Nie otrzymal odpowiedzi. W zamian za to poczul oplatajace go ramiona, ktore przysunely go jeszcze blizej, przyciskajac do odzianego w czern, pachnacego korzeniami imbiru ciala Mistrza Eliksirow.

Na usta Harry'ego wyplynal blogi usmiech.

Jeszcze chwile temu czul sie jak ptak, ktoremu podcieto skrzydla. Teraz, dzieki Severusowi czul sie tak, jakby mial nowe, lepsze i piekniejsze skrzydla, ktore pokonaja kazda burze i zabiora ich obu gdzies, gdzie w koncu beda bezpieczni.

***

Kiedy Harry wracal do Pokoju Wspolnego, ukryty pod peleryna niewidka, nie potrafil przestac sie usmiechac. Udalo mu sie wynegocjowac spotkanie ze Snape'em w sobote, a na dodatek Severus obiecal, ze bedzie dla niego 'mily'. Jutro po poludniu wymknie sie do Hogsmeade. Wszystko uda sie znakomicie. W koncu, w sobote bedzie szczegolny dzien - urodziny Severusa. Harry juz wiedzial, co da mu w prezencie. Wiedzial, co mezczyzna lubi i chociaz wymagalo to od niego niezwyklej odwagi - przelamie sie i da Severusowi taki prezent, jakiego ten nigdy nie zapomni.

Usmiechnal sie do siebie.

Ale to wszystko dopiero w sobote. Teraz czekala go potyczka. Musi stawic czola temu, co go czeka. Ale teraz przynajmniej mial wokol siebie bariere ochronna. Teraz byl przygotowany na wszystko, co moze go spotkac ze strony jego bylych kolegow.

Dzieki Severusowi.

Zdjal peleryne pod portretem Grubej Damy, odetchnal gleboko i wszedl. Pierwsze, co uslyszal, to pisk, a horyzont przyslonila mu burza kasztanowych wlosow.

- Harry! - krzyknela Hermiona, tulac go do siebie z taka sila, jakby chciala polamac mu zebra. - Tak sie o ciebie martwilismy. Gdzie byles? Wszyscy cie szukali! Jak mogles tak zniknac? Na caly dzien! Nie pomyslales o tym, ze bedziemy odchodzic od zmyslow?

- Hermiono, pusc go, bo go udusisz i niczego sie nie dowiemy - powiedzial Ron, ktory wylonil sie zza plecow Gryfonki. Hermiona odsunela sie od Harry'ego i wbila w niego taki wzrok, jaki zwykle miala mama Rona, kiedy Fred i George cos nabroili.

- Musialem pobyc sam - powiedzial cicho Harry, rozmasowujac kark. - Bylem w Pokoju Zyczen.

- Widzisz? Mowilem ci - oswiadczyl z duma Ron. - Mowilem jej, ze nic ci nie jest - zwrocil sie do Harry'ego. - Ale wiesz, jakie sa dziewczyny.

- Przepraszam, jezeli sie martwiliscie - dodal cicho Harry, starajac sie ignorowac zaciekawione spojrzenia, ktore rzucali ku niemu wszyscy obecni w pomieszczeniu Gryfoni. Na kilku twarzach pojawil sie szyderczy grymas. W rekach trzymano egzemplarze porannego Proroka.

- To, co zrobiles, bylo nieodpowiedzialne i nieprzemyslane, Harry! - oswiadczyla glosno Hermiona, jakby chciala miec w tej sprawie ostatnie slowo, po czym wyprostowala sie i potoczyla po pokoju gniewnym wzrokiem, jakby chciala wyzwac na pojedynek kazdego, kto sie z nia nie zgodzi.

- Mozemy pogadac na gorze? - zapytal Harry.

- Oczywiscie, stary - odparl Ron i ruszyl przez pokoj. Kilkoro uczniow odsunelo sie na bok, kiedy przechodzili, ale zanim dotarli do schodow, Harry uslyszal glos Seamusa:

- A wiec to tak, Potter. Jestes az takim tchorzem, ze na caly dzien wlazles do jakiejs nory i bales sie pokazac nam na oczy? Nic dziwnego, ze boisz sie spotkania z Sam-Wiesz-Kim. Jezeli uciekasz przed nami... - Rozlozyl rece, wskazujac na otaczajacych go uczniow, ktorzy patrzyli na Harry'ego z mieszanina pogardy i politowania.

Harry zamknal oczy. Spodziewal sie tego...

Odwrocil sie i wbil w Seamusa twarde spojrzenie.

- Nie czytales dokladnie artykulu, Seamus? Moze niedlugo przylacze sie do Voldemorta? Wiec uwazaj, bo chyba nie chcesz miec we mnie wroga?

Gryfon zbladl i zacisnal zeby ze zlosci. Harry rozejrzal sie po pokoju, jakby szukal nastepnej osoby, ktora chcialaby mu cos jeszcze powiedziec, ale nikt juz sie nie odezwal. Kiedy jednak wspinal sie po schodach, uslyszal z dolu wiazanke wrogich, pelnych gniewu epitetow pod swoim adresem.

- Nie przejmuj sie nimi, Harry - powiedziala Hermiona, kiedy wchodzili do dormitorium. - W koncu im sie to znudzi.

- Taa... - mruknal Harry, siadajac na lozku. - Tak samo, jak 'znudzilo im sie' nazywanie mnie klamca w zeszlym roku.

Hermiona skrzywila sie.

- Moze nie bedzie tak zle? - wymamrotal Ron.

- Ale my bedziemy cie wspierac, Harry - dodala Hermiona. - Prawda, Ron?

Rudzielec mruknal cos niewyraznie w odpowiedzi.

- Dzieki - westchnal Harry. - Co mnie dzisiaj ominelo? Nauczyciele bardzo sie wsciekali?

Hermiona od razu spowazniala.

- McGonagall wpadla w szal. Powiedziala, ze to, co zrobiles, bylo nieodpowiedzialne i dziecinne i kazala ci przekazac, ze jak tylko sie pojawisz, to masz do niej przyjsc.

Harry skrzywil sie.

- Nie brzmi to najlepiej.

- A czego sie spodziewales? - rzucila retorycznie. - Tonks, Binns i Sprout byli w porzadku. Nic nie powiedzieli.

- I Snape cie szukal - dodal Ron.

- Snape? - Harry staral sie udawac obojetnosc.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату