zeby zdjac krawat, ale zawahal sie. Snape lubi zielony kolor... Poza tym, wolal zachowac cokolwiek, co sprawi, ze nie bedzie czul sie tak... nagi. Opuscil rece i pochylil sie, by rozwiazac buty. Kiedy odrzucil je na bok, ich glosny stukot gwaltownie rozdarl cisze. Szybko pozbyl sie skarpetek i wyprostowal sie, ponownie spogladajac w twarz Severusa.
Chcial widziec jego reakcje. Chcial widziec ten glod w jego oczach. Glod, ktory sprawial, ze Harry robil sie jeszcze twardszy, a jego cialo przeszywaly gorace dreszcze, spalajac wszystko, co napotkaly na swej drodze. Kiedy siegnal do paska spodni, ciemne oczy zablysly, a nogi ugiely sie pod Harrym. Trzesacymi sie dlonmi odpial guzik, rozsunal zamek i delikatnie pociagnal spodnie w dol, pozwalajac im opasc az do kostek. Obsydianowe oczy rozjarzyly sie jeszcze intensywniejszym blaskiem. Harry nie zalozyl slipow. Nie musial. Odrzucil spodnie na bok i wyprostowal sie. Nagi, jasny, gladki. Wiedzial, ze jego czlonek jest uniesiony. Zazenowanie, ktore odczuwal, nie potrafilo zdmuchnac plonacego w nim pozadania. Jednak po chwili przestal zwracac na to uwage, kiedy plonacy w oczach Severusa glod ogarnal cala jego twarz, zamieniajac ja w oblicze dzikiej, wyglodnialej bestii. Zobaczyl drzace dlonie, zaciskajace sie kurczowo na oparciach fotela, i ogien, ktory pochlonal czern oczu. Mezczyzna wygladal, jakby walczyl z niewidzialnym przeciwnikiem - ze spalajacym go pragnieniem, aby rzucic sie na Harry'ego i wedrzec sie w niego, ukarac za torturowanie go, za prowokowanie. Jednak wydawalo sie, ze ciekawosc okazala sie silniejsza. Snape nie poruszyl sie. Jedynie jego oczy, ktore zachlannie slizgaly sie po nagim ciele Harry'ego, swoja intensywnoscia niemal wypalaly sciezke na jego skorze.
Harry slyszal bicie wlasnego serca. Strach zdawal sie zupelnie z niego wyparowac, wypalony ognistym spojrzeniem Mistrza Eliksirow. Wszystko zniknelo, przestalo miec znaczenie. Liczyl sie tylko Severus, pozerajacy go wzrokiem, niczym niezwykle smakowity posilek, i czekajacy na deser, ktory Harry dla niego przygotowal. Caly swiat przestal istniec, zostali tylko oni dwaj, zawieszeni w czasie, w odludnym, bezpiecznym miejscu, bez wojny, Voldemorta, ani Dumbledore'a. Byli tylko oni i ich pragnienie.
Harry cofnal sie o krok i usiadl na samym brzegu lozka. Odchylil sie lagodnie do tylu i podparl jedna reka. Material pod jego dlonia i posladkami okazal sie chlodny i gladki. Nie spuszczajac wzroku z wpatrzonego w niego mezczyzny, zaczal bardzo wolno, niemal uwodzicielsko, rozszerzac nogi. Wtedy zobaczyl, jak oczy Severusa takze sie rozszerzaja, a na jego twarz wyplywa zrozumienie. Cienkie usta rozchylily sie, wydajac przypominajacy sapniecie odglos, a oczy pochlonela pozoga tak gwaltowna i nieokielznana, iz wydawalo sie, ze zaczely sie z nich sypac iskry, ktore zapelnily powietrze sprawiajac, ze na ciele Harry'ego uniosly sie wszystkie wloski.
Widzac, jaka reakcje wywolal w mezczyznie, rozsunal nogi jeszcze bardziej, najszerzej, jak to bylo mozliwe i obserwowal oczy Severusa, ktore teraz rozjarzyly sie intensywniej.
Przesunal jedna z rak do przodu i lagodnie dotknal palcami swojego naprezonego czlonka. Jego erekcja drgnela pod musnieciem drzacych palcow. Jakby blagala o ukojenie. Nie odrywajac wzroku od przeszywajacego, rozgrzewajacego spojrzenia Severusa, owinal ciepla dlon wokol penisa. Czul pod palcami pulsowanie krwi, niczym zyciodajnych sokow przeplywajacych w lodygach roslin. Skora byla gladka i rozgrzana. Odczuwal delikatne laskotanie w podbrzuszu, jakby wypelnialy je miliony piorek. Podejrzewal, ze bedzie mial ogromne trudnosci, by nie dojsc zbyt szybko. Nie, kiedy Severus patrzyl na niego w
Harry nie czekal dluzej. Powoli przesunal dlonia wzdluz pulsujacego trzonu, naciagajac napletek na zaczerwienionej glowce.
Brwi Severusa sciagnely sie gwaltownie, a palce wbily sie w oparcia fotela.
Harry przesunal reke z powrotem ku glowce, czujac przyjemne wibracje. Powoli nabieral tempa, drzac przy kazdym pociagnieciu i slyszac, jak z jego ust zaczynaja wyrywac sie ciche jeki, ktore wraz ze wzrostem szybkosci, zaczely przybierac na sile. Jakby dlon Harry'ego byla smyczkiem, a kazde pociagniecie wygrywalo na nim, jak na skrzypcach, cudowna melodie rozkoszy. Staral sie patrzec w oczy Severusa, ale mial z tym coraz wieksze trudnosci. Rozgrzane powieki ciazyly mu, a wybuchajace pod nimi iskry palily. Wypchnal biodra do przodu, jego kregoslup wygial sie w luk, dlon zamienila sie w goracy, ciasny tunel, ktory przesuwal sie po jego drgajacej erekcji, wyciskajac lzy z oczu. Walczyl, aby ich nie zamknac, kiedy, nie potrafiac nad tym zapanowac, przyspieszyl jeszcze bardziej, pragnac zakonczyc ta odbierajaca zmysly, bolesna, napierajaca na jego ledzwie udreke przyjemnosci.
