Rozejrzal sie po zarzuconej kawalkami szkla podlodze i zmarszczyl brwi. Odsunal sie od Harry'ego, pochylil i z najwyzsza ostroznoscia podniosl z posadzki kawalek szklanej skorupy, w ktorej polyskiwal fioletowy plyn. Przylozyl go do warg i wlal sobie do ust. Harry zobaczyl swoje odbicie w kawalku szkla. Sine, drzace wargi, podkrazone oczy, cera tak blada, iz wygladal niemal jak duch. Czy to naprawde byl on?
Snape odrzucil szklo i pochylil sie nad nim. Z jego rozcietej ostra krawedzia wargi splywala krew. Uniosl twarz Harry'ego, przycisnal mocno wargi do jego ust, rozszerzyl jezykiem zacisniete zeby i wlal w niego plyn.
Pomimo strachu, bezradnosci i otaczajacej wszystko mgle, Harry w tej jednej chwili potrafil myslec tylko o tym, ze Severus wlasnie... calowal go! Tak jakby. A on nie mogl tego poczuc!
Cholera!
Snape oderwal wargi i spojrzal wyczekujaco na twarz chlopaka. W jego wzroku bylo ogromne napiecie. Usta mial zacisniete i tak zaczerwienione, jakby cos je poparzylo.
Harry zaczal cos odczuwac. Cieplo. Nie... zar. Palily go wargi. Pozniej jezyk i gardlo. A wraz z goracem, przychodzilo... czucie. Udalo mu sie przelknac. Mial wrazenie, jakby przez jego przelyk splywal plynny ogien, powoli zajmujac cale cialo. Plonal w nim, roztapiajac lod i rozgrzewajac wszystko, co napotkal na swojej drodze. Kiedy jego pluca zaczely funkcjonowac i chcial wziac glebszy oddech, zaczal sie krztusic. Powoli powracalo czucie w rekach, dloniach, palcach... Poruszal nimi na probe. Wyczul trzymany w reku kamien. Kamien, ktory... uratowal mu zycie. Gdyby go nie mial... - jego serce szarpnelo sie - ...juz nigdy nie zobaczylby Severusa. Nigdy.
Kaszlac i duszac sie, pochylil sie do przodu. Wszystko go swedzialo i mrowilo, kiedy krew zaczynala krazyc w zylach. Mial wrazenie, ze zaraz oszaleje. Jak gdyby wszystko go w srodku swedzialo, a nie mogl sie podrapac, jakby w calym jego ciele biegaly stada mrowek. Zacisnal zeby i zaczal jeczec, pocierajac jednoczesnie brzuch, ramiona i uda, by je rozmasowac i pobudzic krew do szybszego krazenia. Mial ochote polozyc sie na podlodze, rzucac, szarpac i kopac. Zacisnal powieki i skulil sie, blagajac, by to sie juz skonczylo. Po kilku minutach nieprzyjemne objawy zaczely ustepowac. Otworzyl oczy i odetchnal gleboko kilka razy. Drzal. Podniosl glowe, by w koncu spojrzec na Severus, ale mezczyzna stal w pewnej odleglosci, odwrocony tylem. Zacisniete niemal do bialosci piesci nie wrozyly niczego dobrego.
Harry zagryzl warge. Wiedzial, ze nabroil... A Snape wygladal na naprawde wscieklego. Moze nie chce z nim rozmawiac? Moze odwrocil sie, zeby dac mu szanse na ucieczke?
Spojrzal na drzwi. Nie, nie moze wyjsc... To byla jego wina. Musi...
Z trudem podniosl sie na nogi. Przez chwile stal bez slowa, probujac wymyslic, co moglby powiedziec, ale nic nie przychodzilo mu do glowy. W gabinecie panowala grobowa cisza. Zawisla nad ich glowami, zwiastujac nadchodzaca burze. Harry przelknal sline i otworzyl usta:
- Ja...
To jedno slowo zamienilo sie w maly kamyczek, ktory upadajac na szczyt gory, wywolal olbrzymia, niemozliwa do zatrzymania lawine.
Snape odwrocil sie gwaltownie, niemal przebijajac go morderczym, plonacym jak w goraczce spojrzeniem i ryknal tak, ze Harry cofnal sie i wpadl na polki:
- Ty bezmyslny, nieodpowiedzialny, pomylony, impertynencki, lekkomyslny durniu! Mogles ZGINAC! Nie potrafisz wytrzymac nawet pieciu minut, zeby nie wpakowac sie w klopoty! Masz gdzies konsekwencje swojego zachowania! Nigdy nie pomyslisz o tym, ze narazajac siebie, narazasz tez na niebezpieczenstwo innych! Ale co cie to obchodzi? Jestes Wybrancem i mozesz robic, co ci sie zywnie podoba, niezaleznie od tego, czy ktos przy tym zginie! Bezmyslnie pakujesz sie w tarapaty, a pozniej inni musza ratowac twoja
