spokojne wody ujscia rzeki.

Zmniejszajac stopniowo predkosc wycinala w zielonej toni gleboka biala bruzde, ciagnac za soba dwie blizniacze fontanny wodnego pylu. Lutherowi nasunelo sie porownanie z kaczorem ladujacym na powierzchni jeziora z szeroko rozpostartymi skrzydlami i wystawionymi przed siebie lapami. Kadlub osunal sie nizej, strzelily jeszcze okazalsze fontanny, potem zas wielkie cielsko zaczelo pochylac sie do przodu, zanurzajac coraz wieksza czesc swego wielorybiego brzucha. Kiedy wreszcie dziob zetknal sie z woda, predkosc spadla raptownie, fontanny zamienily sie w wysokie rozbryzgi i samolot pozeglowal po powierzchni wody niczym statek, tak spokojnie i dostojnie, jakby nigdy nie odwazyl sie rzucic wyzwania wysokiemu niebu.

Dopiero teraz Luther uswiadomil sobie, ze wstrzymal oddech. Wypuscil go z donosnym, przepelnionym ulga westchnieniem i zaczal znowu mruczec pod nosem.

Maszyna skierowala sie w strone swego miejsca postojowego. Tam wlasnie Luther opuscil ja tydzien temu. Dok stanowil specjalna, przypominajaca nieco tratwe konstrukcje o dwoch pomostach. Juz za kilka minut zostana rzucone cumy, zaloga zaczepi je o specjalne pacholki umieszczone z przodu i z tylu samolotu, po czym latajaca lodz zostanie wciagnieta tylem miedzy pomosty. Wkrotce potem pasazerowie wyjda na szeroka plaszczyzne stabilizatora, skad przedostana sie na pomost, a stamtad po metalowym trapie na staly lad.

Luther odwrocil sie, by odejsc, lecz natychmiast zatrzymal sie gwaltownie. Tuz za jego plecami stal czlowiek, ktorego wczesniej nie zauwazyl: mezczyzna mniej wiecej jego wzrostu, ubrany w ciemnoszary garnitur i melonik, niczym urzednik udajacy sie wlasnie do biura. Luther minalby go, gdyby nie to, ze spojrzal na jego twarz. To nie byla twarz urzednika. Mezczyzna mial wysokie czolo, jasnoblekitne oczy, wydluzona szczeke i waskie, okrutne usta. Byl starszy od Luthera – wygladal na czterdziestke – mial szerokie ramiona i sprawial wrazenie bardzo silnego. Przystojny, lecz zarazem niebezpieczny. Wpatrywal sie Lutherowi prosto w oczy.

Luther przestal mruczec.

– Jestem Henry Faber – przedstawil sie mezczyzna.

– Tom Luther.

– Mam dla pana wiadomosc.

Lutherowi zabilo zywiej serce. Mimo to ukryl podniecenie i powiedzial rownie zwiezle jak starszy mezczyzna:

– To dobrze. Slucham pana.

– Czlowiek, ktorym pan tak bardzo sie interesuje, odleci w srode tym samolotem do Nowego Jorku.

– Jest pan tego pewien?

Mezczyzna spojrzal ostro na Luthera i nie odpowiedzial.

Tom Luther skinal powaznie glowa. A wiec sprawa jednak jest aktualna. Przynajmniej skonczyla sie niepewnosc.

– Dziekuje panu.

– Jest jeszcze druga czesc wiadomosci.

– Slucham.

– Brzmi nastepujaco: Nie spraw nam zawodu.

Luther wzial gleboki wdech.

– Prosze im powiedziec, ze moga sie nie obawiac – odparl z pewnoscia siebie, choc jej w istocie nie odczuwal. – Facet opusci Southampton, ale nigdy nie dotrze do Nowego Jorku.

Imperial Airways mialy specjalne stanowisko obslugi lodzi latajacych po drugiej stronie ujscia rzeki, dokladnie naprzeciwko nabrzezy portu Southampton. Przegladu Clippera dokonywali miejscowi mechanicy pod kierunkiem inzyniera pokladowego. Podczas tego lotu funkcje te pelnil Eddie Deakin.

Bylo to powazne zadanie, ale mieli na nie az trzy dni. Po wysadzeniu pasazerow w doku numer 108 Clipper zostal przeholowany na druga strone rzeki, ustawiony w wodzie na ruchomej platformie, a nastepnie wyciagniety po pochylni na suchy lad. W ogromnym zielonym hangarze wygladal jak wieloryb usadowiony w wozku dla niemowlat.

Transatlantycki lot oznaczal dla silnikow mordercza probe. Podczas przelotu najdluzszego odcinka, z Nowej Fundlandii do Irlandii, samolot przebywal w powietrzu nieprzerwanie przez dziewiec godzin (w drodze powrotnej, lecac pod wiatr, na pokonanie tej samej trasy potrzebowal szesnascie i pol godziny). Minuta za minuta plynelo paliwo, miedzy elektrodami swiec zaplonowych przeskakiwaly iskry, czternascie tlokow w kazdym z czterech silnikow poruszalo sie niezmordowanie w gore i dol, a ponad czterometrowe smigla przedzieraly sie niestrudzenie przez chmury, deszcz i nawalnice.

Dla Eddiego na tym wlasnie polegala romantyka zawodu inzyniera. Bylo cudowne i zdumiewajace, ze ludzie skonstruowali silniki mogace pracowac niezawodnie przez tyle godzin. Istnialo przeciez tak wiele rzeczy, ktore mogly zawiesc, tyle ruchomych czesci musialo zostac wytworzonych z nieslychana precyzja i polaczonych bezblednie w calosc, by nie odmowic posluszenstwa ani przez ulamek sekundy, niosac ponad czterdziestotonowego kolosa na odleglosc wielu tysiecy kilometrow.

W srode rano Clipper bedzie gotow, aby odbyc kolejna taka podroz.

ROZDZIAL 2

W cudowna, poznojesienna niedziele, sloneczna i bardzo ciepla, Anglia wypowiedziala Niemcom wojne.

Na kilka minut przedtem, nim radio podalo wiadomosc o przystapieniu przez Wielka Brytanie do wojny, Margaret Oxenford stala przed rozlegla, wzniesiona z cegly rezydencja stanowiaca jej rodzinny dom, pocac sie nieco w plaszczu i kapeluszu, potwornie wsciekla poniewaz zmuszono ja, by poszla do kosciola. Na drugim koncu wsi samotny koscielny dzwon zawodzil wciaz swa monotonna piesn.

Margaret nienawidzila kosciola, lecz ojciec zmuszal ja do uczeszczania na msze, mimo ze miala juz dziewietnascie lat i byla wystarczajaco dorosla, by wyrobic sobie wlasne zdanie na temat religii. Jakis rok temu zebrala sie na odwage i sprobowala powiedziec mu, ze nie ma zamiaru brac udzialu w nabozenstwach, ale on nawet nie chcial jej sluchac.

– Czy nie sadzisz, ze to hipokryzja chodzic do kosciola, mimo ze nie wierzy sie w Boga? – zapytala Margaret.

– Nie badz smieszna – odparl ojciec.

Upokorzona i zdenerwowana oswiadczyla matce, ze po osiagnieciu pelnoletnosci nigdy nie przekroczy progu zadnej swiatyni.

– O tym zadecyduje twoj maz, moja droga – uslyszala w odpowiedzi.

Z punktu widzenia rodzicow dyskusja zostala w ten sposob zakonczona, lecz od tamtej pory Margaret w kazdy niedzielny poranek wrecz nie posiadala sie ze zlosci.

Z domu wyszli jej siostra i brat. Elizabeth miala dwadziescia jeden lat, byla wysoka, niezgrabna i niezbyt ladna. Dawniej obie siostry znaly wszystkie swoje sekrety. Jako dziewczynki przebywaly bez przerwy w swoim towarzystwie, poniewaz nigdy nie uczeszczaly do szkoly, otrzymujac powierzchowne wyksztalcenie w domu, od guwernantek i prywatnych nauczycieli. Jednak ostatnio oddalily sie nieco od siebie. Dorastajaca Elizabeth przejela sztywny, tradycyjny system wartosci rodzicow, stajac sie ultrakonserwatywna rojalistka, glucha na nowe idee i wrogo nastawiona do wszelkich zmian. Margaret wybrala odmienna sciezke. Byla feministka i socjalistka, interesowala sie jazzem, kubizmem i awangardowa poezja. Elizabeth uwazala, ze ulegajac wplywowi radykalnych ideologii Margaret postapila nielojalnie wobec rodziny. Margaret z kolei bardzo irytowala glupota siostry, przede wszystkim jednak odczuwala smutek i zal spowodowany tym, ze przestaly byc bliskimi przyjaciolkami. Teraz nie miala juz zadnej przyjaciolki.

Percy mial czternascie lat. Nie byl ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem radykalnych pogladow, lecz mial naturalna sklonnosc do przekory i sympatyzowal z buntowniczym nastawieniem Margaret. Cierpiac wspolnie pod tyranskimi rzadami ojca podtrzymywali sie wzajemnie na duchu. Margaret bardzo kochala swego mlodszego brata.

W chwile potem przed dom wyszli takze matka i ojciec. Ojciec zalozyl obrzydliwie pstrokaty, pomaranczowo – zielony krawat. Byl wlasciwie daltonista, wiec zapewne krawat kupila mu matka. Miala rude wlosy, oczy koloru morskiej wody, bladokremowa cere i bylo jej bardzo do twarzy w pomaranczowym i zielonym, ale przy czarnych, siwiejacych wlosach ojca i jego zaczerwienionej skorze krawat w tych kolorach wygladal jak ostrzezenie przed

Вы читаете Noc Nad Oceanem
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату