Powiedziales... - zawahal sie i spojrzal na Snape'a. Zdumiony zobaczyl, ze Mistrz Eliksirow pochylil sie do przodu i wpatruje sie w niego z taka uwaga i intensywnoscia, jakby sen Harry'ego byl najbardziej interesujaca rzecza na swiecie.
- Co powiedzialem? - zapytal z napieciem w glosie, a jego oczy niemal przewiercily Harry'ego.
- Powiedziales... ze nikt mnie tym razem nie uratuje - dokonczyl, nieco zaskoczony zachowaniem Severusa, ktory po tych slowach zbladl, a w jego oczach zamigotal... strach.
- Cos sie stalo? - zapytal niepewnie Gryfon.
Mezczyzna odwrocil glowe i spojrzal w ogien.
- Miales jeszcze kiedys podobne sny? - zapytal, zamiast odpowiedziec.
- Nie, tylko ten jeden raz. Zreszta, nie musisz sie o mnie bac, Severusie. To byl tylko sen - odparl beztrosko, jakby zupelnie zapomnial o swoim wlasnym przerazeniu. Teraz jednak wszystkie te zmartwienia i klopoty wydaly mu sie zbyt odlegle i niewazne. Nie chcial zaprzatac sobie nimi glowy. Byl tutaj, ze Snape'em. To znaczy, pil ze Snape'em alkohol, milo sobie rozmawiali i wszystko bylo dobrze. Spojrzal na swoja pusta, a pozniej na wypelniona po brzegi szklanke Mistrza Eliksirow. Ciekawy, jak smakuje trunek, ktory pije mezczyzna, Harry, chwiejac sie, podniosl sie z fotela i siegnal po butelke z whisky. Niestety, krazacy w jego zylach alkohol uniemozliwil to. Tak bardzo zakrecilo mu sie w glowie, kiedy sie podniosl, ze nie trafil reka w butelke, zachwial sie i polecial na stolik, przewracajac wszystko i ostatecznie ladujac na podlodze na wlasnym tylku. Otrzasnal sie, zdezorientowany, zeby akurat w tym momencie uslyszec wsciekle warkniecie Severusa:
- Widze, ze glowe masz rownie slaba, jak talent do czegokolwiek innego, poza sianiem zametu i zniszczenia.
Harry uslyszal, jak Snape magicznie ustawia butelki z powrotem i czysci swoje szaty. Podpelzl na kolanach do fotela i wdrapal sie na niego. Pomyslal, ze to bardzo zabawna sytuacja. Chichoczac, spojrzal na wscieklego Snape'a i wypalil:
- To ty mi dales alkohol, wiec to twoja wina. Poza tym, mam wiele ukrytych talentow, o ktorych nie wiesz - powiedzial z blyskiem w oku.
- Tak, talent do lamania regul, wymadrzania sie, wscibiania nosa w nie swoje sprawy, zadawania glupich pytan, wyslugiwania sie innymi... - wyliczal zgryzliwie Snape, a Harry z kazdym slowem czul coraz wieksza zlosc.
- Przestan! - przerwal mu. - Nienawidze, kiedy mnie tak traktujesz! Obrazasz, ponizasz, szydzisz. Dlaczego taki jestes? Czasami patrzysz na mnie z pragnieniem, zeby chwile pozniej krzyczec na mnie i wysmiewac mnie. Mam wtedy wrazenie, ze mnie nienawidzisz... Dlaczego jestes dla mnie taki wredny?
- Jezeli tego nie zauwazyles, to jestem taki dla wszystkich, Potter - odparl gladko Snape. - To, ze cie pieprze, nie znaczy, ze zrobie dla ciebie wyjatek.
Harry zasepil sie. Kolejna zlosliwa uwaga, rzucona prosto w twarz. Zabolala.
- Moglbys byc czasami troche milszy... - wymamrotal patrzac w stojace na stoliku butelki.
- Moglbym byc troche milszy, jezeli ty bylbys troche madrzejszy - odpowiedzial ze spokojem Mistrz Eliksirow.
Harry gwaltownie poderwal glowe.
- Hej! Nie jestem wcale glupi!
- Mmm, ta odpowiedz rzeczywiscie bardzo mnie przekonala. Moze jednak zmienie zdanie, dotyczace twoich zdolnosci umyslowych? - Snape zdawal sie doskonale bawic. Na jego waskich wargach igral krzywy usmiech.
