strone. Kiedy Gryfon jej dotknal, dlugie, chlodne palce zacisnely sie na jego dloni i delikatnie pociagnely. Podazajac za wskazowkami, Harry usiadl na kolanach Snape'a, skonsternowany i calkowicie zaskoczony. Intensywny wzrok Severusa przyciagal jego spojrzenie, niczym czarna dziura. Kiedy Mistrz Eliksirow odezwal sie po kilku chwilach, jego zazwyczaj szorstki glos wydal sie Harry'emu niezwykle lagodny:

- Mysle, Potter, ze na pewno nie brakuje ci odwagi. I nie pozwol, zeby wmowiono ci cos innego. - W oczach Severusa cos zamigotalo. - Watpie, by ktokolwiek inny odwazyl sie uwodzic mnie na lekcji przy calej klasie, albo wypisywal takie rzeczy w tescie.- Harry zmarszczyl brwi, nie wiedzac, czy Severus mowi powaznie, czy z niego kpi. - I watpie takze, by ktokolwiek inny odwazyl sie zblizyc do mnie na odleglosc mniejsza niz dlugosc rozdzki. - Oczy Severusa ponownie blysnely i Harry zastanawial sie przez chwile, ktora 'rozdzke' ma na mysli Snape. - A poza tym, Potter, jestes chyba jedyna osoba, ktora nie boi sie mnie prowokowac. I podejrzewam, ze twoja brawura doprowadzi cie kiedys do zguby. A jezeli nie ciebie, to mnie z pewnoscia - zakonczyl Mistrz Eliksirow, usmiechajac sie krzywo.

Harry wpatrywal sie w Snape'a, probujac pojac sens wypowiedzianych przez niego slow. Czyzby to oznaczalo...? Czy on wlasnie powiedzial...? A wiec Severus nie uwazal go za tchorza?

Harry nie cieszylby sie bardziej, gdyby uslyszal takie slowa od Syriusza, albo od swojego ojca. Poniewaz wypowiedzial je Snape - ktos, kto zawsze mowil szczerze, nie przejmujac sie uczuciami innych. Jedyna osoba, ktora mogla powiedziec mu prawde. Nawet nie zdawal sobie sprawy z tego, jak bardzo zalezalo mu na jego opinii. W momencie, kiedy uslyszal te slowa - jego serce przepelnil tak wielki spokoj i radosc, ze zanim zdazyl nad soba zapanowac, zlapal twarz Severusa i przycisnal usta do jego cienkich, slodko-cierpkich warg tak mocno, iz prawie je zmiazdzyl. Jego cialo momentalnie zesztywnialo, przeszyl je prad tak silny, ze niemal podskoczyl. Jego serce drgalo w piersi, a oddech zupelnie ulecial. Przylepione do siebie usta chlonely swa wilgoc, smak, aromat.

Dopiero, kiedy Harry poczul na swoim kolanie dotyk reki, ktora zaczela powoli przesuwac sie w strone uda, zorientowal sie, co sie dzieje. Wstrzas byl tak silny, a uderzenie swiadomosci tak nagle, ze kiedy oderwal w koncu usta, zakrecilo mu sie w glowie, a przed oczami przez jakis czas widzial jedynie ciemne plamy. Do jego pluc wdarlo sie powietrze, a caly swiat nagle stanal w miejscu.

Harry zamrugal kilka razy, przeganiajac cienie, i z przerazeniem spojrzal na przygladajacego mu sie z dziwnym wyrazem twarzy Severusa. W mrocznych oczach dostrzegl iskierke poruszenia, cos nieokreslonego. Cos, co wprawilo go na chwile w konsternacje, ale zbyt szybko zniknelo, by mogl sie temu dokladnie przyjrzec.

Czas ruszyl ponownie, a Harry poczul, ze robi sie czerwony na twarzy. Wbil wzrok w podloge, mamroczac przeprosiny i przeklinajac sie w duchu za te chwilowa nieuwage, ktora doprowadzila do tego, co zrobil. Mogl zaprzepascic wszystko. Przeciez Snape wyraznie powiedzial, ze nie wolno mu tego robic. Jak mogl pozwolic sobie na te chwile slabosci? Musi to naprawic!

- Przepraszam. Nie chcialem. Naprawde. To tak nagle... Prosze, nie wyrzucaj mnie. Przepraszam.

- Nie mialem takiego zamiaru, Potter - wycedzil Snape niezwykle opanowanym, zwazywszy na okolicznosci, glosem. Harry uniosl glowe i spojrzal w twarz Severusa. W to poprzecinane zmarszczkami oblicze, tak blisko niego, ze wystarczylo uniesc reke, by dotknac chlodnej skory, ktora wydawala sie tak niezwykle gladka. Mial wrazenie, ze czas ponownie przestal plynac, przestrzen stala sie miekka, delikatna, unosila go w swych falach, uspokajajac umysl i kolyszac jego zmysly. Harry spogladal w dwa ciemne, niemal nieskonczone tunele, na koncu ktorych jasnialo malenkie swiatelko. Te oczy wciagaly go w swa niezmierzona glebie za kazdym razem, kiedy w nie patrzyl. Dotykaly go, igraly z nim, przyciagaly, a on poddawal sie im, niezdolny, by zaprotestowac, by odwrocic sie od nich, by oprzec sie ich magnetycznej sile. Delikatne zmarszczki w kacikach nadawaly im wyrazu jeszcze wiekszej glebi, a brwi... rownie czarne, jak zrenice. Tyle razy widzial, jak marszczyly sie lub unosily, ukazujac tak wiele roznych emocji. Czasami tylko dzieki nim wiedzial, co Severus mysli albo czuje - jezeli oczy byly zwierciadlem duszy, to te brwi stanowily rame, w ktora byly oprawione.

Powili uniosl dlon i dotknal ich. Byly geste i szorstkie. Z zafascynowaniem obserwowal, jak pomiedzy nimi pojawia sie zmarszczka, ktora widzial juz tyle razy, ale ktora wciaz byla dla niego czyms niezwyklym. Dotknal jej, czujac pod palcami jej nierownosci, jakby zostala wyzlobiona przez tysiace mysli i odczuc, przewijajacych sie przez umysl, i tylko ona ujawniala ich sile i natezenie.

Wzrok Harry'ego powedrowal nizej. Nie zwracajac uwagi na serce bijace tak szybko i intensywnie, ze niemal je slyszal, calkowicie pochloniety badaniem kazdego skrawka tej niesamowitej twarzy, dotknal wyraznego,

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату