- Zgadza sie. - Harry zerwal sie z fotela. Zlapal piwo kremowe i ruszyl w strone Severusa. - I nie poddam sie, dopoki go nie sprobujesz. Nawet sobie nie wyobrazasz, jakie jest pyszne. - Stanal tuz przed Severusem, wyciagajac w jego kierunku kufel. - Prosze...
Mezczyzna uniosl glowe i spojrzal na niego. I Harry znowu to dostrzegl. Dzikie wyczekiwanie czajace sie za oczami Severusa. Teraz jeszcze wyrazniejsze i jeszcze blizsze. I w koncu zrozumial, co to bylo.
Cos, co w jednej chwili moglo rozpalic kazdy nerw w jego ciele. I dokonalo tego.
To bylo spojrzenie drapieznika, ktory w koncu schwytal swoja ofiare i nareszcie mogl zrobic z nia to, co tlilo sie w jego duszy i spojrzeniu przez caly czas, kiedy ja obserwowal.
Harry poczul zaciskajaca sie na jego nadgarstku dlon Severusa. Mezczyzna wyjal kufel z jego dloni i odstawil go na stolik, nie odrywajac spojrzenia od twarzy Harry'ego, po czym przyciagnal go do siebie, zmuszajac, by usiadl mu okrakiem na kolanach. Harry nie opieral sie. Nie potrafil oderwac wzroku od tej surowej, ale w tej chwili tak niezwykle... lagodnej twarzy. Czarne, glebokie oczy wpatrywaly sie w niego z uwaga, zainteresowaniem i czyms, co wygladalo na... niecierpliwe wyczekiwanie, niemal na krawedzi wybuchu. Tak, jakby Snape pragnal czegos tak bardzo, iz z trudem panowal nad soba, aby po prostu nie siegnac i tego nie wziac. Ale cos go powstrzymywalo. Ciemne brwi zbiegly sie, a u nasady nosa pojawila sie gleboka zmarszczka. Harry zapragnal ja pocalowac. Zapragnal scalowac to pragnienie z tej pieknej twarzy i pozwolic mu sie porwac, pozwolic mu zrobic ze soba wszystko.
Uniosl dlon i lagodnie musnal szorstki policzek, nie odrywajac spojrzenia od sciagnietej twarzy. Czul przeplywajaca przez swoje zyly radosc, a serce wydawalo sie tak lekkie, jak nigdy dotad. Severus podarowal mu prezent. Taki cudowny prezent. I byly swieta. I spedzal je z nim. I...
...i tak bardzo go kochal...
Och.
Pomyslal to. Naprawde to pomyslal!
Ale musial to w koncu przyznac. Chocby to slowo wydawalo sie tak bardzo nie na miejscu, i chocby wydawalo mu sie tak... ogromne i przerazajace, to... pasowalo. Poniewaz nie wyobrazal juz sobie zycia bez niego. Nie wyobrazal sobie powrotu do tego, co bylo wczesniej. Nie wiedzial, jak moglby teraz istniec, gdyby ktos mu go odebral.
Pochylil sie do przodu, odsuwajac nosem czarne kosmyki wlosow i skladajac czuly pocalunek tuz pod uchem mezczyzny. Przez chwile nie odrywal ust od skory, wciagajac w nozdrza oszalamiajacy zapach Severusa i rozkoszujac sie nim. Tesknil za nim. Tesknil za tym niesamowitym uczuciem odprezenia, ktore w nim wywolywal, za zawrotami glowy i oslabiajacym pradem, ktory przeszywal jego zmysly. Leniwie zaczal calowac szyje, kierujac sie ku obojczykowi i jednoczesnie probujac nieudolnie rozpiac nieskonczony rzad guziczkow, znajdujacy sie na przedniej czesci szaty Severusa. Podejrzewal, ze mezczyzna zaklada to celowo, aby Harry nie mial szans zbyt szybko sie do niego dobrac. I aby to on mogl...
O wlasnie.
Severus zlapal dlonie Harry'ego i odciagnal go od siebie. Chlopak jeknal, a jego umysl przeciela blyskawiczna mysl, ze pewnie znowu zrobil cos zle, ale kiedy tylko spojrzal w twarz Snape'a, zaczal miec problemy z oddychaniem.
Oczy Severusa plonely, a cieply zar, ktory od nich bil dosiegal serca Harry'ego i sciskal je. Za tymi oczami krylo sie cos takiego... cos niebezpiecznego i jednoczesnie... opiekunczego.
Harry wstrzymal oddech, kiedy czarne oczy rozblysly, a Severus przyblizyl twarz do jego twarzy i powiedzial glosem ciezkim od potrzeby:
- To ja sie toba zajme...
Harry otworzyl szeroko oczy, czujac, jak serce podskakuje mu do gardla, a do zoladka opada cos twardego.
