- Potter!
- Odejdz, Ron - jeknal Harry. - Nie chce jeszcze wstawac. Sam idz na sniadanie.
Troche go zdziwilo, ze Ron mowi do niego po nazwisku, ale tak bardzo chcial powrocic do tego cudownego snu, ze szybko o tym zapomnial. Walczyl ze wszystkich sil, aby go zatrzymac.
- Potter! - Glos byl ostrzejszy i wyrazniejszy.
Harry gwaltownie otworzyl oczy. Wtulal sie w cos ciemnego i pachnacego znajomo...
Snape!
Poderwal glowe i spojrzal wprost w przypatrujace mu sie uwaznie czarne oczy. Jego ramiona owiniete byly wokol szyi mezczyzny.
O cholera! Zasnal na jego kolanach!
- Juz prawie dziesiata, Potter. Jezeli w ciagu pietnastu minut nie znajdziesz sie w swoim dormitorium, moge odebrac twojemu domowi trzydziesci punktow - powiedzial Mistrz Eliksirow, odkladajac na stolik trzymana do tej pory w reku ksiazke. Najwidoczniej czytal ja, kiedy Harry spal. Gryfon zamrugal, zaskoczony.
- Pozwoliles mi... - odezwal sie i przerwal. Jego glos byl zachrypniety, jakby bardzo dlugo i glosno krzyczal. Bolalo go tez gardlo. Odchrzaknal i sprobowal ponownie - Pozwoliles mi tutaj spac prawie trzy godziny? - zapytal i zarumienil sie delikatnie, kiedy w koncu przypomnial sobie, co bylo przyczyna tego bolu. Odchrzaknal jeszcze raz i zobaczyl iskierki rozbawienia w oczach Severusa.
Paskudny dran!
- Owszem. I musze przyznac, ze bylo to niezwykle... interesujace doswiadczenie - odparl Mistrz Eliksirow, a na jego ustach zatanczyl zlosliwy usmieszek. - W szczegolnosci te wyuzdane jeki... Coz, nie podejrzewalem, ze nasz Wybraniec lubi zabawiac sie publicznie... I to na meczu? Co by na to powiedzieli twoi fani, Potter?
Harry poczul, ze jego twarz plonie ze wstydu. Obrazy ze snu zaczely uderzac w niego z ogromna sila. Przypomnial sobie mecz, Snape'a, wyjca od McGonagall, orgazm...
O cholera!
Szybko spojrzal w dol na swoje spodnie. Widniala na nich duza, mokra plama. Wzrok Severusa powedrowal za jego spojrzeniem. Jedna z brwi uniosla sie, kiedy mezczyzna zapytal kpiacym tonem:
- Az tak mily sen, Potter?
Harry nie sadzil, ze mozna odczuwac wstyd niczym przezerajacy skore kwas, ale wlasnie tego teraz doswiadczal. Widzial, jak Severus zagryza warge, zeby sie nie rozesmiac. I to bylo jeszcze gorsze!
Gwaltownie odwrocil twarz w bok, nie chcac widziec, jak Snape smieje sie z niego i jego upokorzenia.
- Musze isc - wydukal drzacym, zdartym glosem. - Kiedy wyjde, bedziesz mogl sie ze mnie nasmiewac do woli. - Nie potrafil ukryc zalu w swoim glosie.
Jak on mogl? Czy az tak bardzo lubil widziec go upokorzonego?
- Zamknij sie, Potter, i spojrz na mnie! - Glos Severusa uderzyl jak bat, ale Harry nie chcial tego zrobic. Nie chcial na niego patrzec. Nie, kiedy mial wrazenie, ze zaraz rozplynie sie z zazenowania.
Wtedy poczul dotyk chlodnych palcow na swojej brodzie. Severus lagodnie, ale stanowczo odwrocil jego twarz w swoja strone, zmuszajac go do spojrzenia na siebie.
- Masz wykonywac moje polecenia - rzekl ostro, a z jego twarzy zniknelo rozbawienie. - Przestan sie nad soba uzalac. - Przez chwile
