- Taa, zaraz po pierwszej lekcji. Tez sie wkurzyl, ze zniknales. To dziwne, bo przeciez nie mielismy dzisiaj eliksirow.

- Bardzo sobie na mnie uzywali? - zapytal Harry, pragnac szybko zmienic ten grzaski temat. Ron pokiwal smutno glowa, a Hermiona zagryzla warge.

- Najbardziej Slizgoni i Gryfoni. Ktos juz podobno stworzyl prototyp plakietki, ktora zamierzaja nosic. Cos o tobie, ze jestes 'smierdzacym tchorzem', czy cos takiego - powiedzial Ron ze wstydem. - Wyglada na to, ze znowu postanowili cie przesladowac. Tak, jakby nie mieli ciekawszych rzeczy do roboty.

Harry pokiwal glowa. Ron mial absolutna racje. Juz dawno zauwazyl, ze gdy tylko w prasie pojawialo sie cos niepochlebnego na jego temat, cala szkola wpadala w zbiorowa histerie i laczyla sie w checi zmieszania go z blotem. Tak bylo dwa lata temu przed Turniejem Trojmagicznym i tak samo bylo w zeszlym roku, kiedy wszyscy uwazali go za klamce. Tak bylo tez niecale dwa miesiace temu, kiedy okazalo sie, ze najwiekszym pragnieniem Harry'ego Pottera jest znienawidzony przez wszystkich Mistrz Eliksirow. Zachowywali sie tak, jakby za wszelka cene chcieli upodlic Chlopca, Ktory Przezyl, sciagnac go do swojego poziomu, zniszczyc go. Jak gdyby mu zazdroscili. Jezeli w ogole bylo czego zazdroscic...

- Probowalismy interweniowac u McGonagall, ale ona byla na ciebie zbyt wsciekla, zeby cos z tym zrobic - oswiadczyla Hermiona.

- Slizgoni wymyslili o tobie piosenke. Spiewali ja podczas kolacji i przez caly czas sie z ciebie wysmiewali, a Snape w ogole nie zwrocil im uwagi! - powiedzial oburzony Ron.

W umysle Harry'ego cos zaskoczylo.

- Snape byl na kolacji? - zapytal, zdumiony.

- No jasne, ze byl - odparl Ron. - I nie zrobil nic, zeby ich uciszyc.

Nagle zrozumienie uderzylo w Harry'ego z sila Wierzby Bijacej. W glowie zabrzmialy mu slowa Severusa:

Nie bylem na kolacji... skrzat mi to przyniosl... nie jestem glodny... mozesz sie poczestowac...

Harry poczul, jak w jego serce wlewa sie przyjemne cieplo.

Snape przygotowal ten posilek specjalnie dla niego. Nie chcial, zeby Harry byl glodny.

To bylo takie... takie...

- Harry, dobrze sie czujesz? - zapytala zaniepokojona Hermiona. - Dlaczego nagle zaczales sie tak dziwnie usmiechac?

Gryfon odchrzaknal i natychmiast spowaznial.

- Przepraszam. Jestem po prostu troche zmeczony. Pojde jeszcze do McGonagall. Nie musicie na mnie czekac. - Wstal i zarzucil na siebie peleryne niewidke, pragnac jak najszybciej stad wyjsc i do woli rozkoszowac sie tym niesamowitym uczuciem, ktore wkradlo sie do jego serca i wzielo je w posiadanie.

***

McGonagall byla na niego naprawde wkurzona i zafundowala mu bardzo dluga i pelna wykrzyknikow przemowe na temat godnego zachowania Gryfonow, ale w koncu Harry'emu udalo sie ja ulagodzic na tyle, by nie wlepila mu za to szlabanu. Kiedy troche sie uspokoila, oswiadczyla, ze ja takze ten artykul niezwykle zdenerwowal i ze kiedy tylko wroci Dumbledore, wystosuja do Proroka odpowiednia notke z prosba o sprostowanie i przeprosiny. A Harry nie powinien sie tym przejmowac, tylko wziac sie do nauki i nie uciekac juz wiecej z zajec. Chlopak obiecal, ze taka sytuacja wiecej sie nie powtorzy i cala sprawa zakonczyla sie dosyc polubownie.

Ale nastepny dzien przyniosl mu niestety tylko i wylacznie mase nerwow. Tak, jak przewidywal, piatek okazal sie dla niego gehenna. Na kazdym kroku spotykaly go szykanowania, zlosliwe komentarze i zaczepki. Poczatkowo staral sie je odpierac, ale po jakims czasie stwierdzil, ze to nie ma sensu. Nie chcial marnowac swojego zdrowia i nerwow, a kiedy tylko pozwalal sie wciagac w jakas wymiane zdan, atak na niego nasilal sie jeszcze bardziej i chociaz probowal, nie mial szans wygrac. Po kazdej takiej sytuacji popadal w przygnebienie i nawet pomoc Rona i Hermiony nie na wiele sie przydawala. Kilka razy mignely mu plakietki z jego imieniem i wulgarnymi epitetami. Seamus przez caly dzien patrzyl na niego wilkiem, z taka niechecia i nienawiscia, jakby jedyne, o czym marzyl, to zrownac Harry'ego z ziemia.

Na szczescie Harry nie byl osamotniony w tej walce. Poza Hermiona i Ronem, po jego stronie staneli, jak zwykle, Neville i Luna. A takze, ku jego zaskoczeniu, Ginny, ktora, paradoksalnie, pomogla mu najbardziej i wyciagnela go z przygnebienia, w jakie wpadl po kolejnej sprzeczce z banda Slizgonow i wysluchaniu obrazliwej piosenki na swoj temat. To wlasnie ona, jako spadkobierczyni skrzywionego poczucia humoru jej braci blizniakow, namowila Harry'ego do zemszczenia sie w niezwykle perfidny sposob na wszystkich, ktorzy mu dokuczali, a Gryfon z wielka checia przystal na jej pomysl.

Podczas przerwy w zajeciach, na najbardziej tlocznym korytarzu, Harry nagle zaczal krzyczec i zlapal sie za ramie. Ginny dopadla do niego pierwsza. Zbladla i zapytala roztrzesiona:

- Co sie stalo, Harry?

- Wezwanie... - wyjeczal Harry na tyle glosno, by wszyscy go uslyszeli. - Od Sama-Wiesz-Kogo.

Zanim sie zorientowal, wokol niego zrobilo sie

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату