charakterystycznego nosa. Powoli przesunal palcem po calej jego dlugosci, rozkoszujac sie jego faktura i kazda wypukloscia. Ostry, zakrzywiony, stanowil doskonale dopelnienie twarzy. Nadawal jej grozny, drapiezny wyglad. Byl... idealny.
Harry oddychal coraz ciezej, ale byl teraz tak zapatrzony i oczarowany, ze w ogole tego nie zauwazyl. Wydawalo mu sie, ze z jego ust wydobylo sie westchnienie, kiedy delikatnie dotknal chlodnego policzka, ale niemal to do niego nie dotarlo. Skora Severusa byla gladka, miala ziemisty, matowy odcien, jakby zbyt czesto wystawiano ja na dzialanie oparow eliksirow, ale im dluzej jej sie przygladal, tym bardziej byl przekonany, ze byla ona dokladnie taka, jaka powinna byc. Nie potrafilby sobie wyobrazic piekniejszej. Z czuloscia poglaskal policzek. Raz, drugi. Jakby nie potrafil przestac. Jakby bal sie, ze zaraz zniknie, ze to wszystko jest wyobrazeniem, uluda, ktora lada moment rozplynie sie w nicosc. Jego dlon znieruchomiala, a palce powoli zsunely sie i zatrzymaly na bladych, cienkich wargach, ktore rozchylily sie nieznacznie pod jego dotykiem. Tyle razy slyszal z tych ust ostre, doglebnie raniace slowa. Tyle razy slyszal, jak te usta jeczaly... Byly wtedy jakby delikatniejsze, pelniejsze, wilgotne... Przepelnial go bol, kiedy przypominal sobie, ze byly one jedyna czescia Severusa, ktorej nigdy nie bedzie mial. Ktorej nie skosztuje, nie poczuje smaku, faktury, miekkosci... I ktorej nigdy nie dostanie. Pozostaly mu jedynie wspomnienia. I spalajace na popiol pragnienie, ktorego nic nie moglo ugasic. A takze szybkie, niezapowiedziane, nagle ataki na te wiecznie zacisniete wargi, podczas ktorych bedzie eksplodowal od doznan. A ktore niemal na pewno beda potem okupione bolem.
Tak nieduzo
I tak wiele.
Swiadomosc tego wszystkiego byla chlodna, wdarla sie w jego umysl niczym ostre swiatlo poranka przez uchylone zaslony i wybudzila go z letargu. Zamrugal kilka razy, nie rozumiejac, gdzie jest i co sie stalo. Powrocila rzeczywistosc, a czas ruszyl ponownie.
Kiedy Harry spojrzal na Severusa, uderzyl go wyraz jego twarzy. Calkowite zaskoczenie, zmieszane z niedowierzaniem. Cos, co widzial na jego obliczu tylko raz - wtedy, kiedy zazyl eliksir Desideria Intima. I chociaz niewatpliwie widok ten byl niezwykle fascynujacy, zostal wyparty przez wkradajace sie powoli w jego umysl zazenowanie. Zrozumial, co zrobil i jak to wygladalo... Zupelnie zapomnial o swiecie, wylaczyl sie, kompletnie nie panowal nad emocjami, ktore na pewno musialy uwidocznic sie na jego twarzy. Co Severus mogl na niej zobaczyc?
Harry nawet bal sie pomyslec...
Pokonany przez wstyd, uciekl wzrokiem i wbil go w podloge. Spodziewal sie, ze Snape cos powie, ale widocznie byl zbyt zdumiony i rownie zaklopotany, jak Harry. Chociaz, prawde mowiac, Gryfon kompletnie nie mogl sobie wyobrazic, by Severus mogl byc kiedykolwiek zaklopotany.
Nie, to on pierwszy musi przerwac milczenie. Przerwac te gesta, napieta atmosfere, ktora powoli zaczela go przygniatac. Odchrzaknal, probujac odnalezc swoj glos, ktory najwyrazniej byl tak zazenowany, ze schowal sie w najdalszym zakatku gardla.
- Dziekuje, ze mi to powiedziales - mruknal cicho, spogladajac na swoje rece. - Ze nie uwazasz mnie za tchorza. To naprawde wiele dla mnie znaczy.
- Zdazylem zauwazyc - odparl Severus, a w jego glosie zadrzala ironiczna nuta.
Harry wzdrygnal sie i zerknal na Snape'a.
To bylo dziwne stwierdzenie. Co zauwazyl? A jezeli dostrzegl cos, czego Harry nie chcial ujawniac? Albo tez sam nie zdawal sobie sprawy z tego, co zagniezdzilo sie w jego duszy? Czul sie zagubiony. Zagubiony i roztrzesiony. Caly ten dzien byl tak bardzo meczacy...
Harry spuscil wzrok i westchnal ciezko, starajac sie oczyscic umysl ze wszystkich mysli i po prostu przezywac te chwile.
Wtedy wlasnie poczul delikatny dotyk na podbrodku i jego glowa zostala uniesiona. Jego oczy zatonely w obezwladniajacym spojrzeniu Severusa, ktory patrzyl na niego lagodnie i zarazem stanowczo.
- Co to za mina? - zapytal, a jego glos otulil Harry'ego przyjemnym cieplem. - Nie wolno ci sie martwic, kiedy jestes ze mna. Czy to zrozumiale?
Harry pokiwal glowa, zaskoczony tymi slowami, i spojrzal na Severusa szeroko otwartymi oczyma. Snape skrzywil sie i dodal:
- Czyzby 'Prorokowi' udalo sie cos, co nie udalo sie niemal nikomu - zlamac slynnego Chlopca Ktory Przezyl? Chyba powinienem wyslac im list z gratulacjami.
Harry zmarszczyl brwi. Nie podobala mu sie ta kpina.
- Wcale mnie nie zlamal! Po prostu...
- Po prostu tak ci namieszal w glowie, ze stwierdziles, ze nie nadajesz sie do niczego, jestes tchorzem, zdrajca i egoista - dokonczyl za niego Snape. - Co prawda, z checia sam dorzucilbym jeszcze kilka okreslen, ktore umknely 'Prorokowi', ale po co, skoro wystarczy kilka nagryzmolonych przez niekompetentnych idiotow linijek, zeby wpedzic slynnego Pottera w depresje.
Harry wydal wargi.
