glowa.
W sercu Harry'ego eksplodowala radosc tak wielka, ze tylko dzieki ogromnemu wysilkowi woli udalo mu sie jej nie okazac.
Teraz! Musi to zrobic jak najszybciej, zanim Severus sie rozmysli.
Zlapal poly czarnej szaty i przyciagnal twarz Severusa ku swojej. Zamknal oczy i objal jego cienkie usta swoimi. Wyglodnialymi, zachlannymi. Jego serce stanelo, oddech zatrzymal sie, czas przestal plynac. Cieple wargi przywarly do siebie. Naparly, zanurzyly sie w swym smaku. Pomimo tego, ze usta mezczyzny byly zacisniete, Harry mial wrazenie, jakby otworzyly sie przed nim calkiem nowe wrota. A to, co sie za nimi znajdowalo... o Merlinie!
Jego twardy juz penis drgnal samowolnie.
Harry jeknal w usta Severusa, nie przestajac obejmowac ich i ssac. Czule i zarazem zachlannie. Rozkoszowal sie ich niewyobrazalnym cieplem, ich gladkoscia, ich cierpkim, ale tez slodkim smakiem. Pragnal siegnac dalej, w glab Severusa. Wtargnac w jego usta, poczuc jego sliski jezyk, oplesc go swoim...
Polizal zacisniete usta, napierajac na nie, pragnac je rozchylic i siegnac glebiej. Ale wtedy uslyszal wciagane przez nos powietrze, niski pomruk protestu, a po chwili poczul wbijajace mu sie w ramiona palce i mezczyzna odsunal go gwaltownie od siebie. Harry zaskomlal cicho.
- Wystarczy juz, Potter. - Glos Severusa byl lekko zachrypniety. Chwile trwalo, zanim Harry'emu ponownie udalo sie skupic wzrok na twarzy mezczyzny, na ktorej dostrzegl nieznaczne, ledwie widoczne poruszenie, a w oczach przygasajacy ogien.
Coz, dostal to, czego chcial. Nie mial prawa prosic o wiecej. Przynajmniej na razie... I wyglada na to, ze bedzie musial dotrzymac slowa. Teraz jego kolej...
- Chodz ze mna - powiedzial cicho, lapiac szczupla dlon Snape'a i delikatnie ciagnac go w strone sypialni. Mistrz Eliksirow poszedl za nim bez slowa. Z kazdym krokiem zdenerwowanie Harry’ego narastalo.
Owszem, chcial dac to Severusowi... ale mial coraz wieksze watpliwosci, czy bedzie w stanie. Czul wzbierajacy w nim wstyd, niczym fale podczas przyplywu, zalewajace go i sprawiajace, ze oddychanie i chodzenie stawalo sie problemem. Niemal instynktownie wyczuwal wzrok Mistrza Eliksirow, kiedy weszli do sypialni i Harry potrzebowal chwili, zeby zaczerpnac tchu i opanowac drzenie.
W pomieszczeniu panowal jeszcze wiekszy polmrok, niz w salonie. Czajace sie w katach cienie sprawialy, ze powietrze wydawalo sie chlodniejsze, niz w rzeczywistosci. Harry poczul, ze jego cialo pokrywa sie gesia skorka, kiedy spojrzal na idealnie wygladzona, czarna posciel, przykrywajaca stojace przed nim lozko.
Odetchnal gleboko i obrocil sie twarza do stojacego za nim Severusa. Podszedl o krok i nie osmielajac sie na razie podniesc wzroku, ujal w rece fragment szaty Snape'a i nerwowo ja pociagajac, powiedzial cicho, lekko drzacym glosem:
- Chcialbym dac ci cos specjalnego, Severusie. - Podniosl glowe i spojrzal wprost w twarz przygladajacego mu sie uwaznie, z malujacym sie na obliczu zaciekawieniem, mezczyzny. - Cos, co jest przeznaczone tylko dla twoich oczu.
Zobaczyl, ze jedna z brwi Snape'a unosi sie w gescie zainteresowania. Teraz, kiedy znowu byli tak blisko siebie, Harry czul w nozdrzach ostry zapach podniecenia. Wiedzial, ze Snape jest twardy. I on rowniez. Merlinie, o ile latwiej byloby po prostu przyciagnac go do siebie i pozwolic mu sie pieprzyc. Tak bardzo tego pragnal...
Ale nie! Wiedzial, ze jego prezent bedzie... intensywniejszy. Wiedzial, ze Snape'owi sie to spodoba. O tak, z pewnoscia mu sie spodoba...
Wypuscil z rak szorstka szate i cofnal sie.
- Usiadz - powiedzial cicho, wskazujac stojacy pod sciana fotel. Dokladnie naprzeciwko lozka. Widzial ogien w oczach Severusa. Wiedzial, ze mezczyzna jest tak podniecony, ze z trudem panuje nad tym, zeby sie na niego nie rzucic. Ale widzial tez ogromna ciekawosc. Mistrz Eliksirow cofnal sie i bez sprzeciwu opadl na fotel, spogladajac na Harry'ego z wyczekiwaniem.
Harry przelknal sline. Czul sie tak glupio, iz przez kilka chwil wydawalo mu sie, ze nie da rady tego zrobic. Ale chcial. Tak bardzo chcial dac to Snape'owi...
Po chwili uniosl rece i dotknal lsniacych guzikow swojej koszuli. Zaczal je rozpinac. Niespiesznie, z ociaganiem. Nie spuszczajac wzroku z twarzy przygladajacego mu sie zachlannie mezczyzny. Spod czarnego materialu zaczela wylaniac sie jego jasna skora, ktora zdawala sie odbijac swiatlo plonacych w lichtarzach swiec. Zobaczyl, ze oczy Severusa zmruzyly sie. Widzial w nich glod. Jego zoladek scisnal sie gwaltownie, lecz nie przerwal wykonywanych czynnosci. Zsunal koszule ze swoich ramion. Delikatnie opadla na podloge, a jej szelest wydal sie nienaturalnie glosny w panujacej wokol ciszy, ktora wypelnialy jedynie ich przyspieszone oddechy. Uniosl rece,
