike. Pewnie mocowali sie przez jakis czas, az wreszcie wyrwal jej motyke i bron byla jego. Zamachnal sie i uderzyl. Nosil swoje trojpalczaste rekawice i dlatego zostawil niepelne slady. Halldis upadla. Uciekl, zatrzymujac sie na chwile przy studni, zeby obejrzec sie za siebie. Nagle miedzy drzewami spostrzegl ciemna sylwetke. Wiedzial, ze ktos go zauwazyl. Popedzil w dol, ale zgubil portmonetke. Errki poszedl w strone domu i zobaczyl cialo Halldis. Potem przypuszczalnie poszedl do kuchni, pomyszkowal, nie mogac uwierzyc w to, co sie stalo, dotykajac drzwi i parapetow okiennych, zostawiajac slady sportowych butow. Na drodze znalazl portmonetke, ktora Kannick ze strachu upuscil. Wepchnal ja do kieszeni i poszedl dalej, przerazony tym, co sie wydarzylo, do miasta, w poszukiwaniu towarzystwa innych ludzi. Tymczasem Kannick pobiegl do posterunkowego Gurvina i zawiadomil go o smierci Halldis. Tam w gorze kogos zobaczyl – co za dogodny zbieg okolicznosci! Szalonego Errkiego. Co mowil Morgan?

Patrzyli na siebie nawzajem jak psy.

Sejer wyjal telefon komorkowy z kieszeni marynarki i wybral numer.

Odebral Skarre.

– Co sie dzieje?

Inspektor rozejrzal sie.

– Nic specjalnego.

Spojrzal z okna samochodu na okryte mgla lasy. Gdyby tylko mogl wskoczyc prosto do morza, uciec jak najdalej od tego kurzu i upalu.

– Czy ktos do mnie dzwonil? – zapytal jakby mimochodem.

Skarre milczal. Przez ostatnie dwadziescia cztery godziny zaczal nabierac podejrzen.

– Wyrazaj sie bardziej precyzyjnie.

– O Boze, ktokolwiek.

– Nikt nie dzwonil – powiedzial wreszcie Skarre.

– Okej.

Przez chwile obaj milczeli.

– Stalo sie cos? – zapytal z kolei Skarre.

– To nie Errki zabil Halldis.

– No to super. Wlasnie to chcialem teraz uslyszec. I znow bedziemy musieli zaczynac wszystko od nowa. Powiedz mi cos innego, nie jestem w nastroju do zartow.

– Ja nie zartuje. To nie on.

– Tak jest, szefie!

Zalegla kompletna cisza. Skarre zastanawial sie nad czyms.

– W porzadku – odezwal sie wreszcie. – Mysle, ze zaczynam rozumiec, do czego pijesz. Dzwonila dziewczyna. Kasjerka ze sklepu Briggena. Przypomniala sobie o czyms tak waznym, ze natychmiast musiala mi o tym powiedziec.

– I co ci powiedziala?

– Jeden chlopak z Guttebakken kilka razy jezdzil na farme Halldis razem z Oddemannem Briggenem. Pomagal mu. Domyslasz sie, kto to byl?

– Kannick – odparl Sejer.

– Tak. Zwykle dostawal wyplate w czekoladzie. Mogl wiedziec, gdzie trzymala portmonetke.

Sejer skinal glowa.

– A przy okazji, ktos tu byl.

– Wyrazaj sie bardziej precyzyjnie.

– Doktor Struel.

– Naprawde? Czego chciala?

– Nie mam pojecia. Poprosila o kartke papieru i koperte, zeby zostawic ci wiadomosc. Lezy na twoim biurku.

Sejer zapuscil silnik. Mysli zawirowaly mu w glowie.

– Jacob – powiedzial wesolo. – Wiesz, co to znaczy, prawda?

– O co ci chodzi?

– Czeka cie skok ze spadochronem.

– Chyba masz racje.

Nastapila dluga chwila milczenia.

– Jakkolwiek wcale nie pochwalam zakladow. Cokolwiek postanowisz, nie ma dla mnie znaczenia. Nie strace dla ciebie szacunku, jezeli nie skoczysz.

– Ale z drugiej strony, twoj szacunek dla mnie raczej nie wzrosnie, prawda?

– Juz zywie dla ciebie najwyzszy z mozliwych.

– Zebys wiedzial, ze skocze.

– Wiara dodaje ci sil?

– Pewnie nie po raz pierwszy wystawie ja na prawdziwa probe, ale chyba najwyzszy czas, zebym znow to zrobil.

Sejer otworzyl drzwi do swojego gabinetu i wszedl do srodka. Na jego biurku, na podkladce z mapa swiata lezala biala koperta. Dokladnie na srodku Morza Srodziemnego, jak lodz pod bialymi zaglami. Podniosl koperte i wsunal palec pod skrzydelko. Rece mu sie trzesly, gdy wyciagal z niej kartke.

Skarre bezceremonialnie wpadl do srodka. Zatrzymal sie nagle na widok szefa, ktory z przejeciem wpatrywal sie w bialy papier.

– Z calym szacunkiem – spytal zaklopotany – co tu jest wlasciwie grane?

Karin Fossum

***
Вы читаете Kto sie boi dzikiej bestii
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату