Snape jednak na tym nie poprzestal, nie zatrzymal sie, aby cialo Harry'ego moglo sie przyzwyczaic. Wchodzil i wychodzil z szalencza, nieokielznana furia, jakby chcial go ukarac, jakby chcial go rozedrzec na strzepy. Harry czul bol, ale calkowicie wypieralo go zupelnie inne odczucie, potegowane z kazdym pchnieciem, z kazdym smagnieciem przyjemnosci, ktore przetaczalo sie przez jego cialo i umysl, doprowadzajac do tego, ze potrafil jedynie skomlec.
Gdzies na obrzezach jego umyslu dryfowaly dzwieki i kolory. Odglos nagich bioder uderzajacych o siebie z ogromna predkoscia. Zlote rozblyski pod powiekami. Urywany szept Severusa:
- Podoba ci sie to, Potter? Uwielbiasz byc pieprzony w ten sposob. Uwielbiasz byc karany, nawet, jezeli tego nienawidzisz. - Zakwilil jedynie w odpowiedzi. Jego przycisniety do fotela policzek ocieral sie o material, kiedy Snape przytrzymywal mu glowe, jakby po to, zeby Harry nie mogl sie bronic ani probowac wyrwac i uciec.
Ale on nie mial zamiaru tego robic.
- Zadalem ci pytanie, Potter! - Glos Snape'a przedarl sie przez otulajace go opary zaru. - Powiedz, jak bardzo ci sie to podoba?
Jak mial mu odpowiedziec, kiedy nie byl w stanie skladnie myslec? Jak mial odnalezc swoj glos posrod jekow i skomlenia, ktory nieustannie wydobywaly sie z jego wpolotwartych ust? Jak mial wyrazic za pomoca slow te ogromna nawalnice, ktora szalala w jego ciele?
- U-uwielbia-am to - wyjeczal w koncu, zaciskajac oczy, kiedy Severus zmienil nieco kierunek i wchodzil teraz jeszcze glebiej. Cieple jadra uderzaly o jego nagie posladki.
- Dalej - syknal mezczyzna. Harry wyczul w jego glosie ponaglenie, niecierpliwe wyczekiwanie. - Chce slyszec, jak bardzo ci sie to podoba, jak bardzo to uwielbiasz, nawet, jezeli wciaz sie tego wypierasz.
- U-uwielbia-am kie-edy wcho-odzisz we-e mnie-e...
Uderzenie w prostate pozbawilo go zdolnosci mowienia. O tak, uwielbial to! Zrobilby wszystko, by to dostac! By na wlasnej skorze poczuc te agresywna zadze, zwierzeca brutalnosc, ktore sprawialy, ze mogl tylko kwilic i eksplodowac tysiacem iskier, ze pragnal wic sie, rzucac, krzyczec, ze tak, chce wiecej!, mocniej!, glebiej!, ze zapominal o wojnie, o przeznaczeniu, o wszystkim, co go czekalo, ze czul sie tak jakby byl zupelnie wolny, jakby nie byl juz Harrym Potterem, a jedynie swobodnym, wibrujacym od doznan jekiem rozkoszy, kims, kto istnieje tylko po to, by odczuwac.
Prowokowal Snape'a, poniewaz chcial to dostac, igral z niebezpieczenstwem, balansowal na cienkiej linii. Teraz juz rozumial. Zawsze chcial, by Severus byl milszy, ale dopiero kiedy taki sie stal, Harry mial okazje odkryc to, co zawsze siedzialo gleboko w nim...
...ze wcale tego nie chce. Ze zawsze, od samego poczatku dostawal wlasnie to, czego najbardziej pragnal. Wspomnienia odbijaly sie echem w jego glowie. Kiedy to sie zaczelo? A tak, przypominal sobie... te wszystkie mysli, ktore spychal daleko w glab siebie, zawstydzony nimi. Ale one zawsze tam byly i czekaly na odpowiedni moment, zeby sie ujawnic. Teraz pamietal... pamietal to niesamowite podniecenie, kiedy pieprzyl sie na Snapie tuz przed pobiciem. Przypomnial sobie jak sie wtedy czul, kiedy mezczyzna go upokarzal, przypomnial sobie ta jedna niewypowiedziana mysl, ktora zignorowal, przestraszony... I pozniej, kiedy Severus przycisnal go do sciany w schowku i wyszeptal mu grozbe... ktora sprawila, ze momentalnie stal sie twardy. Och, pamietal to uczucie zniewolenia. I jak ostre slowa Snape'a rozpalily w nim taki zar, ze calkowicie zapomnial o swoim wstydzie. I dzis, kiedy Severus odkryl przed nim wszystkie karty, kiedy powiedzial mu wprost to, co Harry ukrywal gleboko w swoim sercu... w koncu zrozumial. Niczego nie udalo sie przed nim ukryc. Do cholery, znowu go przejrzal! I mial racje. Harry uwielbial to uczucie upodlenia. Czy to czynilo go nienormalnym? Calkiem mozliwe. Ale w jakis przewrotny sposob pasowali do siebie. Przeciez Snape lubil miec nad nim calkowita wladze, lubil, gdy Harry byl mu posluszny, lubil zadawac mu bol i patrzec, jak skomli o wiecej. Severus dawal mu to, czego pragnal, a Harry przyjmowal to zachlannie. Pamietal, jak jego druga, mroczna strona sprowokowala Snape'a na lekcji, i jak widzial wscieklosc w oczach mezczyzny, ale nie chcial ugasic lontu. Za bardzo pragnal, aby bomba wybuchla. Poniewaz uwielbial to uczucie wyczekiwania, te niepewnosc, jaka kare otrzyma za zniszczenia, ktorych dokonal. Nie da sie tego z niczym porownac. I Harry wiedzial, ze nie potrafilby juz zyc bez tego ryzyka. I ze jeszcze nie raz je podejmie.
Tak, zdecydowanie byl nienormalny.
Nie wiedzial, kiedy w jego oczach pojawily sie lzy. Snape mial racje. Wlasnie dlatego eliksir wskazal jego. Poniewaz wlasnie on potrafil dac mu to, czego potrzebowal.
- Jestes mala, brudna dziwka, Potter.
Ogromna fala przetoczyla sie przez jego cialo. Mial wrazenie, jakby po skorze, zamiast potu, splywal mu wrzacy olej.
- Powiedz to!
Harry jeknal przeciagle. Jego lzy
