lozku.
A jezeli go oczekuje i bedzie zly, jesli Harry nie przyjdzie? W koncu to jest szlaban. Moze kaze mu po prostu czyscic kociolki albo cos?
Ale on nie chcial czyscic kociolkow! Chcial, zeby pomiedzy nimi znowu bylo tak, jak wczesniej. Musi sprobowac to naprawic!
Zerwal sie z lozka. Pojdzie i zostanie tam, nawet jezeli Snape bedzie chcial go wyrzucic. A pozniej... pozniej cos wymysli.
Zanim Harry dotarl do lochow, zdazyl juz kilka razy zmienic zdanie i zdenerwowac sie tak bardzo, ze serce chcialo wyskoczyc mu z piersi. W koncu jednak jego gryfonski upor i wiara w siebie zwyciezyly i stanal przed drzwiami prowadzacymi do gabinetu Mistrza Eliksirow. Podniosl reke, ale zawahal sie. Kilka razy otworzyl i zacisnal piesc, zanim zdecydowal sie w koncu dotknac drewnianej powierzchni, ktora natychmiast sie uchylila. Wszedl do gabinetu czujac, jak serce podchodzi mu do gardla. Przemknal przez pomieszczenie starajac sie nawet nie spogladac na wypelnione sloikami i butelkami polki, zamknal oczy i zapukal.
Drzwi otworzyly sie. Harry przekroczyl prog i doznal dziwnego wrazenia, jakby wszedl do rwacej rzeki, poniewaz nogi niespodziewanie ugiely sie pod nim. Zdolal jednak utrzymac sie prosto, ale musial przelknac sline, poniewaz nagle calkowicie zaschlo mu w gardle. Severus siedzial w swoim zielonym fotelu, nieruchomo wpatrujac sie w ogien. Nie spojrzal na niego, nie odwrocil sie, nie wykonal zadnego gestu, ktory wskazywalby na to, ze zauwazyl jego przybycie. To oznaczalo, ze nadal jest na niego zly. Bardzo zly.
- Do-dobry wieczor, S-Severusie... - odezwal sie niepewnie, zastanawiajac sie, co ma zrobic. Podejsc do niego, usiasc? Zanim jednak wykonal jakikolwiek gest, uslyszal wypowiedziane zimnym, nieprzyjemnym tonem slowa:
- Twoj szlaban sie dzisiaj nie odbedzie, Potter. Mozesz odejsc. Tylko sprobuj sie nie zabic po drodze.
Harry skrzywil sie. To nie bylo mile...
Przez kilka chwil stal niezdecydowany. Mial wrazenie, ze cokolwiek sprobuje zrobic, nic to nie da. Moze rzeczywiscie powinien wrocic...
Podszedl do drzwi i otworzyl je, ale zawahal sie.
Nie, nie odejdzie! Nie pozwoli sie wyrzucic! Nie po to zdecydowal sie tu w koncu przyjsc, zeby od razu poddac sie i uciec jak tchorz. A zreszta... - Harry zmarszczyl brwi - ... Severus go tu wpuscil. Musial chciec, zeby Harry tu przyszedl... A skoro chcial...
Harry odwrocil sie, spojrzal na mezczyzne i popchnal drzwi. W momencie, kiedy sie zatrzasnely, Snape blyskawicznie przekrecil glowe i... jego oczy na sekunde rozszerzyly sie, kiedy zobaczyl, ze Harry nie wyszedl, po czym natychmiast spojrzal z powrotem w ogien.
Ale Harry juz to zobaczyl. I w tym samym momencie wiedzial juz, co powinien zrobic, aby wszystko zalagodzic.
Jego oczy rozblysly.
Odetchnal kilka razy, aby dodac sobie odwagi, a nastepnie podszedl do mezczyzny i stanal przed nim, zaslaniajac mu widok na kominek. Oczy Severusa zwezily sie z rozdraznienia, a twarz przybrala zaciety wyraz, jakby chcial przekazac Harry'emu: 'Nie marnuj swoich sil. Najlepiej bedzie, jezeli po prostu odejdziesz, bo nie chce na ciebie patrzec i nic, co zrobisz, nie zmieni mojego zdania.'
A przynajmniej cos w tym rodzaju.
Ale Harry nie mial zamiaru odchodzic. Poniewaz wiedzial, ze jest cos, co mogloby je zmienic...
Podszedl o krok blizej i
