- Nie wpedzili mnie w depresje - warknal. Slowa Snape'a denerwowaly go. Dzialaly na niego, niczym plachta na byka. - To nie jest mile, kiedy ktos cie nienawidzi i obrzuca blotem. A szczegolnie, kiedy tym 'kims' jest caly czarodziejski swiat.

- Och, to rzeczywiscie powod do zalamania. Ja, w takim razie, juz dawno powinienem wyladowac na terapii w Sw. Mungu. - Harry zamrugal, slyszac sarkazm w glosie Snape'a. - Od kiedy to 'Prorok' pisze prawde, Potter? A to, ze niektorzy idioci wierza w wypisywane w nim bzdury, oznacza, ze maja rozum na poziomie Longbottoma. Czy mam rozumiec, ze ty takze w to uwierzyles?

- Oczywiscie, ze nie! - zaprzeczyl szybko Harry. Nie usmiechalo mu sie byc porownanym do Neville'a, pomimo, ze go lubil. - Ale...

- Ale ciagle sie boisz, ze wszyscy inni w to uwierzyli? - przerwal mu Severus. Zdawalo sie, ze czytal w jego myslach. - W tym takze twoi drodzy przyjaciele? Jezeli tak, to gratuluje doboru przyjaciol, Potter. Nie ma to jak przejmowanie sie, co mysli o tobie banda bezmozgich tepakow. Nic tak nie wplywa na samoocene - zakonczyl ironicznie mezczyzna i prychnal z pogarda.

- Ja sie wcale nie przejmuje, co o mnie mysla! - wybuchnal Harry, czujac, ze slowa Snape'a rozpalily w nim ogien, ktory zdawal sie ledwie tlic przez caly dzisiejszy dzien. - Moga sobie myslec, co chca! Do cholery z nimi! Zalezy mi tylko na tym, co ty myslisz!

- Przeciez doskonale wiesz, co mysle - warknal Severus, marszczac brwi i wbijajac w niego ostre spojrzenie.

- Tak, wiem - odparl Harry. Zawahal sie. Chcial jeszcze cos dodac, zaprzeczyc, ale wszystkie argumenty zdawaly sie rozplynac. Snape trafnie zbil je wszystkie. - Masz racje - powiedzial w koncu. - Bylem glupi, przejmujac sie tymi bzdurami.

Zobaczyl, ze Snape kiwa glowa z powaga. W jego oczach cos zamigotalo.

- Wiec mam nadzieje, ze nastepnym razem, kiedy ukaze sie taki artykul, nie zachowasz sie jak skonczony idiota bez krztyny poczucia wlasnej wartosci i nie zaszyjesz sie na caly dzien w jakiejs dziurze, niczym wystraszony szczeniak z podkulonym ogonem, ktorego ktos kopnal.

- Dobrze, juz wystarczy - wymamrotal Harry. - Zrozumialem.

- Ciesze sie. - Na ustach Severusa pojawil sie krzywy usmiech. Harry poczul skurcz w zoladku. Olsnilo go.

No jasne! Przeciez to oczywiste! To wszystko, co powiedzial Snape... powiedzial, poniewaz chcial...

Harry zdal sobie sprawe, ze jest tak zdumiony, ze nie moze wydusic slowa. Jego wargi rozciagnely sie w szerokim usmiechu. Nie wiedzial dlaczego, ale nagle poczul sie niesamowicie. Mimo, ze gardlo mial scisniete, to w serce wlaly sie spokoj i radosc, zmywajac wszystkie troski i problemy.

Severus martwil sie o niego. Naprawde sie martwil. Dlatego powiedzial mu te wszystkie rzeczy. Nie mogl zniesc, ze Harry jest smutny... I pomimo jego ewidentnego niedoswiadczenia w kwestii pocieszania, Harry poczul sie absolutnie rozczulony jego troska. To bylo... takie wzruszajace. Nie potrafil opanowac maslanego usmiechu, ktory rozlal sie na jego twarzy, a oczy blyszczaly mu jasniej, niz gwiazdy w calej swej krasie, kiedy wpatrywal sie w Severusa, wciaz nie mogac uwierzyc w to, co uslyszal. Zauwazyl, ze kaciki ust mezczyzny drgnely nieznacznie.

Nie wiedzial, jak. Nie wiedzial, kiedy. Ale czul, ze udalo mu sie przekroczyc kolejna bariere. Zdobyl cos, co jeszcze niedawno wydawalo sie calkowicie poza zasiegiem. Jeszcze niedawno... uczucia Harry'ego byly ostatnim, co mogloby zaprzatac glowe Severusa. Kogos, kto zranil go tak wiele razy - czy to slowem, czy czynem, w ogole nie przejmujac sie jego bolem. A teraz...

Harry przypomnial sobie wszystkie te mysli, ktore powstrzymaly go przed ucieczka po wypiciu Veritaserum. Mysli, ktore wtedy wydawaly mu sie tylko czczymi mrzonkami:

Nie mozesz sie teraz poddac. Swoim oddaniem uda ci sie go zlamac. W koncu wygrasz.

Gdyby wtedy zrezygnowal... nie siedzialby teraz na kolanach Snape'a, czujac sie najszczesliwsza osoba na swiecie. Nie patrzylby w jego cudowne oczy. Nie czulby dotyku jego dloni. Nie slyszalby jego cieplego, rownomiernego oddechu... Nie istnialby.

Siegnal po reke Severusa, przyblizyl ja do swojej twarzy i pocalowal smukle, zagiete palce. Kilka razy. Nie mogl sie powstrzymac. Nie potrafil przestac.

- Dziekuje - wyszeptal pomiedzy pocalunkami. Mial zamkniete oczy. Nie musial widziec. Wazne, ze czul.

Czul cieplo. Plonal w nim ogien. Jasno i niezachwianie. Czul go calym soba, wszedzie wokol. I wiedzial, ze tym razem zadna nawalnica juz go nie zdmuchnie...

Westchnal i oparl glowe o ramie Severusa. Wcisnal twarz w jego obojczyk. Otulil go przyjemny zapach mezczyzny.

O tak, dlaczego zawsze nie mogloby byc tak, jak teraz? Tutaj, przy nim... czul sie bezpiecznie.

- Badz... przy mnie - wyszeptal cicho, owiewajac ramie Severusa goracym oddechem. Wtulil sie w niego jeszcze bardziej. - Zawsze...

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату